Arcybiskup
Krzaklewski jest prawie wicebiskupem Gdańska.
Według zorientowanych w hierarchii Gdańskich VIP-ów Krzaklewskiego wyprzedza tylko jedna osoba. Jest nią arcybiskup Tadeusz Gocłowski. Cała reszta się nie liczy. To na żądanie arcybiskupa Krzaklewski musiał zrobić Walendziaka wicepremierem, choć miłości do Wieśka wcale nie czuł. Teraz Krzaklewski kombinuje jak strącić Wieśka ze stołka nie narażając się na gniew purpurowej eminencji. Na otwarty konflikt z arcybiskupem Krzaklewski nie może sobie pozwolić. Tymczasem za wszelką cenę musi pozbyć się Walendziaka, w którym zbyt wielu widzi przyszłego premiera, a nawet wspólnego kandydata prawicy na prezydenta. Dlatego Krzaklewski Walendziaka utrąci. Musi to jednak zrobić na tyle sprytnie aby nie narazić się na gniew biskupa. Tymczasem arcybiskup Gocłowski wcale nie ma zamiaru rezygnować ze swoich politycznych ambicji. Jak mówi wpływowy polityk SLD z Gdańska "arcybiskupowi nikt nie śmie odmówić. Nikt, odnosi się zarówno do obecnie rządzącego etosu jaki i ich poprzedników o zgoła innym rodowodzie. Krzaklewski, który tak skutecznie poradził sobie z odsunięciem od wpływów naczelnego śrubokręta RP, nie radzi sobie z przeskoczeniem Gocłowskiego.
Rytuał
Wyznacznikiem pozycji w Gdańsku jest według "Polityki rytuał powitania. Porządek w jakim się to robi na różnego typu oficjalnych uroczystościach określa obecne wpływy delikwenta. Zgodnie z tym porządkiem Krzaklewski dawno już wyprzedził Lecha Wałęsę, odstawiając go do gabinetu figur woskowych, ale jest nadal dopiero drugi. Tego ambicja Krzaklewskiego nie ścierpi na dłuższą metę. Prędzej czy później Krzaklewski zechce utrzeć nosa temu kto go wyprzedza. Ponieważ nie stać go na podskakiwanie arcybiskupowi zemści się na jego protegowanym i wychowanku, a jednocześnie na swoim groźnym kontrkandydacie do zamieszkania w Pałacu Namiestnikowskim, obecnym (jeszcze) wicepremierze Walendziaku. Niechęć dwóch wicepremierów wywodzących się z tego samego AWS - owskiego pnia, Tomaszewskiego i Walendziaka, wynika bardziej z tego, że Tomaszewski otrzymał zadanie utrącenia konkurencji Krzaklewskiego niż z faktu, że mechanik samochodowy ma osobistą awersję do swojego lepiej wyedukowanego kolegi wicepremiera.
Karta dań
Pozycję Mańka w światku gdańskim jak donosi ta sama "Polityka potwierdza również to, że naczelny restaurator Gdańska niejaki Ryszard Kokoszka wpisał Krzaklewskiego do karty dań. W menu, które Kokoszka serwuje dla swoich gości obok śledzi a la Wałęsa i a la Kwaśniewski znalazła się nowa potrawa - spaghetti Krzaklewskiego. Według zorientowanych goście chętnie pałaszują Krzaklewskiego, aż im się uszy trzęsą. Nic dziwnego, kto sobie bowiem może pojeść marnym śledziem, kiedy ma do wyboru kluchy z gęstym sosem. Krzaklewski przegrywa tylko w jednej konkurencji. Pod spaghetti gorzały chlać się nie da, a pod Wałęsę i Kwaśniewskiego można. Wałęsa jest wściekły na Mańka, że już nie tylko "za jego biurkiem siedzi, jego Lancią dupę wozi ale teraz jeszcze dodatkowo zajmuje jego miejsce w karcie dań. Nielojalność osobistego kucharza rodu Wałęsów jest tym dotkliwsza, że w Polsce władza zawsze kojarzyła się z dostępem do michy albo innego koryta. Zdrada osobistego kucharza boli bardziej niż zdrada żony.
Niechęć
Wałęsa tak bardzo ,,nie trawi Mańka, że stara się nigdzie obok niego nie pokazywać. Przy każdej okazji wypomina mu, że Maniek na prezydenta żadną miarą się nie nadaje. Podobno pierwszy śrubokręt RP gotowy jest zmienić na ten temat zdanie - ale tylko na chwilę - w zamian za to, że Maniek awansuje kilku jego zauszników na intratne stanowiska. Wałęsie nie wychodzi sklejenie osobistej partyjki CHD RP numer 3, a chętnych do służenia spuszczonemu prezydentowi za frico jest coraz mniej. Podobno w całym potężnym województwie gdańskim, czyli bądź co bądź w jaskini wyleniałego lwa, cała ta partyjka mieści się w jednej całkiem niedużej salce katechetycznej. Poirytowany tym Wałęsa naciera na Krzaklewskiego żądając dla swoich ludzi stanowisk. Tymczasem Maniek dobrze wie, że jeśli nawet Wałęsa zmieni zdanie na jego temat to tylko na chwilę, a raz przyspawani do stołka ludzie Wałęsy przegonić się nie dadzą nawet kijami. Dlatego Krzak postawił im całkowity szlaban. Wałęsa, choć chwilowo upokorzony, ma jednak nad Mańkiem przewagę. Częściej od Mańka z Papieżem się witał, z królową Anglii Elką brudzia pił, a Kwaśniewskiemu jak przystało na prawdziwego antykomunistę buta do pocałowania na dzień dobry zamiast ręki podał.
Małżeństwo z wyrachowania
Tymczasem Krzaklewski choć wybory wygrał to do Kwacha łasi się jak ostatnia zdzira. Co chwila do Belwederu po prośbie lata, o Olku dobrze mówi. W wywiadzie dla Rzeczpospolitej Maniuś się chwali "Ja sam przełamywałem niechęć AWS do głowy państwa. Gotowość do kumania się z komuszym prezydentem Maniuś zgłasza nadal, fotografie do albumu rodzinnego chce sobie z nim robić. A co mówi o swoich kolegach z własnego klubu parlamentarnego w tym samym wywiadzie. Na pytanie Rz. o to czy nie obawia się, że "w Klubie AWS jest grupa agenturalna, Krzaklewski zamiast żarliwie zaprzeczyć stając w obronie czci swoich kolegów parlamentarzystów wali prosto z mostu że ,,są takie osoby. I dalej aby uprawdopodobnić swoje oświadczenie, a jednocześnie rzucić cień podejrzeń na absolutnie każdego dodaje: "one (grupy agenturalne) nie podejmują działań oczywistych, tylko bardzo zakamuflowane. Takie stwierdzenie pozwala w przyszłości, w zależności od potrzeb, obrzucić błotem każdego. Oto dzisiaj najwierniejszy sługa i przyjaciel Mańka jutro może być agenturą, a jego wierność i przyjaźń w przyszłości okażą się "bardzo zakamuflowanym działaniem.
Swoim strzelać w plecy
Krzaklewski wie, że wrogów swojej prezydentury musi szukać między swymi. Jeśli ktoś mu stanie na przeszkodzie, to będzie to ktoś z tak zwanych swoich. Od dawna głosi, że aby wygrać z kandydatem lewicy, którym na pewno będzie Kwach, prawa strona musi się opowiedzieć za jednym jedynym kandydatem, którym ma być oczywiście Maniek. W koncepcji Krzaklewskiego jest jasnym kandydowanie Kwaśniewskiego. Jest to mu nawet potrzebne i wskazane. Dlatego wrogiem Krzaklewskiego nie jest Kwaśniewski, który jest tylko rywalem. Wrogami Krzaklewskiego są jego ewentualni konkurenci z rodziny. Od czci i wiary odsądza więc tych, którzy w jego chorobliwej gorączce parcia do prezydentury mogą mu zagrozić. Nie ważne czy zagrożenie jest realne czy urojone. Niczym Kronos swoje dzieci, Krzklewski zżera swoich dotychczasowych sojuszników, aby wokół niego byli tylko tacy, którzy są od niego bezwzględnie uzależnieni.
Kosiarka
samobieżna
Trzeba przyznać, że te gry Krzaklewski ma opanowane. Pokazał to już wtedy, kiedy jako nie znany nikomu związkowy aparatczyk z Gliwic wykosił wszystkich związkowych gigantów, obejmując schedę po Wałęsie. Grał jednymi przeciwko drugim, wszystkim obiecywał złote góry i posady tylko po to aby dopiąć swego. Dziś podobnie. W stosunku do tych którzy są groźni lub już bezużyteczni, potrafi być bezwzględny. Kosi wszystkich wkoło aby nikt nie wyrósł ponad przez niego określony poziom, faulując przy tym okrutnie. Tak było przy okazji wyrzucenia z Klubu posłów Słomki i Łopuszańskiego. W stosunku do nich Krzaklewski nie zawahał się wytoczyć najcięższych i najbardziej absurdalnych pomówień. Nie zrobił tego osobiście. Polecił wykonanie tego zadania swojemu zaufanemu szefowi służb specjalnych.
Haubica z rozrusznikiem
To Pałubicki - o łatwo się wzruszającym sercu - przedstawiając wniosek o wyrzucenie tych dwóch posłów z Klubu AWS dwuznacznie powiedział, że ich działanie motywowane jest "strachem przed lustracją. Zarzut ten postawiony akurat tym dwóm osobom, brzmi tak niedorzecznie, że gdyby padł z ust kogokolwiek innego zostałby obśmiany. Krzaklewski wiedział co robi polecając aby zrobił to Pałubicki. Skoro bowiem agenturalność sugerowana jest komuś przez szefa służb specjalnych, to czy można tego nie brać poważnie? Przy okazji Krzaklewski załatwił sobie również to, że pokazując Pałubickiego jako tego, który nie zawaha się przed żadnym draństwem, nawet w stosunku do swoich niedawnych politycznych przyjaciół, wzbudził do niego dozgonną odrazę. W ten sposób jego szef służb specjalnych ma zapewnioną nienawiść wszystkich. Nic lepszego niż naczelny czekista, którego wszyscy nienawidzą i chętnie by go podgryźli, gdyby nie opieka pryncypała.
Strzelanie
gnojówką
Krzaklewski do końca prowadzi swą perfidną grę wobec tych, którzy stanowili dla niego zagrożenie. Już po wyrzuceniu Słomki i Łopuszańskiego mówi o nich "powiem szczerze (co może znaczyć, że pozostałe jego wypowiedzi były nieszczere) koledzy utworzyli ewidentną opozycję wewnętrzną w koalicji, wkładając w to tyle samo energii, co postkomuniści. Oczywiście używali innej retoryki niż Leszek Miller, ale skutki czynionej przez nich destrukcji były takie same. Używając takich porównań Krzaklewski chce w ludziach wywołać taki ciąg skojarzeń: wszelkie zło to postkomuniści, uosobieniem tego zła jest ich przywódca Miller, Słomka i Łopuszański stawiani w tym kontekście są więc co najmniej takim samym złem jak Miller ("skutki czynionej przez nich destrukcji były takie same), a wszyscy którzy z nimi trzymają są tym samym co postkomuniści. Skoro z wstrętem należy traktować Millera na podobną pogardę zasługują Słomka i Łopuszański. Skoro każdy porządny człowiek pluje na widok postkomuny, to tak samo powinien zrobić na widok tych, którzy trzymają ze Słomką i Łopuszańskim. Taki efekt chce wywołać Krzaklewski określając w ten sposób działania tych dwóch swoich niedawnych sprzymierzeńców. Krzaklewski chce doprowadzić do sytuacji, w której nikt nie poda publicznie ręki Słomce i Łopuszańskiemu, obawiając się oskarżenia o sprzyjanie postkomunie. Przy czym absolutnie nie przeszkadza mu to, że przynajmniej jeden z nich był jednym z filarów budowanej przez Krzaklewskiego opcji politycznej i jest niewątpliwym współtwórcą sukcesu wyborczego AWS. Wszak Słomka jest urzędującym zastępcą Krzaklewskiego w Radzie Krajowej AWS. Przykład tych dwóch bliskich współpracowników Mańka, na których on i jego obecni ulubieńcy wylewają teraz wiadra pomyj, pokazuje na co mogą liczyć obecni zaufani wodzusia.
Kolejka do rozwałki
W kolejce do zgnojenia są już następni. Inny poseł AWS Mariusz Olszewski ( ten od woj. kieleckiego) oberwał za to, że brzydko się wyraża na temat Maniusia w Radiu Maryja i razem z Kwachem na wiecach przeciwko Mańkowi gardłuje. Jednocześnie Krzaklewski przyznał, że nie panuje już nad sytuacją w Klubie AWS, a przypadków występowania przeciwko obowiązującej linii wodza jest "tak dużo, że gdyby się nimi zajmować nie starczyłoby czasu na nic więcej. Tylko brak czasu uchronił Olszewskiego przed wdeptaniem w ziemię przez Krzaka. A czasu Krzaklewski ma rzeczywiście coraz mniej. Dlatego w tym samym wywiadzie dla Rz Maniuś przeprowadza wściekły, dywanowy nalot na innego swojego dotychczasowego politycznego sojusznika Jana Marię Jackowskiego. Obraźliwe wytykanie Jackowskiemu, że wozi się na AWS, sam nic nie znacząc, mają zmusić tego ostatniego do odejścia z Klubu. Pozwoliłoby to Mańkowi uniknąć kłopotliwego wyrzucania z Klubu posła Rodziny Polskiej popieranego przez niezwykle wpływowe Radio Maryja.
Kto grzeszy ?
Krzaklewski posuwa się dalej, wyprzedzając swoich adwersarzy ostrzega ich przed próbą tworzenia nowej formacji politycznej wokół rozgłośni Ojca Rydzyka. Według Krzaklewskiego, ci bezbożnicy, którzy ośmieliliby się tworzyć taką konkurencyjną wobec zdominowanej przez liberałów AWS partię polityczną, powinni być ekskomunikowani, a co najmniej nie dopuszczeni do przyjmowania komunii świętej. Krzaklewski wprost grozi Rydzykowi stwierdzając, że wplątanie jego Radia w takie działania "byłoby sprzeczne z intencją powstania Radia, z intencją odnowy moralnej i ewangelizacji. Dalej Maniek grzmi " to (powstanie propolskiej formacji wokół Radio Maryja i gazety ,,Nasz Dziennik) nie byłoby dobre ani dla Kościoła, ani dla tej rozgłośni. Krzaklewski nie wspomina, że nie byłoby to dobre przede wszystkim dla jego ambicji zamieszkania w Pałacu Namiestnikowskim. Później z troską mówi: "słuchacze tej rozgłośni (Radia Maryja) nie powinni być poddawani grze politycznej. Dlaczego - oto mamy wyjaśnienie: "takie zachowania mogą doprowadzić do obłędu jakim by było (co, kto zgadnie - oczywiście!) spotkanie się radykalnej prawicy z radykalną nacjonalistyczną lewicą postkomunistyczną - głosi Maniuś. Przygotowanie artyleryjskie i pełny ostrzał własnych pozycji z których mogłoby wyjść zagrożenie dla Mańka. Już teraz Maniek wyjaśnia wszystkim słabo kumającym, że gdyby powstało wokół: Radia Maryja, Naszego Dziennika, Jackowskiego, Słomki lub Łopuszańskiego, nowe ugrupowanie polityczne to należy je postrzegać jako partnera nie tylko postkomunistów, ale dodatkowo postkomunistów nacjonalistycznych i radykalnych. W pojęciu Krzaklewskiego są to obelgi, które u porządnego obywatela powinny natychmiast wywołać odruch wymiotny.
Szkodliwe robactwo
Miller, Wałęsa, Słomka i Łopuszański, Oleksy i Jackowski dla Krzaklewskiego są tym samym robactwem, które należy rozdeptać w drodze do Belwederu. Najlepiej to zrobić piętnując ich tym samym epitetem - komuna. Krzaklewski działa według zasady wszystkich do jednego wora i do stawu z nimi. Lepiej ukatrupić stu niewinnych, niż odpuścić jednemu nie dość gorliwie służącemu. To klasyka sprawowania władzy, której Krzaklewski nauczył się od Stalina, z której obecnie korzysta niezwykle chętnie.
Teksty poświęcone Krzaklewskiemu w trzech ostatnich numerach KZ ("Krzaklewski i jego barany, "Kanibalizm Krzaklewskiego oraz "Śledź a la Krzaklewski) nie wynikają z tego, że koniecznie chcemy zaszkodzić Krzaklewskiemu aby przyszłe wybory wygrał Kwaśniewski. Wprost przeciwnie, już dziś chcemy wywołać refleksję, na temat tego dokąd zaprowadzi nas to co się dzieje. Aby w przyszłości nie znaleźć się w sytuacji wyborów (prezydenckich) bez wyboru. Kiedy staniemy przed perspektywą nie głosowania na "świętego Maryjana lub dobrze wypasionego komuno - liberała Olka.
Poza tym, tak po prostu mierzi nas to, że u progu nowego tysiąclecia ktoś usiłuje "robić ludziom wodę z mózgu na propagandzie prostych i bałamutnych schematach "komunista - antykomunista. W dodatku robi to uznając, że świat składa się z Mańka i całej reszty durniów.