O Kazimierzu Żyrku, szefie solidaruchów na kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach, pisaliśmy już kilkukrotnie.
Ostatnio ten tytan intelektu znowu dał o sobie znać więc szkoda byłaby wielka, gdybyśmy znowu do tej barwnej postaci nie powrócili.
Otóż Kazimierz Żyrek zorganizował sobie 26 listopada na kopalni referendum, w którym załoga miała odpowiedzieć na dwa pytania: czy jesteś za prywatyzacją kopalni czy za jej likwidacją? Pomysł na referendum na pierwszy rzut oka wygląda bezsensownie, bo nikt nie chce Silesii zamykać, kiedyś mówiło się o jej włączeniu do Południowego Koncernu Energetycznego, ale wtedy większość załogi przychylnie do tego podchodziła. Wiadomo jednak, że gdy nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. I tak też było w tym przypadku. Osobista żona Żyrka prowadzi firmę, która ma kilkumilionowe zadłużenie, Żyrkowie mają duży hotel pod Czechowicami, który - jak podejrzewamy - nie przynosi spodziewanych zysków. Dlatego pan Kazimierz postanowił zakombinować i od jakiegoś czasu próbuje sprzedać kopalnię Silesia. Kilka miesięcy temu Żyrek pracował nad tym, żeby jego kopalnię przejęli biznesmeni z Republiki Południowej Afryki, teraz współpracuje z firmą, która ma nazwę niczym jedna z czołowych, ponadnarodowych korporacji - IBI Company Jan Tekielak. W sumie mało nas interesuje, czy Jan Tekielak jest często kąpany, ale już bardziej to jaki ma interes w tym, żeby robić interesy z Kazimierzem Żyrkiem. Pozwalamy sobie przypuszczać, że na takiej współpracy kopalnia Silesia i jej załoga wyjdzie jak Zabłocki na mydle.
Wybryków szefa Solidarności na Silesii jego szefowie z władz regionu jakoś nie krytykują publicznie, co może oznaczać jedynie to, że przymykają na nie oko i na nie pozwalają.