Dla pracowników, emerytów, rencistów i bezrobotnych rok 2003 nie był zbyt udany - kontynuowano antyspołeczne reformy, których jednym z głównych elementów jest tzw. plan Hausnera.
W minionym roku protestowało wiele grup zawodowych - m.in. górnicy, hutnicy, nauczyciele, pracownicy służby zdrowia. Nie mieliśmy zbyt dużo chleba, były za to igrzyska, chociaż marne - komisja śledcza i tzw. afera Rywina, rozpad koalicji rządowej.
Rok 2003 zaczął się od mocnego wydarzenia - rekonstrukcji rządu. Na bruk wylecieli dwaj najsłynniejsi ministrowie: od zdrowia - Mariusz Łapiński i od finansów - Grzegorz Kołodko. Minister Łapiński odpowiedzialny jest za zastąpienie kas chorych przez Narodowy Fundusz Zdrowia (taki postulat pojawiał się w kampanii wyborczej SLD), wszczął konflikt z międzynarodowymi koncernami farmaceutycznymi z powodu wygórowanych cen za leki (niektóre leki sprzedawane w Polsce były kilkukrotnie droższe niż w krajach Unii Europejskiej). Ministra Łapińskiego zastapił Marek Balicki, który po kilku miesiącach musiał także pożegnać się z rządowym fotelem. Na jego miejsce przyszedł Leszek Sikorski, któremu pod koniec roku przyszło negocjować z lekarzami rodzinnymi tegoroczne kontrakty z NFZ. Prezes NFZ, Krzysztof Panas, cały czas twierdzi, że nie mógł dać więcej pieniędzy na służbę zdrowia ponieważ więcej pieniędzy nie ma. Wynegocjowane przez ministra Sikorskiego porozumienie wymagać będzie wypłaty z budżetu państwa ponad 300 mln zł.
Równie nielubiany przez media co Łapiński inny były już minister - Grzegorz Kołodko kłócił się niemal z kim się tylko dało. Na koniec pokłócił się z wicepremierem i ministrem gospodarki Jerzym Hausnerem, i okazało się, że jest od niego słabszy. W efekcie nowym ministrem finansów został Andrzej Raczko. Bez wątpienia miniony rok należał do Jerzego Hausnera, który decydował o wszystkich sprawach mniej lub bardziej związanych z gospodarką, często wchodził w kompetencje innych ministrów, którzy jego polecenia tylko firmowali. W październiku Hausner przedstawił swój słynny plan redukcji wydatków społecznych, co dla niepoznaki nazwano planem "racjonalizacji" budżetu. Na tej racjonalizacji stracą emeryci, niektórzy renciści, pracujące kobiety. W ramach racjonalizacji wydatków Hausner zmniejszył także dochody budżetu państwa obniżając podatek płacony przez przedsiębiorstwa z 27 do 19 proc., który obowiązuje od tego roku. Hausner wprowadził także 19 procentową stawkę podatkową dla przedsiębiorców prowadzących jednoosobowe firmy (gdy przedsiębiorca wybierze ten podatek traci prawo do większości - i tak mocno okrojonych - ulg podatkowych) - takie rozwiązanie jest korzystne dla osób najbogatszych, którzy do tej pory płacili 40 lub 30 proc. podatku (w sumie osoby płacące te stawki stanowią ok. 3,6 proc.wszystkich podatników!). Jak na działania rządu mówiącego o sobie jako rządzie lewicowym jest to postępowanie co najmniej dziwne.
Wiosną wszyscy emocjonowali się referendum w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Głosowanie odbyło się 7 i 8 czerwca, 77,4 proc. głosów padło za przystąpieniem do UE, 22,5 proc. było przeciw - znacznie więcej niż przedstawiały to przedreferendalne sondaże. Do udziału w referendum zachęcali niemal wszyscy - politycy, ekonomiści, księża, aktorzy i goście z zagranicy - mimo tego frekwencja wyniosła 58,8 proc. co jest wynikiem bardzo niskim. To kolejny dowód rozchodzenia się świata elit i znacznej części społeczeństwa.
Zaraz po referendum zaczęliśmy się emocjonować kolejną mydlaną operą o nazwie afera starachowicka. Afera przypomina zabawę w głuchy telefon: ktoś (wiceminister spraw wewnętrznych Sobotka?) powiedział komuś (szefowi SLD w kieleckim, posłowi Długoszowi?) a ten powiedział innemu komuś (posłowi Jagielle?), który powiedział swoim kolegom (samorządowcom SLD ze Starachowic), że Policja szykuje przeciwko im jakąś akcję. Policja robi akcję ponieważ samorządowcy współpracują z lokalnymi mafiozami. Jest to dobry scenariusz na firm kryminalny z elementami absurdu. Gdyby cała ta historia wydarzyła się w Stanach Zjednoczonych to już dawno jakaś wytwórnia filmowa wykupiłaby od jej bohaterów prawa do nakręcenia filmu. Dzięki temu bohaterzy afery mieliby pieniądze na adwokatów.
W sierpniu zarząd Kompanii Węglowej przedstawił harmonogram zamknięcia czterech kopalń. Odpowiedzią załóg tych kopalń były liczne protesty - od okupacji siedziby KW (trwającej 65 dni - okupacja zakończyła się 31 października), po demonstracje pod siedzibą Kompanii i Urzędem Wojewódzkim, w Warszawie oraz urzędami miast, w których znajdują się kopalnie będące na liscie. Żony górników demonstrowały w Krakowie przed mieszkaniem Jerzego Hausnera, w Warszawie spotkały się z Jolantą Kwaśniewską. Załogi 4 kopalń wyznaczonych do likwidacji 22 października przeprowadziły 2 godzinny strajk ostrzegawczy. Wsprarli je koledzy z innych kopalń i spółek węglowych.
Efektem tych protestów było m.in. przyjęcie w listopadzie przez Sejm ustawy o restrukturyzacji górnictwa, Senat dopisał do niej poprawkę, która pozwala na łączenie kopalń (czego domagał się m.in. WZZ Sierpień 80). Ustawę, która oddłuża górnictwo na kwotę 15,5 miliarda złotych, w grudniu podpisał prezydent Kwaśniewski.
Przez ostatnie miesiące roku trwały negocjacje pomiędzy przedstawicielami załogi Polskich Hut Stali a międzynarodowym koncernem LNM, nad wynegocjowaniem pakietu socjalnego. Pomimo braku pakietu, minister skarbu Piotr Czyżewski pod koniec października podpisał z LNM umowę prywatyzacyjną PHS. Rozmowy przedstawicieli LNM z reprezentacją zalogi trwały do grudnia, będą kontynuowane już w tym roku.
W listopadzie ministerstwo skarbu przyjęło program prywatyzacji majątku skarbu państwa do roku 2006, który przewiduje m.in. prywatyzację całości górnictwa węgla kamiennego. W roku 2004 sprywatyzowane mają być Katowicki Holding Węglowy i Węglokoks, potem Jastrzębska Spółka Węglowa, kopalnie Budryk i Bogdanka, a na końcu także Kompania Węglowa. Poza górnictwem do prywatyzacji wyznaczono m.in. część energetyki, resztki państwowego sektora bankowego, spółki kolejowe, w tym najbardziej dochodowe PKP Cargo zajmujące się przewozami towarowymi.
Podobno z punktu widzenia gospodarczego rok 2003 był udany - Produkt Krajowy Brutto wzrosł o ok. 3,5 proc. czego rok temu nikt (poza Grzegorzem Kołodko) nie przewidywał. W tym roku wzrost PKB ma być podobno jeszcze wyższy. Zobaczymy na ile przełoży się to np. na znaczące zmniejszenie bezrobocia czy poprawę życia osób najbiedniejszych. Wskaźniki takie czy inne mogą sobie przecież rosnąć czy maleć, problem w tym na ile przekładają się na życie zwykłego obywatela. Wzrost z roku 2003 przełożył się raczej słabo.