Węgiel: mity i fakty

Swego czasu wszyscy w Polsce znali się na medycynie. Dziś można odnieść wrażenie, że wszyscy znają się na górnictwie.

Na temat górnictwa chętnie wypowiadają się i profesor Hausner z Krakowa i wiceminister Piechota ze Szczecina. Swój głos na temat górnictwa wypowiedział nawet Jacek Kuroń.

Obiegowe

nieprawdy

Co prawda, na wstępie opinii zaprezentowanej na łamach Gazety Wyborczej zastrzegł się on, że na górnictwie absolutnie się nie zna, ale później, w całostronicowym artykule, rozpisywał się na temat recept, jakie należy zastosować dla uzdrowienia branży. Doprawdy trzeba mieć dużo odwagi, aby dawać rady w dziedzinie, co do której radzący sam bezkrytycznie się przyznaje, że nie ma o niej żadnego pojęcia. Dlatego nic dziwnego, że Kuroń swoje opinie rozpoczyna od wygłoszenia tez, które mówiąc delikatnie rozmijają się z rzeczywistością. Mówiąc wprost, są nieprawdziwe. Na jego usprawiedliwienie można powiedzieć jedynie to, że nie jest on w tym odosobniony. Przed nim i po nim wielu, którzy mówili o sobie, że na górnictwie się znają, wygłaszało obiegowe tezy, które służyły wyłącznie udowodnieniu założonych wcześniej wniosków. Z prawdą nie miały one nic wspólnego.

Za dużo za mało

Jedną z takich obiegowych, nieprawdziwych tez jest twierdzenie, że zapotrzebowanie na węgiel w świecie ulega stałemu zmniejszeniu. Krótko mówiąc, że światowa gospodarka zużywa tego surowca coraz mniej, oraz że jest to stały i nieodwracalny trend. Dlatego górnictwo w świecie, a więc również w Polsce, skazane jest na samolikwidację. Teza o spadku zapotrzebowania na węgiel w świecie jest nieprawdziwa od początku do końca. Nikomu to jednak nie przeszkadza aby się nią posługiwać, skoro służy ona udowodnieniu konieczności likwidacji kolejnych kopalń. Z zapałem powtarzają ją kolejni ministrowie, nie tylko tego rządu, dlaczego więc dyletant w sprawach węgla, Jacek Kuroń miałby się nią nie posłużyć? W świecie zużycie węgla kamiennego rośnie. Można o tym przeczytać w materiałach wszystkich liczących się instytucji, zajmujących się prognozowaniem zużycia surowców energetycznych. Są to materiały ogólnie dostępne na przykład w internecie. Co prawda w języku angielskim ale trudno nam uwierzyć, aby w Ministerstwie Gospodarki nie było ani jednej osoby, która zna ten język. Jeśli nawet w ministerstwie czytać umieją, to z rozumieniem uzyskanych informacji, mają już najwyraźniej problemy.

Świat węgla

Jednym z najpoważniejszych konsumentów węgla kamiennego są rozwinięte kraje Unii Europejskiej. Unia jest jednym z największych rynków zbytu tego surowca. Większym jest tylko Azja z takim odbiorcą jak Japonia, która w 2000 roku zakupiła aż 145,3 mln ton. Mało tego, w najbliższych latach przewiduje się dynamiczny wzrost zużycia węgla kamiennego przez kraje UE. Będzie on pochodził głównie z importu, bo państwa UE produkują go zbyt mało. I tu niespodzianka. W jednej z wersji programu restrukturyzacji branży, opracowanej przez Ministerstwo Gospodarki w czerwcu 2002 roku, jest cały rozdział poświęcony perspektywom węgla na rynku europejskim. Pisze się tam, opierając się na danych międzynarodowych, fachowych instytucji zajmujących się rynkiem energii, że zapotrzebowanie na węgiel w krajach UE w ciągu najbliższych 20 lat będzie rosnąć. Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) dowodzi, że do 2020 światowa produkcja węgla będzie dynamicznie rosła. Cytat ten pochodzi wprost z załącznika 2a do oficjalnego dokumentu ministerstwa "Reforma Górnictwa Węgla Kamiennego w Polsce w latach 2003 "2006". Można tam również przeczytać, że w roku 2000 rynek węgla zanotował najwyższe obroty. W latach 1978 "2000 eksport węgla koksowego wzrósł w świecie niemal dwukrotnie, zaś węgla energetycznego prawie czterokrotnie. Jak z tego widać światowy handel węglem ma się świetnie. I nie tylko nie kurczy się, ale wprost przeciwnie. Na rynek wchodzą nowi producenci tacy jak Kolumbia i Indonezja, szybko zajmując miejsce zwolnione przez węgiel na przykład Polski. Nasz udział w światowym eksporcie węgla kamiennego w ciągu ostatnich dwudziestu lat spadł z 14% do zaledwie 4% w 2000 roku.

Potrzebny węgiel

Zapotrzebowanie na węgiel, według tych samych analiz, ma rosnąć w ciągu najbliższych lat o 1,7% rocznie. Dla państw Unii Europejskiej przewidywany jest wzrost importu z poziomu 152,8 mln ton w roku 1999 do, aż 260 mln ton, w roku 2020. Tylko w jednym roku 2000 import węgla w krajach UE wzrósł o ponad 10%. W ciągu najbliższych lat państwa UE zwiększą więc import węgla o około 100 mln ton. To tyle ile Polska produkuje obecnie. W tym samym czasie Polska będzie już państwem Unii Europejskiej. Możemy więc z powodzeniem sprzedawać węgiel na europejskim rynku. Tym bardziej, że największym importerem węgla w UE są Niemcy. Sprzedaży naszego węgla na rynek państw UE służyć może fakt, że będziemy częścią europejskiego rynku. Nie bez znaczenia jest również renta geograficzna, która Niemcy i inne państwa Europy czyni naturalnym rynkiem zbytu, dla naszego węgla. Warto wiedzieć, że kraje które wydobywają jeszcze węgiel w Europie, robią to nieporównanie drożej niż Polska. Wydobycie tony węgla w Niemczech kosztuje 130 " 140 euro, tyle samo w Hiszpanii, a we Francji około 170 euro. W Polsce koszt wydobycia to około 30 euro. Rozdział, w którym można znaleźć te dane, jest załącznikiem do jednej z wersji rządowego programu opracowanego w Ministerstwie Gospodarki. Wersji dość aktualnej bo z czerwca 2002 roku. Znalazł się on w tym opracowaniu albo zupełnie przez przypadek, albo z winy sabotażu. Nijak bowiem nie pasuje, do tez jakie autorzy programu reformy branży chcieli udowodnić, że węgiel kamienny to przeżytek, z którym trzeba jak najszybciej się pożegnać.

Pod prąd

We współczesnym świecie wyspecjalizowane instytucje zajmują się prognozowaniem zapotrzebowania na wszelkie dobra konsumpcyjne i surowce. Od samochodów poczynając na szczoteczkach do zębów kończąc. Od zużycia ropy naftowej i gazu po prognozy spożycia soku pomarańczowego. Dlaczego decydenci naszej gospodarki nie zauważają tego, że istnieją takie prognozy i wbrew nim, głoszą w oczywisty sposób fałszywe tezy, trudno powiedzieć. Może z tego samego powodu, dla którego uparcie twierdzą, że w Polsce wydobywa się za dużo węgla i ponieważ nie można go sprzedać, trzeba likwidować moce produkcyjne. Niczym mantrę, Minister Gospodarki powtarza tezę o tym, że kopalnie wydobywają o 9,2 mln ton węgla za dużo i o tyle trzeba zmniejszyć moce produkcyjne kopalń w samej Kompani Weglowej (w skali całego górnictwa ma to być 12,7 mln ton).

Decydujące ma być to, że na owe 9,2 mln ton, zarówno na rynku krajowym jak i zagranicznym nie ma chętnych. Otóż powtarzanie tezy o nadprodukcji węgla w ilości 9,2 mln ton jest niczym innym, jak upartym tkwieniu w logice gospodarki okresu minionego i dyskredytuje jej głosiciela. W globalizującej się nowoczesnej gospodarce, problemem nie jest produkcja lecz zdolność sprzedaży wytworzonego towaru.

Świat nadprodukcji

Gospodarki krajów wysoko rozwiniętych produkują wszystkiego za dużo. Za dużo produkuje się na świecie samochodów, odbiorników telewizyjnych i komputerów, a nawet przysłowiowych szczoteczek do zębów. Za dużo na świecie produkuje się stali, energii oraz kukurydzy. Za dużo światowa gospodarka wydobywa również węgla. Tylko na rynku Stanów Zjednoczonych istnieje roczna nadprodukcja węgla wielkości około 200 mln ton. To dwukrotnie więcej niż wydobywa obecnie polskie górnictwo. Nikt jednak nie usiłuje rozwiązać sytuacji nadprodukcji przez ograniczanie własnych zdolności produkcyjnych. Rozwiązaniem jest agresywne zdobywanie nowych rynków zbytu. Dotyczy to każdego produktu. Prawidłom tym podlega również węgiel. Opowiadanie więc, że musimy zlikwidować moce produkcyjne w wielkości 9,2 mln ton, bo nie ma na ten węgiel chętnych, jest rozumowaniem odległym od realiów dzisiejszej rzeczywistości gospodarczej. Problemem nie jest to, że wydobywamy o 9,2 mln ton węgla za dużo, tylko to, że potrafimy go sprzedać o 9,2 mln ton za mało. To jest dziś rzeczywisty problem polskiego górnictwa i ułomność, którą należy zlikwidować. Decydenci w Zarządzie Kompani Węglowej ale również Ministerstwie Gospodarki powinni zastanowić się nad tym, jakie warunki należy stworzyć, aby opłacalnie lokować tę ilość węgla zarówno na rynku krajowym, jak i w eksporcie. A możliwości takie są. Na koniec jeszcze jeden cytat z oficjalnego dokumentu Ministerstwa Gospodarki: "Przewidywany przez UE rosnący popyt na węgiel importowany wynikający z ograniczania wielkości produkcji, a także z sukcesywnego wyłączania elektrowni jądrowych, będzie powodował zainteresowanie stabilnymi dostawami węgla z Polski w długim horyzoncie czasowym". Z dniem 1 maja 2004 roku Polska stanie się członkiem Unii Europejskiej.

Dotacje likwidacji

Zamiast wydawać z budżetu państwa kolejne miliardy złotych, na likwidację miejsc pracy i zamykanie kopalń, należy szukać sposobów zwiększenia sprzedaży węgla. Wszystkie, z małymi wyjątkami, dotychczasowe programy opierały się na tym samym założeniu. Należy likwidować zdolności produkcyjne polskich kopalń. Zmniejszano zatrudnienie w branży ale równie gorliwie ograniczano wydobycie. To błędne koło okazało się być działaniem pozbawionym jakiejkolwiek ekonomicznej logiki. Równoczesne zmniejszanie zatrudnienia i likwidacja zdolności produkcyjnych powodowało, że nie tylko nie osiągano żadnych efektów ekonomicznych ale wprost przeciwnie, rosły koszty, a branża popadała w coraz większe zadłużenie. Wszystkie dotychczasowe programy zakładały konieczność redukcji zatrudnienia i ograniczania wydobycia. Wszystkie skończyły się tak samo. Kompletna klapą. I nie mogło być inaczej. Ograniczając zatrudnienie kopalnie zmniejszały koszty ale równoczesne zmniejszanie wydobycia powodowało, że te zmniejszone koszty rozkładały się na mniejszą produkcję. Skutek był oczywisty. Kiedy jeszcze dodatkowo koszty zmniejszania zatrudnienia zaczęto przerzucać na same kopalnie, zmuszając je do finansowania GPS z środków własnych, efekt był do przewidzenia. Mogło się to skończyć tylko katastrofą. Największą operacją przeprowadzoną na górnictwie w myśl tej filozofii, była reforma AWS-u. Kolejni ministrowie ze stajni Steinhoffa i Karbownika zmniejszyli zatrudnienie z około 240 tysięcy do nieco ponad 140 tysięcy, likwidując 20 kilka kopalń i jednocześnie ograniczając wydobycie z około 140 mln ton do nieco ponad 100 mln. Efekt, to prawdziwa klęska. Tak chwalona przez obecnego wiceministra gospodarki reforma Steinhoffa doprowadziła do sytuacji, w której długi górnictwa z 13 mld zł wzrosły do grubo powyżej 24 mld złotych. W tym czasie z budżetu państwa wpompowano w realizację programu - w tym GPS-u - około 6 mld złotych. Skutki przeniesione realizacji tego programu, kosztować nas będą dodatkowo jeszcze około 3 mld złotych. Efektem ubocznym tej polityki był wzrost bezrobocia na Śląsku z około 130 tysięcy do 360 tysięcy. Za już wydane 6 mld złotych plus 3 mld, które jeszcze musimy wydać, Steinhoff i jego ekipa zafundowali nam, kolejne 10 mld zł nowych długów w górnictwie, likwidację 20 kilku kopalń i wzrost bezrobocia na Śląsku do 360 tysięcy. Ktoś kto mówi, że był to dobry program, który przyniósł pozytywne efekty, nie może być w pełni sprawny na umyśle.

Zły kierunek

Właśnie ten AWS "owski program był kwintesencją filozofii realizowanej w kolejnych programach reformy branży. Jej główne założenie to ograniczanie zdolności produkcyjnych polskiego górnictwa i likwidacja kolejnych kopalń. Głównym ideologiem tej filozofii był prof. Andrzej Karbownik. Wyraził ją ujmując w lapidarne hasło "w Polsce mamy za dużo górników, za dużo kopalń, za dużo węgla". Ta filozofia, będąca motywem przewodnim prawie wszystkich kolejnych programów reformy branży, poniosła druzgocącą klęskę. Wydawało się, że bankructwo opcji politycznej, która tak dobitnie lansowała ją w latach 1997 " 2001, spowoduje jej zaniechanie. Nic bardziej błędnego.

Mutacja

Nowy minister ze skrajnie przeciwnego obozu politycznego, ogłaszając swój nowy program powtórzył za swoimi poprzednikami. Produkujemy za dużo węgla. Aby uratować branżę, zlikwidujemy 7 kopalń i 35 tysięcy miejsc pracy w górnictwie. Nim zaczął realizować ten program, doprowadził do stanu wrzenia na kopalniach. O mało co, nie skończyło się to strajkiem generalnym. Szybka likwidacja 4 kopalń i zdolności produkcyjnych na poziomie 9,2 mln ton jest niczym innym, jak zmutowaną wersją wcześniej zbankrutowanych programów i pomysłów na górnictwo. Chce się zlikwidować zdolności produkcyjne zamykając cztery kopalnie, a przynajmniej część z zatrudnionych tam pracowników, alokować na sąsiednie kopalnie. Można oczywiście dyrektora dowolnej kopalni zmusić do złożenia oświadczenia, że z dnia na dzień potrzebuje 500 górników do pracy na dole. Przy obecnych brakach w zatrudnieniu, może to nawet być prawda. Jednak próba wmówienia komuś, że nie zwiększając wydobycia, przyjęcie przez kopalnię 500 nowych ludzi, nie będzie miało wpływu na jej kondycję ekonomiczną, jest zupełną ignorancją. Takie działania są realizacją dotychczasowego podejścia do górnictwa, w którym reformuje się go metodą zżerania własnego ogona.

Inwencja autorów ostatniej wersji ograniczyła się wyłącznie do nadania likwidacji kopalń nowej nazwy " wygaszanie.

Ciąg dalszy

w następnym numerze

Bogusław Ziętek

Ponadto w numerze


Węgiel: mity i fakty

Protesty i rozmowy

Cięcia najbiedniejszych

Jak Hausner na kablu zawisł

Czy spokój uzasadniony?

Ochrona przed zmianą stanowiska pracy

Niewesoły los
Cała gazeta w formacie pdf.

Bezpłatna gazeta informacyjna Komisji Krajowej
Wolnego Związku Zawodowego ,,Sierpień 80" - Konfederacja.
Adres redakcji: 40-009 Katowice, ul Warszawska 19, tel (0-32) 253-70-99, fax (0-32) 206-84-30

up
Polecamy strony: Trybuna Robotnicza, Polska Partia Pracy, KPiORP
(c) 2000-2001 Biuro KK WZZ Sierpień 80. All Rights Reserved!