Kraj mlekiem, miodem i biedą płynący
Wskaźniki gospodarcze rosną, Balcerowicz się cieszy, a nam przybywa nędzarzy.
Doktor Zofia Czapulis z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych przeprowadziła badania, których celem było ustalenie zakresu korzystania z pomocy socjalnej przez społeczeństwo. Cyfry są ogromne. Ponad 1 milion 663 tys. naszych rodzin, w których żyje blisko 6 milionów osób zostało zmuszone do korzystania z pomocy społecznej. Z pomocy w postaci pracy socjalnej - wiadomo jak płatnej, krótkookresowej musiało skorzystać około 3 miliony 700 tys. ludzi. Przerażające zjawisko jednej trzeciej części aktywnej zawodowo grupy Polaków, która została zmuszona poniżej obowiązujących standardów cywilizacyjnych powinno wywołać refleksję najtępszych. Nie wywołuje to ,,refleksji" u obecnie rządzących AWS-UW. Przeciwnie - Balcerowicz pieje hymny pochwalne (a za nim Krzaklewski) na temat ,,cudu" gospodarczego, jaki gotują Polsce. Ostatnio zajmują się lansowaniem w środkach masowego przekazu tezy o malejącym bezrobociu.
Oczywiście bezrobocie maleje, lecz w komputerowych statystykach Urzędu Pracy, które wykreślają osoby tracące prawo do korzystania z zasiłku dla bezrobotnych. Roboty sezonowe nie są w stanie - co oczywiste - wchłonąć rzeczywistej wielkości bezrobocia. Tymczasem pomoc społeczna będzie za sprawą balcerowiczowskich planów coraz mniejsza.
Według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Socjalnej bezrobocie było podstawową przyczyną kwalifikującą do przydzielenia pomocy społecznej. Dotyczyło to 40% rodzin, którym w ogóle udzielono takiej pomocy. Ubóstwo aż w 39.6% wszystkich świadczeń było podstawą udzielania pomocy. Ekonomiczne wskaźniki Balcerowicza mają się odwrotnie proporcjonalnie do rozwijających się obszarów nędzy. Potwierdzają to nawet dane rządowych instytucji powołanych do monitorowania tych spraw. Wniosek z tego prosty, że obowiązuje niepisana zasada: im bardziej uparcie Rząd twierdzić będzie, że rosną mu wskaźniki gospodarcze, tym mocniej społeczeństwo może być pewne, że ilość ubogich, skazanych na pomoc socjalną wzrasta. Podobne zjawiska występują w Meksyku, Boliwii, Ekwadorze, Brazylii, Bangladeszu (łącznie około 178 krajów, które potocznie nazywa się III -cim Światem). Za sprawą ostatnich inwestycji MFW i Banku Światowego do krajów tych dołączyła Indonezja, Malezja, Korea Południowa, a Polska jest na najlepszej drodze. Indonezja była szybko rozwijającą się gospodarką świata, której cechą charakterystyczną była wymarzona dla polskich neoliberałów proporcja własności: 4% ludności posiadającej obywatelstwo indonezyjskie (głównie pochodzenia chińskiego) skupiało w swoich rękach 70% wszelkiej własności w całej Indonezji. 70% obywateli Indonezji, żyło poniżej azjatyckich norm ubóstwa. Gdyby przyjąć normy europejskie było by ich znacznie więcej. Brazylia licząca 160 milionów mieszkańców charakteryzuje się tym, że przeszło 90% gruntów ornych kraju o powierzchni około 3 mln km2 znajduje się w rękach niespełna 300 rodzin. Zasadnicza większość Brazylii poza Săo Paulo i Rio de Janeiro to bezprzykładna nędza o normach nieporównywalnych z europejskimi. Bank Światowy uzdrawiał Brazylię na początku lat 70-tych wpędzając ten kraj w pułapkę zadłużeniową. Rekord został pobity w Argentynie, w której prawie 50% gruntów ornych jest w posiadaniu Georga Sorosa (patrz KZ nr 16).
Balcerowiczowski plan prywatyzowania wszystkiego za wszelką cenę, pod warunkiem, że się to sprzeda obcemu kapitałowi, w zestawieniu z rozszerzającymi się obszarami ubóstwa i nędzy w naszym kraju pozwala nam przypuszczać, że maszerując pod jego wodzą do Europy prędzej trafimy do Bangladeszu. Na pocieszenie należy dodać, że powinno nam być raźniej, ponieważ grono nędzarzy w świecie się rozszerza. Głównie za sprawą BŚ i MFW.