Rosyjski gigant gazowy Gazprom wstrzymał wieczorem 18 lutego dostawy gazu do Białorusi, a pośrednio także do Polski i Niemiec.
Na drugi dzień dostawy gazu co prawda wznowiono, ale ten wypadek pokazał nam, że Polska jest uzależniona energetycznie od wielkiego brata ze wschodu.
Koncern Gazprom oskarżył Białorusinów o nielegalny pobór gazu eksportowanego z Rosji do Polski i Niemiec. Gazprom zapowiedział, przy tym, że białorusini chcąc kupować gaz muszą za niego płacić po cenach rynkowych, po takich jak dla odbiorców z innych krajów. Część rosyjskiego gazu Białoruś kupowała po niższych cenach.
Wyłączenie gazu było akcją od dawna przygotowaną - Rosjanie uruchomili stary gazociąg omijający Białoruś, dzięki któremu mogli przesyłać gaz do obwodu kaliningradzkiego. Gazprom prawdopodobnie uprzedził o przerwach w dostawie gazu niemieckie firmy gazowe. O przerwach nie został uprzedzony ani polski rząd, ani importer gazu - firma Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. Wskutek wstrzymania dostaw gazu spore straty poniosło wiele polskich firm - zmniejszono produkcję m.in. w Zakładach Azotowych Kędzierzyn, ZA Tarnów, Zakładach Chemicznych Police i PKN Orlen.
Gaz sprowadzany z Rosji to prawie połowa gazu zużywanego w Polsce - resztę wydobywamy sami lub importujemy z innych państw. Wypadki z 18 lutego pokazały, że nie jesteśmy przygotowani na nagłe przerwy w dostawie gazu z Rosji - Polska nie ma ani możliwości zwiększenia importu gazu z innych państw, nie posiada też obecnie zapasów gazu, pozwalajacych przetrwać długotrwałe przerwy w dostawach tego surowca.
Prezes PGNiG Marek Kossowski powiedział, że obecnie do dziennego zbilansowania zużycia gazu brakuje Polsce 5 mln metrów sześciennych gazu na dobę. Dzienne zapotrzebowanie Polski na gaz w sezonie zimowym waha się od 44 do 50 mln metrów sześciennych na dobę. Z granicy białoruskiej odbieraliśmy 13 mln metrów sześciennych dziennie. PGNiG zwiększył więc pobór gazu z magazynów i krajowe wydobycie, zwiększono też odbiór z Ukrainy.
Dzień po przerwaniu dostaw gazu do Polski, przedstawiciele PGNiG podpisali porozumienie o współpracy z norweskim koncernem paliwowym Statoil, które zakłada docelowo zakup gazu z Norwegii. Dzień później przedstawiciele PGNiG rozmawiali z duńskim koncernem Dong także w sprawie zakupów gazu.
Odcięcie na jeden dzień dostaw gazu unaoczniło kilka faktów: Polska nie jest poważnym partnerem dla Rosji, gdyby tak było to Gazprom poinformowałby albo rząd albo PGNiG o zamiarze przerwania dostaw. Udzielenie takiej informacji polskiej stronie było oczywiście możliwe, skoro Rosjanie poinformowali Niemców. Nie jesteśmy też w stanie przetrwać długotrwałego wstrzymania dostaw gazu z Rosji. Podstawowym wnioskiem do wyciągnięcia z tych wydarzeń jest konieczność oparcia się na własnych surowcach energetycznych. Krajowe wydobycie gazu pokrywa mniej więcej zapotrzebowanie w granicach 1/3 - możliwe jest zwiększenie wydobycia gazu, chociaż nie na taką skalę, żebyśmy nie musieli go importować.
Polska powinna dbać o wykorzystanie innych surowców energetycznych - przede wszystkim węgla kamiennego i brunatnego. Około 96 proc. energii elektrycznej wytwarzanej w Polsce pochodzi z węgla kamiennego i brunatnego - jest to jeden z najwyższych w Europie wskaźników energetycznej niezależności, rzecz, której warto bronić.