Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad jest instytucją, która nadzoruje budowy i remonty dróg krajowych.
To do niej spływają środki, przeznaczone na coraz gorsze polskie drogi i ona " organizując przetargi " zajmuje się ich wydawaniem.
Co ważne, duża część tych pieniędzy pochodzi już nie z polskiego budżetu, a ze środków pomocowych Unii Europejskiej czy też z pożyczek Banku Światowego, Phare i Europejskiego Banku Inwestycyjnego.
W instytucji tej kontrolę przeprowadziła NIK. I co się okazało? Otóż wyszło na jaw, że urzędnicy Generalnej Dyrekcji Dróg, pieniądze przeznaczone na drogi wydawali na... utrzymanie samych siebie, w ramach tzw. zaplecza urzędniczego.
Mechanizm ssania pieniędzy nie był bardzo skomplikowany. Każda firma, która wygrywała przetarg na budowę czy remont jakiejś drogi czy mostu, była w umowie zobowiązywana do dostarczenia tzw. zaplecza zamawiającego i świadczenia dodatkowych usług. Tak więc, firma oprócz budowy drogi, musiała z tych samych pieniędzy budować i kupować jeszcze inne rzeczy, stanowiące ,,zaplecze".
Dla przykładu, w ramach ,,zaplecza" do jakiś dróg w Gdańsku wybudowano dom letniskowy z bali drewnianych dla urzędników Generalnej Dyrekcji. Dodatkowo zażyczyli oni sobie 12 samochodów, w tym niektóre z luksusowym wyposażeniem, kilkanaście zestawów komputerowych, remontu własnej siedziby, itp. W ten sposób, na budowę obwodnicy zostało grubo ponad milion złotych mniej.
Podobnie było we wszystkich innych regionach Kraju. W sumie Generalna Dyrekcja ,,zdobyła" w ten sposób dla siebie astronomiczną kwotę prawie 18 milionów nowych złotych.
Mylił by się każdy, kto pomyśli, że wyobraźnia urzędników ograniczała się do domków letniskowych i luksusowych samochodów. W ten sposób zdobyto inne, znacznie ciekawsze dobra. Na przykład łódź motorową (!?), cyfrowe aparaty fotograficzne czy kamery, telewizory, chyba setki komputerów i wiele innych gadżetów. Wszystko oczywiście z pieniędzy, przeznaczonych na budowę dróg. Urzędnicy potrafili przeznaczyć na siebie nawet 2.5% wartości kontraktów.
Smród wokół sprawy jest tym większy, że środki na budowę dróg najczęściej uzyskiwano ze źródeł ponadnarodowych, co wiąże się z podpisaniem odpowiedniej umowy i zobowiązania, na co kredyt zostanie wydany. Oczywiście, jeśli np. Europejski Bank Inwestycyjny udziela preferencyjnego kredytu na budowę drogi, to na pewno nie będzie zachwycony, jeśli dowie się, że jego znaczna część została przeznaczona na domki letniskowe dla nomenklatury czy sprzęt RTV-AGD. Nie wiadomo, czy środków tych nie trzeba będzie zwracać. A już z całą pewnością strona polska będzie miała znacznie większe trudności z uzyskaniem nowych kredytów. I już nawet beznadziejny stan polskich dróg nie będzie w stanie nikogo przekonać.