Górnik żałuje Solidarność się cieszy
Przez szereg lat, w byłych spółkach węglowych, górnikom zaniżano wynagrodzenia.
W kopalniach nie realizowano zapisów Ponadzakładowego Układu Zbiorowego i Układów Zakładowych. Zgodnie z zapisami PUZP górnicy powinni mieć co pół roku podnoszone stawki zaszeregowania. Zgodnie z zapisami PUZP i ZUZP obowiązywała zasada, iż stawka płacy zasadniczej w najniższej kategorii zaszeregowania dla pracowników dołowych, nie może być niższa niż 50% najniższego wynagrodzenia. Najniższe wynagrodzenie rozumiane jest, zaś jako nie mniej niż 90% przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, ogłaszane przez prezesa GUS.
W większości kopalń Zarządy Spółek, od szeregu lat nie realizowały powyższych zapisów. Stawki zaszeregowania nie były podnoszone pomimo tego, że wymagały tego zapisy obowiązujących układów zbiorowych. Nieprawidłowości potwierdziły liczne kontrole Okręgowej Inspekcji Pracy, która stwierdzając łamanie prawa, zobowiązywała pracodawców do dostosowania stawek do obowiązujących przepisów Układów Zbiorowych. Pracodawcy nic sobie jednak z tego nie robili. Poszkodowani górnicy tracili część swojego wynagrodzenia.
Proceder ten nasilił się szczególnie w okresie rządów AWS, czyli w latach 1997 - 2001. Tego też okresu dotyczyły kontrole OIP, które stwierdziły zaniżanie stawek na kopalniach i wykazywały niedopłaty dla pracowników kopalń.
WZZ "Sierpień 80" po otrzymaniu protokołów z kontroli Inspekcji Pracy, rozpoczął wnoszenie spraw do sądu w imieniu tych pracowników, którzy zdecydowali się na walkę o należne im pieniądze. Tego typu spraw Związek, w skali całego górnictwa, prowadzi kilka tysięcy. Obejmują one pracowników byłych spółek węglowych. Sprawy o nadpłacenie zaniżonych stawek, prowadzone są więc przed sądami pracy i dotyczą pracowników byłych spółek węglowych: gliwickiej, rudzkiej, rybnickiej oraz istniejących nadal jastrzębskiej i Katowickiego Holdingu Węglowego.
W stosunku do wszystkich tych spraw, należało wyliczyć indywidualną stratę każdego pracownika z osobna i wnieść powództwo do sądu pracy. Już pierwsze wyliczenia stawiały włosy na głowie. Okazywało się, że przez szereg lat zaniżania stawek zaszeregowania, straty pracowników wynosiły kilkanaście a nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. W stosunku do tych, którzy złożyli swoje pełnomocnictwa Związek wystąpił z roszczeniem do sądu.
Sprawy ciągną się latami i nadal brak jest w nich ostatecznego rozstrzygnięcia. To jest powodem zaciekłego ataku solidaruchów, którzy za wszelką cenę usiłowali zniechęcić pracowników do zakładania spraw, za pośrednictwem naszego związku. Nic w tym dziwnego. W końcu okres kiedy sprawy były zakładane, to czas rządów solidaruchów w kraju i rządów ich kolegów w ministerstwie oraz spółkach węglowych. "Solidarność" wykonywała więc zlecenie swoich mocodawców. Kolegów z ministerstw i zarządów spółek węglowych, którzy odpowiadali za zaniżanie stawek górnikom. Ci nie po to łamali obowiązujące prawo aby teraz im to przypominano. Nie po to grabili górników, zaniżając im przez lata stawki osobistego zaszeregowania aby teraz udowodniono im w sądzie, że muszą zapłacić. "Solidarność" wypełniała więc rozkazy płynące z góry aby zniechęcać górników do zakładania spraw i wmówić im, że nic się im nie należy. Robili to czego od nich oczekiwano. Tuszowali sprawę niedopłat, pytających zniechęcali i rozpętali kampanię przeciwko WZZ "Sierpień 80".
Mimo tej nagonki i tak kilka tysięcy górników zdecydowało się na założenie sprawy. Sprawy nadal prowadzone są przed sądami pracy kilku miast. Pomimo upływu czasu, nie doczekały się definitywnego rozstrzygnięcia. Nic dziwnego, zarządy byłych spółek węglowych były zainteresowane tym aby maksymalnie je przewlekać. Wystarczy przypomnieć, że podobne sprawy dotyczące zaniżania stawek HUZ za 1994-95, nadal jeszcze są prowadzone przed sądami, choć upłynęło tyle lat i choć od dawna wiadomo już, że wszystkie te sprawy Holding przegra. Podobnie jak w sprawie stawek, także w sprawie HUZ utrudniano postępowanie przed sądem. Nagle okazywało się, że służby kopalniane nie potrafią liczyć stawek, do spraw trzeba było powoływać biegłych, którzy je liczyli, a Holding odwoływał się do wszystkich możliwych instancji.
Dziś już wiadomo, że Holding sprawy przegrał. Musi zapłacić. Mimo to, nadal przeciąga sprawę narażając kopalnie na dodatkowe ogromne koszty. Wystarczy powiedzieć, że odsetki w tych sprawach trzykrotnie przekraczają kwoty roszczeń podstawowych. Do tego dochodzą koszty sądowe, koszty związane z opłaceniem biegłych, a także koszty komornicze. Bo nawet po przegraniu spraw, tu i ówdzie kopalnie nie wypłacały należności dobrowolnie, tylko czekały na egzekucję komorniczą, co powiększało ich straty.
Większość spraw HUZ już została zakończona. Górnicy dostali swoje pieniądze. Były to kwoty różne ale dochodziły nawet do ponad 10 tysięcy złotych dla pracownika. Obecnie kolejne sprawy są podejmowanie i będą sukcesywnie zapadały wyroki. Wyroki oczywiste, bo wszystkie sprawy są tożsame. Płynie czas i pieniądze Holdingu, który broni przegranej sprawy. Broni w interesie tych związków, które boją się gniewu oszukanych ludzi, którzy pod namową pozostałych związków zawodowych, głównie "Solidarności" spraw nie założyli lub je wycofali.
Sprawy HUZ przed sądem pracy toczą się już blisko 10 lat. Choć ich wynik jest dla pracowników korzystny, niektórzy nadal czekają na ich zakończenie. Czekają cierpliwie, bo wynik jest pewny, a za każdy dzień zwłoki dostaną odsetki, wyższe niż na bankowej lokacie. Piszemy o tym, bo sprawa jest podobna jak te, które dotyczą zaniżania stawek osobistego zaszeregowania. Jednak spraw o zaniżanie stawek jest o wiele więcej. Prowadzone są przed różnymi sądami i dotyczą większych kwot. "Solidarność" podobnie jak w Holdingu, usiłuje zniechęcić ludzi do kontynuowania tych spraw. Ma ku temu powody. Po pierwsze kilka tysięcy tych spraw jest nadal w sądzie i w stosunku do nich nie zapadł wyrok. Po drugie kwoty są znaczne i jeśli uda nam się zakończyć sprawy pozytywnie, a wiele na to wskazuje - o czym później - to Ci którzy zdecydowali się na złożenie tych spraw za pośrednictwem naszego związku, pieniądze otrzymają.
Będą to kwoty znaczne, a wtedy solidaruchy będą mieli ciepło, bo wszyscy pamiętają, kto wmawiał górnikom, że nic im się nie należy. Po trzecie "Solidarność", która tak lubi cytowanie wyroków, nie cytuje tej jego części, która obarcza odpowiedzialnością za brak podwyżek właśnie "Solidarność".
Otóż w niektórych swoich orzeczeniach sąd wprost stwierdza, że nie może zasądzić na rzecz pracownika kwot niedopłaty, ponieważ od 1 stycznia 1999 roku, weszła w życie ustawa zamrażająca górnicze wynagrodzenia. Ustawa autorstwa "Solidarności" i ich politycznego potworka o nazwie AWS. Jeśli więc górnicy nie dostaną odszkodowań za ten okres, to będzie to wyłączną zasługą NSZZ "Solidarność". W jednej ze spraw z kopalni byłej Gliwickiej Spółki Węglowej biegły uznał, że nie można zasądzić odszkodowania od dnia 1 stycznia 1999 roku, bo jak pisze sąd w uzasadnieniu "sąd podziela uzasadnienie biegłego odnośnie okresu od 1 stycznia 1999 roku w związku z wejściem w życie Ustawy z dnia 26 listopada 1998 roku o dostosowaniu górnictwa węgla kamiennego do funkcjonowania w warunkach gospodarki rynkowej ..."
Chodzi oczywiście o ustawę solidaruchów. Jeśli więc mądrale z "Solidarności" piszecie, że górnicy nie dostaną należnych im pieniędzy, to napiszcie przede wszystkim: "przepraszamy wszystkich górników, bo nie dostaną oni należnych im pieniędzy z naszej - "Solidarności" winy, gdyż to my jesteśmy autorami tej ustawy z 1998 r. i zwartych w niej zapisów, NSZZ "Solidarności" rząd ją wprowadził, nasi koledzy ministrowie z "Solidarności" ją realizowali a nasz przewodniczący Marian Krzaklewski głosował za tą ustawą w Sejmie i sam osobiście zaangażował się w jej wprowadzenie".
Napiszcie, że jeśli sąd nie uzna argumentacji dotyczącej obowiązywania zapisów o wzroście stawek, to będzie to wyłącznie wasza, "Solidarności" wina, bo wprowadzając Ustawę zamrażającą wynagrodzenia, zablokowaliście te podwyżki. Choć nie spieszcie się jeszcze z tym, bo sprawa nie jest przesądzona. Inny bowiem sąd, też zajmując się sprawą pracownika kopalni z byłej GSW, zasądził mu kilkadziesiąt tysięcy złotych odszkodowania za cały okres. Sprawa dotyczy dwóch pracowników tej samej Gliwickiej Spółki Węglowej, w której obowiązywał ten sam Układ. Sąd z jednego miasta wydał wyrok oddalający w części powództwo, uzasadniając to wejściem w życie ustawy, a inny sąd, w innym mieście, wydał wyrok zasądzający na rzecz pracownika odszkodowanie, za cały okres - kilkanaście tysięcy złotych - pisząc w uzasadnieniu, że ustawa owszem weszła w życie ale nadal obowiązywał Układ Zbiorowy, którego Zarząd Gliwickiej Spółki Węglowej nie wypowiedział.
Spraw o zaniżanie stawek osobistego zaszeregowania Związek prowadzi kilka tysięcy. Dotyczą one podobnej sytuacji ale ponieważ w każdej spółce obowiązywał oddzielny Układ Zbiorowy, muszą być prowadzone oddzielnie. Sprawy są nadal w toku i póki co, nie ma w nich definitywnego rozstrzygnięcia. Związek prowadzi je w imieniu pracowników, nie narażając ich na konieczność bywania w sądzie lub inne niedogodności. Sprawy w dalszym ciągu trwają, wbrew temu co piszą w swoim szmatławcu solidaruchy.
Dwa podane wyżej przykłady tej samej sprawy i różnego orzeczenia sądu pokazują, że nie są to sprawy proste. Jednak Związek prowadzi je dalej. Sądy różnych instancji uchylają wcześniejsze wyroki, orzekając raz na korzyść pracownika, innym razem powołując się na ustawę solidaruchów orzekają na niekorzyść pracownika. Jednak sprawy toczą się dalej i nic nie pomoże bełtanie solidaruchów w głowach górników.
Na koniec mamy dla solidaruchów hiobową wieść. Wracają wasze najczarniejsze sny. Otóż w pilotażowej sprawie dotyczącej zaniżania stawek, w której sąd pierwszej instancji zasądził na rzecz Romana Zawadzkiego, pracownika kopalni ,,Sośnica", kilkadziesiąt tysięcy złotych, a sąd drugiej instancji wyrok ten uchylił oddalając roszczenie, otóż w tej pilotażowej sprawie, Sąd Najwyższy przyjął naszą kasację i uznając nasze argumenty, cofnął sprawę do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Apelacyjny w Katowicach.
Co to oznacza dla Was, którzy robiliście tyle lat wodę z mózgu górnikom i czynicie to nadal, wmawiając im, że nic im się nie należy, możecie sobie tylko dośpiewać. Tylko już ćwiczcie śpiewanie cienkim głosem, bo wasz los będzie nie do pozazdroszczenia. Wszystkim górnikom, których sprawy nadal się toczą możemy powiedzieć tak. Każdy z was może uwierzyć "Solidarności", przyjść i wycofać swoją sprawę. Nic was to nie będzie kosztować. Tak namówieni przez "Solidarność", niektórzy pracownicy KHW zrezygnowali ze spraw HUZ. Dziś zioną ogniem na tych, którzy ich do tego namówili, bo ich koledzy właśnie niedawno, odbierali odszkodowania po kilka tysięcy złotych. Możecie jednak cierpliwie czekać, pozwalając naszemu Związkowi prowadzić wasze sprawy dalej. Wtedy macie szansę na uzyskanie należnych wam pieniędzy. To też nic was nie kosztuje. Ale daje szansę wygranej. Każdy ma prawo zdecydować sam.