Pół Polski emocjonowało się kolejną aferą, która tym razem wybuchła na kolei.
Okazało się, że osoby z zarządów kilku spółek kolejowych wraz z rezolutnym biznesmenem wzięło sobie kilkadziesiąt milionów złotych, które powinny iść na remont kolejowych budynków. Pieniądze pochodziły z jednego z pomocowych funduszy Unii Europejskiej - PHARE.
Mechanizm oszustwa był prosty - wysoko postawieni urzędnicy PKP zlecali zaprzyjaźnionej firmie dokonywanie remontów dworców i małych stacji kolejowych. Firma zamiast remontować, tylko ładnie malowała kolejowe budynki, wystawiając jednak rachunki jak za poważny, całościowy remont. W grupie towarzysko-biznesowej zajmującej się wyłudzeniami byli także odbiorcy budynków, którzy zaświadczali, że remonty wykonywano, i to zresztą bardzo dokładnie. Policjanci z Centralnego Biura Śledczego obliczyli, że w ten sposób "zaoszczędzono" kilkadziesiąt milionów złotych, które poszło do podziału miedzy wtajemniczonych w ten biznes. Ilu było wtajemniczonych, tego dokładnie jeszcze nie wiadomo - do tej pory zatrzymano blisko 40 osób, w tym dyrektora do spraw inwestycji Generalnej Dyrekcji PKP, czterech innych dyrektorów PKP i spółek zależnych, trzech inspektorów odbierających "wyremontowane" budynki, kilku członków komisji przetargowej PKP. Większość remontów dokonano na trasie Warszawa-Rzepin, prokuratura podejrzewa także oszustwa na trasie Chorzów Batory- Chorzów Miasto.
Afera jak afera, jedna z wielu w Polsce. Ta tym się jednak różni od innych, że wyłudzano pieniądze z funduszy europejskich. Takie pieniądze, i to setkach milionów euro, płyną do Polski już od kilku lat, po wejściu polski do Unii Europejskiej podobno ma być ich jeszcze więcej. Stare przysłowie mówi, że okazja czyni złodzieja. Jeśli więc są duże pieniądze to niejeden będzie kombinował jak je sobie przywłaszczyć, tym bardziej, że nadzór nad tymi pieniędzmi - jak widać po aferze kolejowej - jest raczej mierny.
W aferę zwiazaną ze "zniknięciem" środków pomocowych zamieszani byli także szefowie ,,Solidarności" w woj. Ślaskim. W połowie lat 90-tych, kiedy szefem regionu był nieodżałowany Marek Kempski, z kasy regionalnej wyparowało ok. 404 tys. złotych. Do odrębnego postępowania Prokuratura wyłączyła wątek wykorzystywania przez ,,Solidarność" pieniędzy z PHARE.
Z funduszy PHARE szeroką garścią korzysta Górnicza Agencja Pracy, będąca faktycznie spółką powiązaną z Solidarnością. GAP uczestniczyła m.in. w realizacji programu Inicjatywa I oraz Inicjatywa II, w ramach których prowadzono szkolenia zawodowe byłych górników. Łącznie, na szkolenia byłych górników w ramach Inicjatywy I przeznaczono 950 tys. euro, a w Inicjatywie II już 2,4 mln euro - co daje łączną kwotę 3,35 mln euro - co po dzisiejszym kursie daje całkiem niezły wynik ok. 15 milionów złotych. Łącznie za tą kwotę zostało przeszkolonych ponad 4,1 tys. osób - wychodzi więc, że przeszkolenie jednego górnika kosztowało ponad 3,6 tys. zł. Przeszkolone osoby pewnie mocno by się zdziwiły, że to coś w czym brali udział kosztowało aż tyle. Łącznie w biurach promocji zawodowej GAP zarejestrowanych jest ok. 10,2 tys. osób bezrobotnych, w przeważającej większości byli górnicy.
Teraz GAP szykuje się do otwarcia "niezależnego" ośrodka kształceniowego, gdzie mają odbywać się szkolenia bezrobotnych górników. Ośrodek ma podobno ruszyć na początku 2004 roku. Żeby trochę przyoszczędzić, szkolenia będą prowadzone przez "przeszkoloną" kadrę GAP czyli kolegów, znajomych i innych szwagrów szefów agencji. Szkolenia szkolących prowadziła m.in. Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności. Ciekawostką jest, że w radzie dyrektorów tej fundacji zasiada m.in. Michał Boni, były minister z Unii Wolności, współautor pomysłu reformy służby zdrowia zaproponowanej niedawno przez wicepremiera Jerzego Hausnera, która zakłada m.in. zamienianie publicznych placówek służby zdrowia (m.in. szpitali i przychodni) w zwykłe spółki z możliwością upadłości.
Swoi spece od szkolenia mają tę wyższość nad specami wynajmowanymi z innych instytucji i firm, że nie trzeba im tak dużo płacić, a pieniądze na szkolenia dostaje się takie same. Najważniejsze jednak jest to, że pieniądze za szkolenia będą trafiać do swoich a nie do jakichś obcych przybłędów.
Pieniądze na nowy ośrodek kształceniowy pewnie znowu wyłoży PHARE lub inny europejski fundusz, może jakaś zaprzyjaźniona fundacja. Solidarność brała np. pieniądze z niemieckiej fundacji im. Friedricha Eberta, która jest przybudówką rządzącej obecnie w Niemczech partii socjaldemokratycznej SPD.
Z jednej strony strony solidaruchy pozują na prawicowo-katolickich związkowców, a z drugiej strony biorą pieniądze od lewicowo-laickiej fundacji.
To nas jednak wcale nie dziwi. Już w starożytnym Rzymie, wprowadzając opłatę od publicznych szaletów mówiono, że pieniądze nie śmierdzą. Zgodnę z tą starą tradycją postępuje Solidarność.