Szaleństwa emerytów rujnują budżet
Dlaczego w Polsce jest źle i na wszystko nie ma pieniędzy? Nie, to nie wina kolejnych rządów i ich polityki - jak bezmyślnie uważa wielu Polaków.
W Polsce jest źle bo emeryci dostają za duże emerytury, przez co są trudności ze stworzeniem stabilnego systemu finansów publicznych.
Kolejny dowód na takie stwierdzenie usłyszeliśmy 13 lutego br. W tym dniu obradowała komisja trójstronna, w skład której wchodzą przedstawiciele rządu, pracodawców i niektórych związków zawodowych (o komisji trójstronnej szerzej pisaliśmy w jednym z ostatnich numerów Kuriera Związkowego). Komisja debatowała nad wskaźnikiem tegorocznej waloryzacji rent i emerytur. Jeszcze niedawno rząd pod postacią wicepremiera Hausnera zapowiadał, że w tym roku waloryzacja wyniesie 1,3 proc. Teraz zmienił zdanie i zaproponował, żeby waloryzacja wyniosła 1,8 proc.
Podwyżka rent i emerytur od marca br. o 1,8 proc. będzie kosztowała budżet państwa 500 mln zł. Jak powiedział Hausner, te 500 milionów złotych, które otrzymają emeryci i renciści, będzie trzeba gdzieś w budżecie państwa znaleźć. Zdaniem wicepremiera potencjalnym źródłem nowych oszczędności są nagrody wypłacane pracownikom sfery budżetowej.
W tym roku rząd poszedł na pewne ustępstwa ale szykuje się do kontrofensywy. Hausner zapowiada, że jego celem jest wprowadzenie takiej zasady waloryzacji rent i emerytur, aby następowała ona tylko wtedy, kiedy inflacja z kilku lat łącznie przekroczy 5 proc. Projekt takiej ustawy jest już w Sejmie, wicepremier Hausner chce, żeby posłowie zaczęłi prace nad nią możliwie jak najszybciej. Dla porównania, inflacja w roku 2003 wyniosła ok. 1,3 proc., zakładając, że utrzymywałaby się ona na takim samym poziomie przez kilka lat, to renty i emerytury byłyby podwyższone dopiero po okresie 4 lat - dopiero wtedy łączna inflacja przekroczyłaby 5 proc.
Podwyżka rent i emerytur o 1,8 proc. to rzecz niewielka, a rząd i wicepremier Hausner traktują ją jak rzecz o znaczeniu kolosalnym dla budżetu i stanu finansów publicznych. Zakładając, że ktoś ma wysoką emeryturę w wysokości 1000 zlotych, to 1,8 proc. podwyżki będzie oznaczało dla niego dodatkowych 18 złotych miesięcznie. Wiele rent i emerutur jest na poziomie 500 -700 złotych miesięcznie, dla nich podwyżka może sięgnąć nawet 10 złotych.
Samolubni, egoistyczni emeryci, zamiast zajadać się kaszką manną i bułką z dżemem (oczywiście od święta) domagają się podwyżek emerytur, przez co narażają na szwank plan Hausnera, stabilność finansów publicznych i wiarygodność Polski na rynku międzynarodowym. Wstyd, hańba i skndal!