Rząd przyjął 18 listopada projekt ustawy o pomocy publicznej i restrukturyzacji publicznych zakładów opieki zdrowotnej.
Projekt zakłada przekształcenie publicznych placówek służby zdrowia w spółki prawa handlowego, których najważniejszym celem jest zysk. Projekt ustawy dopuszcza również możliwość upadłości placówek służby zdrowia.
Zdaniem rządu sytuacja w służbie zdrowia jest tak zła, że mogą ją poprawić tylko ostre działania. Według rządowych wyliczeń od stycznia 1999 r. do połowy listopada tego roku zadłużenie samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej (spzoz) wyniosło 7 mld zł, z tego 4 mld należą do tzw. zobowiązań wymagalnych.
Najważniejsze propozycje zawarte w rządowym projekcie ustawy to określenie zasad i warunków tzw. restrukturyzacji finansowej publicznych zakładów opieki zdrowotnej, prowadzonych w formie spzoz oraz jednostek badawczo-rozwojowych (zatrudniających powyżej 50 osób). Projekt zakłada, że restrukturyzacji będą podlegać znane na 31 marca br. i powstałe od 1 stycznia 1999 r. do 31 marca 2003 r.:
- zobowiązania publiczno-prawne i cywilno-prawne " czyli m.in.: podatki budżetu państwa, należności celne, składki i wpłaty na państwowe fundusze celowe, należności te będą umorzone po spełnieniu warunków restrukturyzacji. Podobnie będzie z należnościami stanowiącymi dochód budżetów jednostek samorządu terytorialnego oraz należności z tytułu opłat na wojewódzkie, powiatowe i gminne fundusze ochrony środowiska. Zobowiązania z tytułu składek na ubezpieczenie społeczne w części finansowanej przez ubezpieczonego, składek emerytalnych oraz składek na ubezpieczenie zdrowotne powinny być spłacone w ratach w ciągu 24 miesięcy od wydania decyzji o warunkach restrukturyzacji;
-niektóre indywidualne roszczenia pracownicze - zakład będzie mógł zawrzeć z pracownikami indywidualne ugody.
Upadłość
kontrolowana
Wiadomo, że przeprowadzenie programu naprawczego i oddłużenie musi coś kosztować. Żeby placówki medyczne zdobyły potrzebne na te działania pieniądze rząd chce im zezwolić na emisję obligacji i na zaciąganie kredytów bankowych.
Chyba najważniejszym zapisem projektu ustawy jest projekt zamienienia publicznych placówek służby zdrowia w spółki kapitałowe, z jednoczesnym nadaniem im statusu spółki użyteczności publicznej. Przez spółkę użyteczności publicznej w przypadku zakładów opieki zdrowotnej rząd rozumie spółkę kapitałową, w której powyżej 75 proc. udziałów (akcji) należy do Skarbu Państwa, jednostki samorządu terytorialnego, państwowej uczelni medycznej, bądź państwowej uczelni prowadzącej działalność dydaktyczną i badawczą w dziedzinie nauk humanistycznych. Spółkom użyteczności publicznej powstałym w wyniku przekształcenia spzoz utworzonych przez ministra obrony narodowej, może być nadany specjalny status szczególnego znaczenia dla obronności kraju.
Efektem przekształcenia placówek służby zdrowia w spółki będzie to, że będą one mogły upaść. Co prawda, jak przekonują przedstawiciele rządu, w stosunku do spółek użyteczności publicznej proponuje się ograniczenie stosowania przepisów o upadłości, ale na razie nie ma szczegółowych projektów przepisów ograniczających możliwość np. składania wniosków o upadłość przez firmy dostarczając sprzęt medyczny, lekarstwa czy media.
Już dzisiaj samorządy lokalne i państwowe uczelnie wyższe sprawują nadzór nad wieloma placówkami służby zdrowia " od małych przychodni do dużych, specjalistycznych szpitali. Skoro do tej pory nadzór ten sprawowany był fatalnie, co najlepiej widać po ogromnym zadłużeniu służby zdrowia, to trudno się spodziewać, że nagle, wskutek nowoprzyjętej ustawy, nadzór ten zmieni się na lepszy.
Bułka z masłem
Rządowa propozycja, aby publiczne placówki służby zdrowia przekształcić w zwykłe spółki prawa handlowego, a tym samym dopuścić do możliwości ich upadłości, jest niczym innym jak tylko skandalem. Oczywiście nikt nie protestuje przeciwko racjonalnemu wydawaniu pieniędzy w szpitalach czy przechodniach, problem tkwi jednak w tym, że publiczne placówki służby zdrowia są niedofinansowane " pieniędzy z kontraktów nie zawsze wystarcza na leczenie pacjentów " co jest widoczne teraz, pod koniec roku, kiedy wiele placówek już wyczerpało przyznane limity. Nawet, gdy jeszcze na leczenie wystarczy, to może braknąć na wyżywienie pacjenta, w wielu szpitalach na śniadanie chorzy dostają tylko bułkę z masłem, trudno się spodziewać, że po tak obfitym posiłku organizm pacjenta będzie miał siły na walkę z chorobą.
Obecnie trwa walka pomiędzy służbą zdrowia a Narodowym Funduszem Zdrowia w sprawie kontraktów na przyszły rok. Wiele placówek boi się, że będą miały kontrakty na poziomie zbliżonym do tych w roku bieżącym, lub nawet mniejszych " w takim przypadku jasne jest, że albo placówki te będą przyjmowały wszystkich chętnych pacjentów do leczenia " a wtedy będą się zadłużały, albo jesienią zamkną interes a na drzwiach wywieszą kartkę, że otwarte będzie dopiero od stycznia przyszłego roku, kiedy będą pieniądze z nowych kontraktów. W przypadku zadłużenia będzie istniało niebezpieczeństwo upadłości placówki " na czym stracą pacjenci, pracownicy a nawet dostarczyciele leków i sprzętu medycznego. Zadowolony będzie jednak rząd, bo okaże się, że rynkowe reguły eliminują tych, którzy nie umieją się do nich dostosować. A wiadomo, że rynek jest ponad wszystko.
Zwycięstwo
albo śmierć!
Rządowa propozycja restrukturyzacji służby zdrowia jest szkodliwa społecznie! Na takich przekształceniach straci nie tylko służba zdrowia, ale także pacjenci " bo jeśli upadnie część szpitali i przychodni to trzeba będzie jeździć do tych placówek, które jeszcze funkcjonują i tam stać w długich kolejkach. Wyjątkiem od tej reguły będą pacjenci, których będzie stać na opłacenie leczenia z własnej kieszeni " ci będą załatwieni szybko, bezboleśnie, bezproblemowo. To, że takich Polaków jest niewielu to już trudno, widocznie reszta nie umiała się dostosować do warunków gospodarki wolnorynkowej i sama jest sobie winna. Zamiast marudzić wzięliby się lepiej do jakieś porządnej roboty!
Projekt ustawy o przekształceniach w publicznej służbie zdrowia to w praktyce jedna z części planu "uzdrowienia" finansów publicznych autorstwa superministra, wicepremiera Jerzego Hausnera. Trochę jednak szkoda, że to uzdrowienie dla wielu placówek służby zdrowia będzie oznaczało upadłość czyli śmierć. Pozytywne w tym jest to, że zmarłego już nic nie boli.