Z czego żyjemy, co marnujemy
Przedruk za ,,Nowy Tygodnik Popularny", nr. 5 - 1 II 2004

Jak wykazał spis ludności z 2002 r. Polska stała się krajem emigrantów. O tym się publicznie nie mówi.

Ponadto w stosunku do bieżącej ewidencji ubyło 402 tys. mieszkańców. Jest, to zaskakujące, ponieważ ewidencja ludności stała u nas zawsze na dobrym poziomie.

Jeszcze przed ostatnim spisem ludności demografowie podawali, że Polska liczy 38,6 mln mieszkańców. Jednak spis z roku 2002 wykazał, że liczba mieszkańców Polski wynosi tylko 38,2 mln. Ale to nie jedyna strata. W spisie ujawniono także 626 tys. osób przebywających poza granicami Polski powyżej roku (w tym często od kilku do kilkunastu lat). Jak można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, zdecydowana większość to emigranci "za chlebem" (przeważają ludzie młodzi i w wieku średnim). Najwięcej, w relacji do liczby mieszkańców nie tylko z województwa opolskiego, czego można było się spodziewać, ale również z województw podlaskiego i podkarpackiego.

Do tego zjawiska, wymuszonego sytuacją na naszym rynku pracy, będziemy się musieli niestety przyzwyczaić. Otworzenie granic od maja 2004 r. dla Polaków przez pozostałe 24 kraje unijne (nie od razu wszędzie i przez wszystkie kraje dla wszystkich bez względu na ich kwalifikacje zawodowe) zwiększy ten exodus. To oczywiście z punktu widzenia wielu emigrujących stanie się szansą na lepsze, normalne życie; natomiast dla Polski, to strata. Emigrantami będą bowiem nie tylko bezrobotni, ale i dzisiaj już pracujący, często z wysokimi kwalifikacjami, których inne kraje będą poszukiwać, oferując wyższe zarobki. Jesteśmy jednak bezradni. Pocieszeniem może być tylko dla części rodzin (i kraju), że nie wszyscy zerwą więzi rodzinne i że do Polski będzie transferowana przez emigrantów część ich dochodów (a niektórzy z nich będą powracać i to nie z pustą kieszenią).

Dzisiaj niepodobieństwem jest ocenianie tego zjawiska, tak co do jego skali liczebnej, jak i co do przyszłej, ewentualnej sumy transferów pieniężnych na konta w naszym kraju. W każdym razie jeden z głównych czynników rozwoju gospodarczego, tj. siłę roboczą (często wysokokwalifikowaną) będziemy wytrącać z mechanizmu tworzenia produktu krajowego brutto i robić to będziemy zapewne przez długi czas, zważywszy na duże różnice między poziomami konsumpcji w poszczególnych krajach.

Marnotrawimy siłę roboczą

Marnotrawienie własnej siły roboczej, doprowadzające do spadku dochodów i spożycia w odniesieniu do milionów ludzi, wpisaliśmy już w nasze życie społeczno-gospodarcze od samego progu nieprzemyślanej transformacji ustrojowej.

Najlepszą ilustracją dramatycznego obniżenia się poziomu aktywności ekonomicznej ludności (liczby czynnych zawodowo - pracujących) jest porównanie danych z "Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań" z 2002 r. z danymi ze spisu poprzedniego (1988 r.). [Tabela 1]

Lecz wskaźniki te wprowadzają w błąd, chociaż nie są optymistyczne. Błąd wynika z nowej metodologii liczenia przyjętej w okresie naszej transformacji (lecz zgodnie z zaleceniami z Brukseli), a polegają na wliczaniu do grupy aktywnych zawodowo także bezrobotnych (poszukujących pracy). Wówczas dla lat 1988-2002 otrzymujemy inne dane, wzięte z życia, jeśli za aktywnych zawodowo przyjmiemy tylko autentycznie pracujących (a nie także kandydujących do pracy). W 1988 r. była to kategoria tzw. "czynnych zawodowo". [Tabela 2]

Spadek liczby pracujących o ok. 5,23 mln osób (tj. o 28,3%) budzi jednak wątpliwości. W rzeczywistości ten spadek może być lub jest nawet znacznie mniejszy.

Jeśli przyjrzeć się głównym źródłom utrzymania ludności w 1988 r., to dochody z pracy w rolnictwie wykazało 4, 04 mln osób, z czego w sektorze publicznym 0,924 mln osób; w roku 2002 zaledwie 1,645 mln osób, z czego 1,61 mln osób w sektorze prywatnym tj. w gospodarstwach indywidualnych. Spadek o ok.1,5 mln osób żyjących z pracy w indywidualnych gospodarstwach rolnych nie wydaje się prawdopodobny. W innych opracowaniach, poza danymi ze spisu ludności, GUS wykazuje w oparciu o "Spis Rolny" z 1996 r. przeciętną liczbę pracujących (dla 2002 r.), utrzymujących się z gospodarstw rolnych, na poziomie 3,68 mln osób, tj. o ok. 2 mln osób więcej. Prawda leży gdzieś pośrodku, ale dopiero uruchomienie systemu dopłat bezpośrednich dla rolników całą tajemnicę w dużym stopniu powinno ujawnić. Jednakże w jaki sposób nie liczyć pracujących faktycznie w rolnictwie, trzeba stwierdzić, że silne procesy dezaktywizacji zawodowej ludności, pojawienie się rzeszy bezrobotnych i wzrostu liczby biernych zawodowo, musiały doprowadzić do głębokiego rozwarstwienia dochodów (spożycia) wśród ludności Polski. Od skrajnej nędzy do wyszukanego i ostentacyjnego bogactwa.

Wykluczeni

Bezrobotnych przyjęło się nazywać w fachowej literaturze "wykluczonymi". Chodzi o wykluczenie z normalnego życia, tym gorsze w skutkach, im dłużej trwa okres bezczynności zawodowej.

Przeciwdziałanie zjawisku ,,wykluczenia" przez elity rządzące w Polsce można sprowadzić w skutkach praktycznych do zera. Najbardziej wiarygodną ocenę rozmiarów i skali bezrobocia w naszym kraju przynoszą dane z ostatniego spisu ludności. Wyniki spisu wykazały liczbę bezrobotnych w wysokości 3 558 tyś. osób. Odpowiada to stopie bezrobocia na poziomie 21,2%. (jest to udział bezrobotnych w liczbie osób aktywnych zawodowo powiększonej o liczbę bezrobotnych). Są to dane bardziej przystające do rzeczywistości od danych uzyskiwanych z bieżącej rejestracji, ponieważ część bezrobotnych, nie widząc szans na pracę i po utracie zasiłku, rezygnuje z jałowych, według ich oceny, dalszych starań o pracę drogą oficjalną.

Zasiłki, jak odnotowano w spisie, pobierało tylko 17,2% bezrobotnych, a więc co szósty bezrobotny (611 tyś.). Z czego żyli (żyją) pozostali? Z obserwacji wynika, że z pracy w "czarnej" lub "szarej" strefie, najczęściej dorywczo, byli (są) także na utrzymaniu rodzin, w tym dziadków (pobierających emerytury lub renty). Ten problem nie jest dostatecznie zbadany, ale nie odbiega ogólnie od znanych powszechnie obserwacji.

Warto dodać, że GUS pracujących w "szarej" strefie szacuje od kilku lat, w tempie narastającym z roku na rok, na poziomie od 0,8 mln do 0,9 mln osób (średniorocznie). Osobiście sądzę, że większość to pracownicy sezonowi - w budownictwie, rolnictwie, przemyśle spożywczym itp., w tym zatrudniani nielegalnie przez pracodawców prowadzących swoje firmy w sposób oficjalny. Jakie są zarobki tych pracowników, trudno powiedzieć poza stwierdzeniem, że z reguły są wyjątkowo niskie. Pracownicy ci nie płacą podatków, ale ich pracodawcy nie wnoszą składek do ZUS i nie są obciążeni innymi powinnościami.

Spis ludności z maja 2002 r. podważył m.in.

dwa mity.

Pierwszy dotyczący bezrobocia, podobno, wyższego na wsi aniżeli w mieście (z racji chociażby "bezrobocia agrarnego"). Drugi to, podobno, daleko większa łatwość uzyskiwania pracy przez ludzi młodych z wyższym i policealnym wykształceniem. Tym młodym jest trochę łatwiej, szczególnie solidnie wykształconym, ale prawdy życiowe znacznie rozmijają się z kłamliwymi szumami propagandowymi i to już od kilku lat. [Tabela 3] [Tabela 4]

Kogo aktywizować?

Stopy bezrobocia, a nie wyłącznie liczby bezwzględne, odzwierciedlają prawdziwe oblicza procesów, jakie notujemy w sposób autentyczny na rynku pracy. Czas jest rozstać się również z odniesieniami niektórych felietonistów do bezrobocia jako "lekarstwa na życie wśród leniwych", "nieudacznictwa", "przejściowego", "sezonowego", "z braku kwalifikacji" itd. Mamy po prostu i niestety bezrobocie strukturalne, z którym przyjdzie nam walczyć przez długie lata. "Plan Hausnera", w tym zakładający aktywizację zawodową ludzi starszych program pod nazwą "50+"jest dzisiaj nieporozumieniem. Dobry byłby przy bezrobociu o stopie 5-6% (a nie 18% wg danych oficjalnych).

Długotrwałe bezrobocie, a więc dotyczące poszukujących pracy ponad rok, odnotowano podczas spisu w grupie obejmującej 1,63 mln osób. Stanowiło to prawie 46% ogólnej liczby bezrobotnych!

Szczegółowe dane zawarte są w tabeli 5.

Kogo zatem trzeba aktywizować zawodowo, w pierwszej kolejności zatrudniać, tworząc perspektywy życiowe związane ze stabilnym źródłem dochodu, zakładaniem rodziny, zdobywaniem własnego dachu nad głową itp.?

Sądzę, że nie powinniśmy również przeprowadzać kosztownej weryfikacji przyznanych już rent, a jeśli już, to raczej w grupach wieku poniżej 50 lat, a nie 55 lat, jak ostatnio zaproponowano w "Zielonej Księdze". Dodatkowym argumentem przemawiającym za takim oszczędniejszym rozwiązaniem jest zaskakująca wręcz informacja pochodząca także ze spisów ludności, ukazana w tabeli 6.

Trzeba uważnie wczytać się w te liczby absolutne i wskaźniki oraz odpowiedzieć sobie: z czego, a więc i jak żyliśmy 14 lat temu? A jak i z czego żyjemy obecnie, czyżby ze źródeł niezarobkowych w grupie stanowiącej już prawie 28% całej naszej populacji?

Mamy po prostu do czynienia z wielką rewolucją w strukturze źródeł utrzymania ze źródeł niezarobkowych. Ponad 1,4 mln osób żyje ponadto ze źródeł zmiennych /charytatywnych/, w tym także z państwowych i samorządowych, ze względu na szczupłe środki, a więc bez żadnej stabilności. Właściwie to często z publicznej jałmużny.

W tablicy, na co zwracam uwagę, podano ludność wg głównego źródła utrzymania. Ponieważ - to dla przykładu - ZUS wykazuje większą liczbę emerytów i rencistów we wszelkich systemach emerytalno-rentowych, wniosek może być tylko jeden. Dla niektórych np. emerytów i rencistów, ze względu na niski poziom świadczeń, nie stanowią one głównego źródła utrzymania (dochodów). Część z nich, jeśli jeszcze ma siły i możliwości niejednokrotnie pracuje, a emerytura lub renta jest tylko dodatkowym źródłem utrzymania (nie głównym).

Powyższe stwierdzenia potwierdzają wyniki spisu z 2002 r., w którym ludność deklaruje fakt pobierania różnego typu świadczeń, lecz także poza głównym źródłem utrzymania. [Tabela 7]

Jak stwierdza GUS: "Wśród biorców jednego świadczenia, co druga osoba deklarowała pobieranie emerytury (pracowniczej, kombatanckiej i pochodnej lub rolnej), prawie co czwarta - renty z tytułu niezdolności do pracy (renty inwalidzkiej), a zasiłek dla bezrobotnych był jedynym świadczeniem dla co dwudziestej osoby".

Na podstawie danych ZUS w maju 2002 roku liczba wypłacanych świadczeń wszelkich emerytalnych i wszystkich rentowych wynosiła (łącznie z wypłacanymi z KRUS) ok. 9,2 milionów. Spis wykazał ok. 9,1 milionów. Zbieżność więc była wyjątkowa.

Wysokość różnego rodzaju poziomu (wysokości) dochodów ludności w spisie nie rejestrowano. Byłoby to zaprzeczeniem idei spisów ludności (mam na myśli spisy współczesne) ale dysponujemy, dzięki GUS-owi, także ZUS, odpowiednimi informacjami (częściowo i dzięki resortowi finansów). Trzeba te dochody w różnych ujęciach, wg grup społeczno-zawodowych ludności, odpowiednio ocenić i scharakteryzować.

Janusz OBODOWSKI

Ponadto w numerze


Otworzyć kopalnie, zamknąć urządasów

Z czego żyjemy, co marnujemy

Zasiłek chorobowy

Kac Solidarności

KOLEJNE SPOTKANIA - SPRAWA "BOTU"

Droga przez Pola

ZMIANY W SKŁADZIE MK WZZ "SIERPIEŃ 80"

Sprzątanie w Hucie Katowice
Cała gazeta w formacie pdf.

Bezpłatna gazeta informacyjna Komisji Krajowej
Wolnego Związku Zawodowego ,,Sierpień 80" - Konfederacja.
Adres redakcji: 40-009 Katowice, ul Warszawska 19, tel (0-32) 253-70-99, fax (0-32) 206-84-30

up
Polecamy strony: Trybuna Robotnicza, Polska Partia Pracy, KPiORP
(c) 2000-2001 Biuro KK WZZ Sierpień 80. All Rights Reserved!