Rozszerzenie Unii według Kalego
Austria opowiedziała się za rozszerzeniem UE. W zamian za to, że my otworzymy nasz rynek dla państw Unii one zamkną przed nami swój rynek pracy.
Austria oświadczyła, że generalnie jest za rozszerzeniem i przejściem do właściwych negocjacji pod warunkiem, że żaden Polak nie będzie się kręcił po Austrii szukając tam roboty, powołując się na to że razem jesteśmy w zjednoczonej Europie. Chcąc uniknąć, jak to nazywają: "wstrząsów na rynku pracy. Austriacy chcą nam narzucić okres przystosowawczy. Czy będzie to 10, czy 20, czy też może 50 lat tego jeszcze nie wiedzą, ale wiedzą, że ochrona ich rynku pracy musi być.
Wspólna zjednoczona Europa ma się więc charakteryzować tym, że nasz rynek ma być otwarty przed zachodnią konkurencją ich przed nami ma być chroniony. Austriak może swobodnie bić szmal w Polsce ale Polakowi w Austrii robić tego nie wolno. Po tym jak za rozszerzeniem Europy o Polskę bez Polaków wypowiedziała się Austria, głos zabrali inni zwolennicy tego procesu - zachodnioeuropejscy rolnicy.
Rolnicy UE ogłosili, że rozszerzenie może się odbyć pod warunkiem, że nie na ich koszt. Rolnictwo UE jest potężnie dotowane przez państwa Unii, dlatego wejście do Unii Polski musi oznaczać odebranie części z tych pieniędzy rolnikom w Hiszpanii, Portugalii, Francji i Grecji. W skutku takie postawienie sprawy oznacza, że nie ma dla nas miejsca w Zjednoczonej Europie. Lobby rolnicze należy do najpotężniejszych grup nacisku w krajach UE. Rolnictwo w Unii traktowane jest w szczególny sposób i w szczególny sposób jest subsydiowane i chronione. Jakiekolwiek próby odebrania tych dotacji, przesunięcia ich z jednych krajów na inne zawsze kończyły się wielkimi awanturami. Rolnicy Unii nie chcą się zgodzić na odebranie choćby jednej marki z dotychczas uzyskiwanej Unijnej pomocy. Gdyby ktokolwiek we Francji lub Belgii zaproponował przesunięcie tych środków na biedniejsze kraje takie jak Polska czy Węgry skończyłoby się to dla niego linczem. Brutalność z jaką rolnicy krajów UE potrafią walczyć o swoje interesy wprawiłaby w zawstydzenie nawet Leppera. Kij bejsbolowy przeciwko władzy, która chce odbierać dotacje, bijatyki przy zajmowaniu Parlamentu Unii, tony wywalanych produktów na autostradach i trzoda maszerująca ulicami Paryża - to obrazki, którymi karmiła nas telewizja przy o wiele drobniejszych okazjach do protestu rolników z UE. Skoro więc rolnicy UE mówią, że rozszerzenie nie może się odbyć ich kosztem a wchodzenie Polski do Europy musi się odbywać równocześnie z wchodzeniem europejskiej produkcji rolnej do Polski, to należy się liczyć z tym, że aby to uzyskać rolnicy UE spowodują, że ulicami popłynie nie tylko mleko i gnojówka. A wtedy perspektywa naszego członkostwa w UE może się nieco wydłużyć. Przy tak powszechnym ,,entuzjazmie dla naszego wejścia do UE (Niemcy nie chcą nas dopóki nie oddamy Ziem Odzyskanych, Austriacy chroniąc swój rynek pracy, Francja, Hiszpania, Portugalia i Grecja z uwagi na otrzymywanie subsydiów do rolnictwa itp.) może należałoby się zastanowić czy opłaca nam się plantowanie kolejnych elementów naszej gospodarki (górnictwo, hutnictwo, rolnictwo) po to aby prędzej czy później dowiedzieć się, że tak naprawdę nikt nas w Zjednoczonej Europie nie chce i nie lubi.
Jakby na potwierdzenie tego przebywający w Polsce Minister Spraw Zagranicznych Austrii Wolfgang Schuessel aby podkreślić dystans dzielący nas do Unii podarował nam "siedmiomilowe buty. Tym kpiącym gestem pokazał nam jak daleko odstajemy od peletonu. W zamian za buty Geremek podarował swojemu koledze lampę. Widocznie uznał, że skoro daleko to i po ciemku łatwiej nam będzie tam nie trafić.