7 listopada o 11:40 górnicy pracujący w KWK ,,Sośnica" poczuli wstrząs. Na ścianie 9-tej w chodniku 8, na poziomie 950 doszło najprawdopodobniej do samozapłonu metanu.
Po całym rejonie przeszła fala uderzeniowa, jak po wybuchu. W chodniku 8-smym powietrze nagle zaczęło płonąć. Na ścianie 9-tej pracowało wtedy 27 osób. Większość była jednak na wyższym chodniku, w nieszczęsnym 8-smym było czterech górników.
Jeden zginął na miejscu. Siła uderzenia była tak silna, że połamała mu nogi i rozbiła głowę. Trzech innych, którzy przebywali w tym samym chodniku zostało dotkliwie poparzonych, jeden, który był wtedy nieco dalej, został jedynie lekko poparzony. Spośród górników, którzy w momencie tragedii znajdowali się w wyższym chodniku, czwórka uległa zatruciu.
Akcja ratownicza przebiegła bardzo sprawnie. Ci, którzy ulegli zatruciu, o własnych siłach, bądź przy pomocy kolegów wyjechało na powierzchnię. Pozostali zostali szybko wydobyci na powierzchnię. Nie tylko górnicy, ale i całe miasto zmobilizowało się w obliczu tragedii. Natychmiast przyjechało kilka karetek pogotowia. Przeleciały również dwa helikoptery z katowickiego i krakowskiego lotniczego pogotowia ratunkowego. Policja konwojowała karetki pogotowia, kierowała również ruchem w mieście, aby zapewnić im najszybszy możliwy dojazd do szpitali.
Jeden górnik, najmniej poparzony trafił do szpitala w Gliwicach. Trójka, z poparzeniami od 43 do 76% powierzchni ciała i z poparzeniami dróg oddechowych, trafiła do specjalistycznego szpitala w Siemianowicach Śląskich. Czterech innych górników, z objawami zatrucia tlenkiem węgla trafiło do specjalistycznego szpitala w Sosnowcu.
Mimo wysiłków lekarzy, najciężej poparzony górnik Krzysztof Głowania zmarł w szpitalu w Siemianowicach 13 listopada o 5:10 rano. Drugi górnik, również hospitalizowany w Siemianowicach, Gerard Gajda zmarł następnego dnia o godz. 12:15. Pozostali dwaj poparzeni górnicy, z których jeden leży w Siemanowicach, drugi zaś w Gliwicach, są w dobrym stanie. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Podobnie nieźle czują się czterej górnicy, którzy ulegli zatruciu gazami. Lekarze jednak odnajdują wiele komplikacji i przypuszczają, że wśród trujących gazów był nie tylko tlenek węgla. Nie wiadomo kiedy górnicy ci opuszczą szpital.
Za wcześnie jest by mówić o przyczynach tragedii. Automatyczna metanometria nic nie wykazała, sejsmografy również nie zarejestrowały wstrząsu. Prawdopodobnie doszło więc do nagłego wyciśnięcia gazów z wyrobiska lub z ociosów. Obecnie w kopalni trwa akcja gaszenia pożaru. Kończy się budowa trzech tam, które mają odciąć dopływ powietrza do ściany 9-tej. Cały czas w miejsce pożaru tłoczony jest azot, który wypierając tlen, ma ograniczyć pożar.
Górnicy, którzy zginęli w KWK ,,Sośnica" to niestety nie jedyne ofiary w ostatnim czasie. We wtorek, 11 listopada zginął górnik w ZG ,,Bytom II". 31-letni pracownik oddziału szybowego został śmiertelnie uderzony wózkiem, którym transportowano odpady z dna szybu. Kilka dni później, śmiertelny wypadek miał miejsce w KWK ,,Jas-Mos". 12 listopada element podziemnej kolejki przygniótł 51-letniego górnika. Poszkodowany zmarł w szpitalu, w krótce po wypadku.