Przedstawiając program cięć w wydatkach budżetowych już od przyszłego roku wicepremier Jerzy Hausner przekonywał, że cięcia nie ominą także administracji rządowej.
Przedstawiając jednak projekt budżetu państwa na rok 2004 na biurokrację przeznaczono o wiele więcej pieniędzy niż w roku 2003. Albo więc Hausner ma schizofrenię albo kłamie!
W tym roku na administrację publiczną zaplanowano wydatki z budżetu państwa w wysokości 6,49 miliarda złotych. Na ten sam cel w roku 2004 zaplanowano w projekcie budżetu kwotę 7,60 miliarda złotych " czyli aż o 1,11 miliarda złotych więcej! Jak to się ma do haseł o konieczności oszczędności i racjonalizacji wydatków? Znaczącą zwyżkę wydatków zaplanowano także na urzędy naczelnych organów władzy państwowej " w tym roku mają one dostać 1,55 miliarda złotych, a w roku 2004 już 1,79 miliarda " znowu poważna podwyżka wydatków!
Wicepremier Hausner dobiera się do kieszeni pracujących kobiet, chcąc im podwyższyć wiek emerytalny do 65 lat, dobiera się do emerytów i rencistów rezygnując z corocznej waloryzacji rent i emerytur, dobiera się do rolników każąc płacić im wyższe składki na KRUS. W tym samym czasie, gdy usta ma pełne haseł o konieczności powszechnych oszczędności przyznaje dodatkowe pieniądze swoim kolesiom z Sejmu, Senatu, Kancelarii Premiera i Prezydenta. W roku przyszłym, w porównaniu do roku bieżącego, wydatki na Sejm zwiększą się o 24,82 mln zł. (do 358,17 mln), wydatki na Senat wzrosną o 7,94 mln zł. (do 125,01 mln), wydatki na kancelarię premiera wzrosną o 1,56 mln zł. (do 96,69 mln) a wydatki na kancelarię prezydenta będą większe o 3,50 mln zł. (wyniosą 158,54 mln).
Jak więc widać są to oszczędności "inaczej", tak samo jak wicepremier Hausner jest prawdomówny "inaczej". Co prawda przedstawiciele rządu przekonują, że wzrost wydatków na administrację spowodowany jest koniecznością wzrostu zatrudnienia w związku z wejściem naszego kraju do Unii Europejskiej oraz wliczeniem do wynagrodzeń premii części urzędników, którzy do tej pory otrzymywali je z tzw. środków specjalnych. Trudno jednak w te zapewnienia wierzyć, skoro wydatki na administrację wzrosną aż o 1,1 miliarda " czyli blisko 20 procent! Trudno uwierzyć, że rząd dokładnie poszukał wszystkich możliwości oszczędności w administracji...
O tym, że niespecjalnie szukano oszczędności w administracji centralnej świadczy przykład Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych, która powstała w wyniku połączenia dwóch instytucji kontrolujących ubezpieczenia i fundusze emerytalne. Na te dwie instytucje w roku 2001 przeznaczono łącznie ok. 28 mln zł., w roku bieżącym już 31 mln. Na rok 2004 zaplanowano, że Komisja ta dostanie aż 52 mln zł " czyli o 21 mln. złotych więcej !
Śmiechu warte są także oszczędności rządu " z jednej strony planuje on zaoszczędzić na eksploatacji samochodów ok. 5 mln zł., a z drugiej planuje zakup nowych samochodów, co ma kosztować ok. 10 mln zł.
Warto zauważyć jeszcze jeden paradoks. Wiele oszczędności w administracji (np. zmniejszenie zatrudnienia w administracji rządowej w województwach, maksymalne wykorzystanie obecnego stanu zatrudnienia w administracji w ramach nowych obowiązków wynikających z wejścia do Unii Europejskiej, obowiązkowa kontrola wydatków innych instytucji publicznych poza administracją rządową, czy likwidacja niektórych agencji i funduszy) planowana jest dopiero od roku 2005.
W tym roku najprawdopodobniej odbędą się kolejne wybory parlamentarne. Można więc domniemywać, że poprzez zwiększenie wydatków na administrację i urzędy władzy państwowej w roku 2004 rząd chce zapewnić pracującym tak swoim kolegom, ciotkom czy innym szwagrom odpowiednie pieniądze. A za oszczędności w roku 2005 będzie już odpowiadał nowy rząd, wielce prawdopodobne, że już innej orientacji.
Tak więc sprytnym manewrem oszczędnościowym popełnionym na pracownikach, emerytach i rencistach rząd zapewnia wzrost pieniędzy dla swojej biurokratycznej świty.