Wicepremier Jerzy Hausner do spółki z wiceministrem gospodarki Jackiem Piechotą mówią, że pracownicy z przeznaczonych do "wygaszenia" kopalń nie mają się czego bać.
Pracownicy dołowi i przeróbki mają znaleźć pracę w innych kopalniach a pracownicy powierzchni mają zapewnione kursy, szkolenia i przekwalifikowania dzięki którym będą mieli możliwość wykonywania nowego zawodu. Brzmi to ładnie, szkoda tylko, że są to zapewnienia nierealne.
W skuteczność szkoleń i przekwalifikowań można by wierzyć, gdyby nie to co dzieje się na rynku pracy w Polsce i woj. śląskim. Przez ostatnie kilka lat bezrobocie w Polsce stale rośnie, swój szczyt osiągnęło ono w lutym tego roku, kiedy wyniosło aż 18,8 proc., co oznaczało, że bez pracy było wtedy ok. 3,2 mln. Polaków. Od tego czasu bezrobocie co prawda nieco spadło, w lipcu stopa bezrobocia wynosiła już 17,8 proc. i bez pracy pozostawało 3,1 mln. osób. Trzeba przy tym pamiętać, że każdego roku bezrobocie wiosną i latem spada, rozpoczynają się wtedy sezonowe prace m.in. w budownictwie i rolnictwie, jesienią bezrobocie znowu zaczyna rosnąć. Prawdopodobnie tak stanie się i w tym roku i możliwe, że stopa bezrobocia w Polsce znowu przekroczy 18 proc.
Specyficznym, pod względem zjawiska bezrobocia jest woj. śląskie " w maju stopa bezrobocia na Śląsku wynosiła 16,7 proc. co oznaczało, że bez pracy pozostaje ponad 330 tys. osób. Wynika z tego więc jasno, że co dziesiąty bezrobotny w Polsce mieszka w woj. śląskim! Według danych podanych przez Główny Urząd Statystyczny na koniec grudnia 2002 roku, kiedy stopa bezrobocia na Śląsku wynosiła 16,5 proc., aż 89,1 tys. bezrobotnych w woj. śląskim pozostawało bez pracy dłużej niż dwa lata, a od roku do dwóch lat bez pracy było kolejne 68 tys. Skoro więc tyle dziesiątek tysięcy bezrobotnych w woj. śląskim przez tak długi okres nie może znaleźć sobie pracy, to jasno widać, że sytuacja na rynku pracy jest fatalna, a przecież wiadomo, że bezrobotni zarejestrowani w Urzędach Pracy także mogą korzystać z bezpłatnych szkoleń i przekwalifikowań.
Trzeba przy tym pamiętać, że w niektórych miastach woj. śląskiego bezrobocie jest dużo wyższe niż średnia wojewódzka czy nawet średnia krajowa " tak jest przede wszystkim w miejscowościach, gdzie zlikwidowano w ostatnich latach duże zakłady przemysłowe, w tym kopalnie. Tak było m.in. w Sosnowcu, gdzie z 5 kopalń jakie były w tym mieście, dzisiaj została tylko jedna, bez pracy jest tam aż 24,4 proc. osób zdolnych do pracy. Podobna sytuacja jest w leżącym tuż obok Sosnowca powiecie będzińskim, do którego należą m.in. Czeladź i Wojkowice, gdzie również zlikwidowano kopalnie " tam stopa bezrobocia wynosi 22,8 proc, a wielu z byłych górników tamtejszych kopalń, znalazło obecnie zatrudnienie w kopalniach bytomskich, lub KWK ,,Polska-Wirek". W Żorach, gdzie po przemyśle węglowym zostało tylko wspomnienie i niszczejące pokopalniane budynki, bez pracy jest 24,3 proc. mieszkańców, w Zabrzu, gdzie dzisiaj pracuje już tylko jedna kopalnia z pięciu, jakie były jeszcze kilka lat temu, bez pracy jest 23,6 proc. osób. Największe bezrobocie w woj. śląskim jest jednak w Siemianowicach Śląskich, gdzie na koniec lipca bezrobocie wynosiło 30,1 proc. " czyli prawie dwa razy tyle ile wynosi średnia wojewódzka! To miasto zostało szczególnie dotknięte przez tzw. restrukturyzację przemysłu ciężkiego " zlikwidowano tam kopalnię, a huta, w której pracowało 4 tys. ludzi dzisiaj stoi na skraju upadłości.
W miastach, gdzie znajdują się kopalnie wyznaczone przez zarząd Kompanii Węglowej sytuacja pod względem bezrobocia jest zróżnicowana " w Bytomiu wynosi ono aż 25,4 proc., w Rudzie Śląskiej znacznie mniej bo 15,7 proc., jeszcze mniejsze bezrobocie jest w powiecie mikołowskim, w skład którego wchodzą Łaziska, tam stopa bezrobocia sięga 14,4 proc.
Kolejne rządy, które prowadziły kolejne, coraz to lepsze, reformy górnictwa obiecywały zwalnianym pracownikom to samo co teraz " nowe miejsca pracy w innych sektorach przemysłu i usługach. Z tych zapewnień niewiele jednak udało się zrealizować. Przy "reformowaniu" górnictwa zwracano tylko uwagę na redukcję mocy wydobywczych i redukcję zatrudnienia. Reformatorzy nie interesowali się nad tym co się stanie ze zwalnianymi pracownikami i regionem, w którym oni mieszkają. Tworzono co prawda takie dokumenty jak np. Strategia rozwoju woj. śląskiego, która została przyjęta przez sejmik wojewódzki, ale zabrakło pieniędzy na zrealizowanie jej założeń. Obecny rząd przygotował założenia do programu łagodzenia w regionie śląskim skutków restrukturyzacji zatrudnienia w górnictwie węgla kamiennego, gdzie sporo miejsca poświęcono na opisanie jak to mocno będzie się wspierało małe i średnie przedsiębiorstwa, turystykę czy infrastrukturę. Bardzo to jest piękne tylko szkoda, że zapomniano skąd się wezmą na to pieniądze, rząd zapowiada w najbliższych latach ograniczanie wydatków z budżetu państwa więc tu wsparcia raczej nie ma co szukać a samorządy lokalne i samorząd wojewódzki do instytucji narzekających na nadmiar pieniędzy raczej nie należą. Przygotowano więc kolejny dokument, z którego korzyść wynieśli jedynie jego autorzy, bo wiadomo, że nikt tego za darmo w wolnej chwili nie napisał.
Przedstawiciele rządu chwalą się od kilku tygodni przyśpieszeniem gospodarki, co oczywiście jest bardzo dobrym zjawiskiem. Trzeba jednak wiedzieć, że dzięki temu przyśpieszeniu nie powstanie w woj. śląskim tyle miejsc pracy żeby znacząco zmniejszyć bezrobocie. Z każdego spadku bezrobocia, nawet o tysiąc osób, trzeba się oczywiście cieszyć " ale jeśli na Śląsku jest ok. 324 tys. bezrobotnych to droga do znaczącego zmniejszenia tej liczby jest długa. Tym bardziej, że rząd chce kilka tysięcy osób zwolnić z kopalń.