Miliard w środę, miliard w sobotę
Chory układ
Przedruk za ,,Nowy Robotnik", nr 4/2003

Z inicjatywy Jerzego Hausnera rząd przyjął 18 listopada projekt ustawy o pomocy publicznej i restrukturyzacji publicznych zakładów opieki zdrowotnej.

Hausnerowi projekt przedstawiło trzech jegomości powiązanych z prywatnym biznesem medycznym.

Owi fachowcy to Marek Gorajek, będący od 2002 roku zastępcą dyrektora Biura Ubezpieczeń Zdrowotnych PZU Życie, który zanim trafił do tego jednego z największych polskich ubezpieczycieli pracował w sieci prywatnych przychodni Medicower. Dwaj pozostali to Adam Kruszewski, dyrektor inwestycyjny w Enterprise Investors (jednym z największych na naszym rynku zagranicznych funduszy inwestycyjnych inwestujących w średnie i małe firmy) oraz Michał Boni, były minister, obecnie zasiadający w radzie dyrektorów Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, która korzysta m.in. z pomocy Enterprise Investors. Fundusz ten posiada udziały w kilku poważnych przedsięwzięciach medycznych w Polsce, m.in. w spółce Apteki Polskie zarządzającej największą w naszym kraju siecią prywatnych aptek "Apteka 21", oraz w spółce Medycyna Rodzinna, jednej z największych firm prowadzących prywatne poradnie. Jednak najciekawszym spółką, gdzie Enterprise Inwestors posiada udziały jest Magellan, firma handlująca długami placówek służby zdrowia, zajmująca się także ich restrukturyzacją (więcej szczegółów w artykule "Spisek przeciw tobie", "Nie", nr 49/2003). "Ustawa przyjęta 18 listopada z pewnością ma dużo większe skutki i dużo większy zasięg niż tzw. afera imienia Rywina, która dotyczy jedynie konkretnej, dosyć wąskiej grupy znajomych. System opieki zdrowotnej dotyczy zaś wszystkich mieszkańców tego pięknego kraju. Nic nam jednak nie wiadomo o tym, żeby próbowano powołać jakąś speckomisję mającą zbadać kulisy powstania projektu tej ustawy.""Szpital za długi?"

Rewolucyjną wręcz zmianą w propozycji Hausnera, przyjętej przez rząd, jest przekształcenie samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej (spzoz) w spółki prawa handlowego. Takie przekształcenie spowoduje, że publiczne placówki służby zdrowia, tak jak zwykłe firmy, będą mogły upaść. Bardzo częstym powodem upadłości jest zadłużenie, a zadłużenie służby zdrowia jest kolosalne. Według rządowych wyliczeń, od stycznia 1999 r. do połowy listopada tego roku zadłużenie publicznych zakładów opieki zdrowotnej wyniosło 7 mld zł, z tego 4 mld należą do tzw. zobowiązań wymagalnych. Co prawda projekt rządowy przewiduje tzw. restrukturyzację zadłużenia, czyli umorzenia długu, ale tej procedurze podlegać tylko zobowiązania publiczno-prawne (czyli np. wobec Skarbu Państwa, urzędów celnych, samorządów). Wobec dostarczycieli sprzętu medycznego i leków umorzeń zadłużenia ustawa nie przewiduje. Jeśli więc publiczna placówka służby zdrowia, tak jak każda inna firma, będzie miała długi wobec jakieś innej firmy i nie będzie w stanie długu spłacić, to wierzyciel będzie mógł w zadłużonej placówce objąć udziały, których wielkość będzie uzależniona od długu. To jest normalna praktyka biznesowa. "Nie można więc wykluczyć takiej sytuacji, że jakaś firma już zajmująca się np. handlem lekami czy sprzętem medycznym, przejmie za długi jakąś placówkę medyczną (np. szpital) i będzie tam sprzedawała swoje leki lub sprzęt. Dzięki temu, że sama sobie będzie coś sprzedawała, dwa razy będzie osiągała zysk - raz jako firma handlująca, raz jako szpital. Inwestowanie w medycynę, pod warunkiem, że robi się z głową, może być jednym z najlepszych biznesów na świecie. I w Polsce też. A w medycynie najlepsze interesy robi się na lekach. ""Kokosy na lekach"

W Polsce rynek handlu lekami to całkiem spory, i stale rosnący torcik - w roku 2000 wart on był ok. 10,4 mld zł, by w roku 2002 osiągnąć wartość 11,7 mld, z czego ok. 70 proc. przeznaczanych jest na leki importowane. Duża część tej kwoty to pieniądze na witaminy, superpreparaty, leki przeciwbólowe i przeciw przeziębieniom, czyli takie rzeczy, które można kupić niemal w każdym kiosku. Sporą część rynku zajmują jednak leki refundowane, czyli takie, gdzie pacjent w aptece płaci tylko niewielką część ceny, a reszta pokrywana jest z budżetu państwa. W roku 2001 dopłaty do leków refundowanych wyniosły 5,2 mld zł, a w roku 2002 już blisko 5,4 mld zł. Dla porównania, budżet Narodowego Funduszu Zdrowia to blisko 30 mld zł. "Kupię lekarza..."

Wiadomo, że gdzie są duże pieniądze, tam walka o nie jest ostra, często poza granicą prawa. Tak też oczywiście dzieje się na rynku leków. Międzynarodowe koncerny farmaceutyczne mają znacznie większe możliwości "przekonywania" do swoich, oczywiście "najlepszych", medykamentów niż krajowi producenci. Co kilka miesięcy w mediach wybucha kolejna "afera" związana z tym, jak to firmy farmaceutyczne zabierają lekarzy-specjalistów na międzynarodowe kongresy medyczne w atrakcyjnych turystycznie krajach, np. niemiecki koncern Schering AG zafundował udział w takim konkursie w Chile grupie polskich ginekologów. Inny potentat na rynku leków, Novartis, zabierał lekarzy m.in. na Mauritius, Majorkę, Maderę i do Singapuru. Niekoniecznie jednak lekarzy trzeba zabierać w dalekie podróże, można zastosować pomysł firmy Hexal, która zabrała grupę lekarzy nad zalew w Przeczycach (niedaleko Sosnowca) i tam zorganizowała im zawody wędkarskie. Największą atrakcją zawodów były bez wątpienia dwie striptizerki, które chciały lekarzom utrwalić wiedzę osiągniętą na lekcjach anatomii. W zamian za te wszystkie dobrodziejstwa lekarze muszą się jakoś zrewanżować, co robią głównie poprzez przepisywanie pacjentom leków zaprzyjaźnionych firm, czasami lekarze wysyłają nawet do pacjentów informacje o jakimś leku. Podobno aż 61 proc. praktykujących lekarzy w Polsce idzie na układy z koncernami farmaceutycznymi ("Grupa trzymająca leki", "Nie", nr 49/2003). "

Takie wybryki, choć medialnie głośne, są prawdopodobnie mniej groźne od innych praktyk koncernów, jak np. oszustwa celno-podatkowe. Według informacji Ministerstwa Zdrowia w latach 1998-2002 międzynarodowe koncerny zaoszczędziły na takich oszustwach blisko 5 mld zł., które powinno trafić do budżetu państwa. "

O skali przekrętów może świadczyć także przykład firmy Abbot Laboratories, produkującej izofluran, lek używany przy znieczuleniach podczas operacji. Okazało się, że lek ten był w Polsce sprzedawany ponad trzy razy drożej niż w krajach Unii Europejskiej - tam oferowano go za blisko 40 euro, gdy polskie szpitale płaciły aż po 155 euro. Po awanturze rozpętanej przez Ministerstwo Zdrowia koncern Abbot zdecydował się obniżyć cenę preparatu do ceny obowiązującej w UE..."

Takie zabiegi tak naprawdę nie powinny dziwić. Jeżeli z woli jaśnie nam rządzących służba zdrowia idzie w kierunku normalnego rynku, gdzie najważniejszym kryterium jest osiągnięcie zysku, to wiadomo, że takie rzeczy będą na porządku dziennym. W tej grze pacjent jest zredukowany jedynie do narzędzia służącego do maksymalizacji zysków. Tak naprawdę nikt też pacjenta nie będzie chciał wyleczyć, bo wiadomo, że ktoś zdrowy nie będzie kupował leków i nie będzie chodził do szpitala i innych placówek medycznych - czyli nie będzie przynosił zysku.

Michał Podgórny

Ponadto w numerze


Bytom II do Piekar

Zamiast pomóc zarżnięto!

Czesi chcą wydobywać polski węgiel

Rok chaosu

Chory układ

"203 zł" i "313 zł" dla "budżetówki"

Choćby zlikwidować

Żyrek znowu dał czadu
Cała gazeta w formacie pdf.

Bezpłatna gazeta informacyjna Komisji Krajowej
Wolnego Związku Zawodowego ,,Sierpień 80" - Konfederacja.
Adres redakcji: 40-009 Katowice, ul Warszawska 19, tel (0-32) 253-70-99, fax (0-32) 206-84-30

up
Polecamy strony: Trybuna Robotnicza, Polska Partia Pracy, KPiORP
(c) 2000-2001 Biuro KK WZZ Sierpień 80. All Rights Reserved!