Rząd premiera Buzka chce zlikwidować górnictwo. Steinhoff nazywa to uzdrowieniem branży.
Im mniej wydobywać będziemy węgla tym branża ma być zdrowsza. Wniosek z tego taki, że jak przestaniemy węgiel wydobywać w ogóle to górnictwo będzie branżą kwitnącą. Kopalnie trzeba zamykać albo sprzedawać. Zamykanie kopalń jest drogie ale będzie się odbywać do 2002 roku na koszt podatnika a później na koszt samych górników.
O to żeby nie kosztowało nas to zbyt mało ma zadbać Balcerowicz. Zaciągnie na nasz garb kredyt w wysokości 1 mld USD. Spłacać będziemy tak długo jak długo grać będzie Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Owsiaka. Oprócz kredytu spłacimy również lichwiarskie odsetki. Skoro pożyczamy od Banku Światowego jakiś Miliard to spłacimy co najmniej 3 albo 5. Jak wygląda pożyczanie od filantropów pokazuje przykład naszych długów. W 1980 mieliśmy 23,4 mld USD długu, w latach 81 - 89 spłaciliśmy 18,2 mld USD w między czasie zredukowano nam dług o połowę i w roku 93 mieliśmy do spłacenia tylko (!) 46 mld długu. Niezły biznes - dla nich.
Wcale na nas się nie wymusza żadnych działań, a program jest suwerennym dokonaniem impotencji umysłowej naszych własnych ministrów. Nieprawdą jest, że program reformy został napisany w Brukseli i Waszyngtonie -tam był tylko recenzowany i poprawiany. 1 mld USD dają nam, bo nas lubią. Wcale nie musimy za ten szmal wylać z roboty w ciągu jednego pokolenia 200 tysięcy górników, nie musimy zlikwidować większości kopalń i nikomu nie zależy na tym abyśmy usunęli się z mało opłacalnego rynku zbytu w Europie. Wszak wysokorozwinięte gospodarki państw UE konsumują skromne ilości węgla, którego zresztą nie posiadają. Nie ma perspektyw na eksport i wzrost zapotrzebowania na węgiel, a Australia, USA, Kanada i Chiny zwiększając rokrocznie wydobycie własnego węgla działają wbrew światowym trendom. Nasi specjaliści wszystko lepiej wiedzą - dlatego prognozują spadek zapotrzebowania na węgiel i stałe obniżanie się jego ceny na światowych rynkach.
Sposobem na zachowanie naturalnego bogactwa, jakim jest nasz węgiel kamienny jest zasypywanie szybów i zamulanie kopalń aby węgiel pozostał w złożach po wsze czasy. Wydobywanie go i sprzedawanie za dolary, opieranie na nim bezpieczeństwa energetycznego - zamiast na sowieckim gazie - jest zdaniem rządu myśleniem złym. Dolary w ogóle nie są nam potrzebne, bo bilans w handlu zagranicznym w którym notujemy astronomiczny deficyt jest oczywiście dla Polski korzystny. Bilans mamy co prawda ujemny, ale struktura tego (ujemnego) bilansu jest dobra. Kopalnie, których nie zlikwidujemy musimy koniecznie wcisnąć frajerom, którzy chcą je kupić. Ponieważ wydobywanie węgla nie jest i nie może być opłacalne, trzeba kopalnie sprzedawać durniom takim jak Czesi, którzy uparli się żeby kupić np. KWK Morcinek, na której, jak wiadomo, można tylko stracić. Generalnie minister Steinhoff jest pierwszym ministrem, który nie jest entuzjastą prywatyzacji kopalń, dlatego w jego programie znalazł się zapis o tym, że głównym kierunkiem działań, będzie najpierw prywatyzacja poszczególnych kopalń, a później, jak się da, całych spółek węglowych. Ponieważ polskie górnictwo, z grubsza warte około 70 mld USD, to knot i nie ma chętnych na kupowanie kopalń i dokładanie do deficytowego wydobycia, trzeba stosować system podniet. Podniecani mają być członkowie zarządów spółek. Za przehandlowanie kopalni frajerowi dostaną tylko dwa procent, a nie jak wcześniej przewidziano trzy do podziału. I co to za szmal jakieś drobne kilka milionów dolców, a ile trzeba się natrudzić zachęcając takiego durnia, który szmal na kopalnię wyłoży.
To, że górnictwo jest w długach to nie wina energetyki, która górnictwo okradała, tylko prezesów spółek węglowych, którzy sprzedawali energetyce węgiel po śmiesznie niskich cenach powiedział o prezesach były prezes Rudzkiej i Jastrzębskiej Spółki Węglowej Szlązak. Nie sprawdzili się w tamtych warunkach, ale teraz ci sami ludzie po wygraniu konkursów zapewne spełnią pokładane w nich nadzieje. Na prezesów-zdaniem Szlązaka- wybierały ich nie rady nadzorcze tylko los.
Trudno mówić o bezrobociu, kiedy jest tylko 100 tysięcy bezrobotnych w woj. katowickim. To w ogóle nie jest problem. Jak się do tych 100 tys. doda jeszcze 100 tysięcy i 50 tysięcy zwolnionych hutników, to też nie będzie problemu. Przecież z pieniędzy przewidzianych przez rząd 50 mln złotych można rocznie utworzyć aż 250 miejsc pracy w województwie. Zwalniać 25 tysięcy i tworzyć im 250 miejsc pracy to zdaniem rządu dynamiczna polityka kreowania nowych miejsc pracy, którą program przewiduje. Minister Nędzy i Bezrobocia Longin Komołowski jest przekonany, że jeśli tylko związki zawodowe wykażą dobrą wolę, to uda się rozdzielić te 250 miejsc pracy pomiędzy 25 tysięcy rocznie zwalnianych górników. Temu będzie poświęcone najbliższe trójstronne spotkanie. Komołowski mało z krzesła pod stół nie wjechał, kiedy zobaczył, że na związkowcach nie robi wrażenia to, że rząd chce dać aż 50 mln na nowe miejsca pracy. Bo to przecież więcej niż on zarabia. Dlatego szybko dodał, że oprócz tego, rząd chce dać jeszcze szmal spółce z.o.o GAP, która będzie przerabiać nikomu nie potrzebnych górników na wszystkim potrzebne asystentki prezesa do spraw odbierania kawy i parzenia telefonów. Komołowski również wypalił, że on, minister program popiera, ale on, Solidarność jest mu przeciwny.
Tworzeniu tysięcy nowych miejsc pracy zdaniem Steinhoffa ma służyć wyrzucanie górników z roboty, co zmusi ich do aktywizowania się w poszukiwaniu środków do życia- szczególnie na śmietnikach. Ten sam Steinhoff uważa również, że jeżeli odchodzący z roboty górnik dostaje na całe życie tyle, ile prezes spółki zarabia miesięcznie to jest to wystarczające. Ponieważ ZUS ma już wkrótce zbankrutować potrzeba nam jak najwięcej wcześniejszych emerytów i dlatego na zasiłek wyganiani będą nie tylko Ci, którym do emerytury brakuje trzy lata, ale również Ci, którym brakuje 5 lat. Jeśli nie będzie dość chętnych rząd rozważy możliwość, aby na wcześniejszą emeryturę mógł przejść każdy po przepracowaniu w kopalni 5 lat - przy zaliczeniu trzech lat szkoły zawodowej i 2 lat służby wojskowej. Absolwenci wyższych uczelni o kierunkach górniczych, będą emerytami z chwilą uzyskania dyplomu. Minister Stainhoff rozwinął też swój wcześniejszy pomysł, aby każda działająca na Śląsku firma przyjęła jednego zwolnionego górnika. Ponieważ firm chętnych na górników nie ma, zrodziła się Ministrowi nowa propozycja. Przewiduje ona, że jeżeli jednego zwolnionego górnika adoptuje jedno bezdzietne małżeństwo, to nikt nie zostanie bez środków do życia. Minister rozmawiał już o tym z pełnomocnikiem rządu d/s rodziny - Kaperą, któremu pomysł się podobał.
Generalnie rządowi nie zależy na poparciu społecznym dla tego programu i wcale się nie spodziewał, że program ten komuś będzie się podobał i ktoś go zaakceptuje. Ze związkami spotyka się rząd tylko z wrodzonej jego członkom kurtuazji. Po to jest rząd rządem żeby rządzić, a nie słuchać uwag społeczeństwa, które nigdy nie wie co jest dla niego dobre.
Górnicy powinni być szczęśliwi, że oprócz kopa w d.... na odchodne dostają parę groszy. Jeśli je przejedzą, a potem będą z głodu zdychać i pod mostem mieszkać to jest to ich wina, a zasługa wolnego rynku i gospodarki liberalnej. Wszak do zjednoczonej Europy zmierzamy, a tam kloszardzi to całkiem duża grupa i w Polsce też ich nam potrzeba. Skoro więc nędzarzami zrobiono pracowników byłych PGR-ów i prządki w Łodzi i górników z Wałbrzycha dlaczego więc los ten miał by ominąć górników ze Śląska. Do ministra dzwonią oburzone już zrestrukturyzowane zawody i burzą się, że skoro im władza załatwiła, że nie mają co do garnka włożyć bo buty już zjedli, to dlaczego górników traktuje się inaczej. Na koniec Komołowski stwierdził, że spotkanie ,,nie było stratą czasu, ponieważ nic nie przyniosło. Te racje i argumenty przedstawili w poniedziałek (29 czerwca) ministrowie rządu malowanego premiera Buzka po czym zadowoleni z siebie i pełni wzgardy dla tumanów ze związków zawodowych, którzy tych oczywistych świętych prawd objawionych nijak nie kumają, odjechali do Warszawy, gdzie na drugi dzień program swój jednogłośnie przyjęli. Teraz będą musieli przekonać posłów do swojego programu ratowania górnictwa przez likwidację i wzbogacania duchowego górników przez odbieranie im roboty i wpędzanie w nędzę - na zasadach pełnej dobrowolności oczywiście. Przekonanie posłów nie będzie zbyt trudne, gdyż nigdy nikogo nie trzeba długo przekonywać do tego aby znalazł miejsce na kartach historii. Tym razem chodzi przecież o dziejową misję ukatrupienia całkiem dużej branży, 200 tysięcy ludzi i zmarnowania na to nielichej kwoty 15 miliardów czyli 150 bilionów szmalu podatników w samym środku Europy. A to nie dzieję się co dzień.
PS. Rząd w swoim zapale tego samego dnia postanowił również, że oprócz programu likwidacji górnictwa i wywalenia 200 tys. zatrudnionych tam pracowników przyjmie na siebie obowiązek zniszczenia polskiego hutnictwa i wywalenia za bramę 50 tys. hutników. Niestety, ponieważ w hutnictwie pracuje tylko 90 tysięcy trudno zwolnić więcej niż 50 tys. Ambitne zadanie likwidacji hutnictwa polski rząd przesłał do zaopiniowania UE, aby nikt nie miał wątpliwości, że program likwidacji hutnictwa jest suwerennym dokonaniem rządu polskiego.