Komisja Europejska przedstawiła 5 listopada raport o przygotowaniu Polski do wejścia do Unii Europejskiej. Z raportu wynika, że jesteśmy najgorzej przygotowanym państwem spośród 10 tych, które 1 maja 2004 roku wejdą do UE.
A podobno sprawy związane z naszym członkostwem w Unii należą do tych, które dla ostatnich rządów były najważniejsze.
Zdaniem przedstawicieli Unii Europejskiej najgorzej stoimy z rolnictwem - strona unijna wskazała 9 obszarów, w których jesteśmy opóźnieni w dostosowaniu do wymagań wspólnoty i aż 7 z nich to kwestie związane z rolnictwem. Szczególnie ważnym zaniedbaniem jest brak systemu komputerowego IACS, bez którego rolnicy nie mają co marzyć o dopłatach. Unijną krytykę przedstawiciele polskiego rządu starali się minimalizować, ale nie w tym przypadku - Danuta Hubner odpowiedzialna za negocjacje członkowskie Polski z Unią Europejską przyznała, że w sprawie systemu IACS terminy są napięte do granic możliwości i nie będzie czasu nas testowanie systemu. Wskutek niekompetencji i zaniedbań tego i poprzedniego rządu miliony polskich rolników zamienią się w króliki doświadczalne, na których testować się będzie system komputerowy. Jeśli podczas eksperymentowania wynikną jakieś kłopoty - co jest wielce prawdopodobne - zapłacą za to rolnicy.
Dopłaty dla rolników z unijnej kasy były jednym z najważniejszych elementów negocjacji w sprawie przystąpienia Polski do UE. Okazuje się, że rolnicy mogą pieniędzy na które czekają nie dostać, za co winę poniosą polscy urzędnicy.
Nieprzygotowane do wejścia Polski do Unii są generalnie zakłady mięsne przetwarzające mięso czerwone - ponad 1680 jest w trakcie dostosowywania i być może zdążą do końca kwietnia przyszłego roku, jednak aż 1543 zakłady mięsne w Polsce prawdopodobnie trzeba będzie zamknąć. Do norm unijnych dostosowanych jest tylko 66 zakładów mięsnych. Nieco lepsza, lecz także zła, jest sytuacja mleczarstwa - tylko 49 spółdzielni mleczarskich jest przygotowanych w pełni do wejścia do UE, ponad 200 jest w trakcie dostosowywania a 78 spółdzielni czeka zamknięcie lub w najlepszym przypadku połączenie z taką spółdzielnią, która unijne normy spełnia.
Strona rządowa w trakcie kampanii przed referendum w sprawie przystąpienia Polski do Unii przekonywała, że po naszym wejściu wielu Polaków będzie mogło znaleźć pracę w krajach, które już do UE należą. Jest to prawda o tyle, o ile dotyczy urzędników mogących znaleźć pracę w Brukseli, bo już np. nie dotyczy to pielęgniarek. Komisja Europejska zwróciła uwagę na opóźnienia w uznawaniu kwalifikacji zawodowych i dyplomów, w sprawie pielęgniarek i położnych. Trzeba dostosować nasze programy nauczania do programów obowiązujących w krajach Unii. Problemy mogą mieć także lekarze oraz architekci, którzy muszą czekać na rozporządzenia ministerstw gospodarki, zdrowia i infrastruktury.
Komisja Europejska zwróciła także uwagę, na brak skutecznych sposobów na walkę z korupcją w naszym kraju i opóźnienia w unowocześnianiu naszej gospodarki i przepisów prawnych regulujących gospodarkę.
Jak na fakt, że już za mniej niż 6 miesięcy Polska będzie członkiem Unii Europejskiej liczba unijnych zarzutów jest bardzo długa. Można więc odnieść wrażenie, że zapewnienia premierów Leszka Millera i Jerzego Buzka o tym, że sprawy związane z wejściem Polski do Unii Europejskiej traktują bardzo poważnie są i były raczej mało poważne. Miller i jego drużyna przekonują, że do końca kwietnia wszystkie zaległości zostaną usunięte i że 1 maja 2004 roku Polska będzie krajem w pełni przygotowanym do funkcjonowania w Unii. Można by nawet w te słowa uwierzyć gdyby nie znajomość dotychczasowych osiągnięć ekipy Leszka Millera od której słyszeliśmy wiele zapewnień w najprzeróżniejszych sprawach. Zbyt często na tych zapewnieniach się kończyło.