Najlepszym tego przykładem jest Kazimierz Żyrek z kopalni "Silesia..."> Przewodniczący na bani
Bagno w górniczej "Solidarności" - cd.
Przewodniczący na bani

Górnicza "Solidarność" ma w swych szeregach wielu skompromitowanych działaczy.

Najlepszym tego przykładem jest Kazimierz Żyrek z kopalni "Silesia", którego geszefty opisywaliśmy w ostatnich numerach "Robotnika". Dla potwierdzenia powyższej tezy wybraliśmy się na poszukiwanie żyrkowych klonów. Nie spodziewaliśmy się, że tak szybko znajdziemy wierną kopię przewodniczącego Żyrka.

Jest nią Grzegorz Stasiak, przewodniczący "Solidarności" w kopalni "Marcel" w Radlinie, niedaleko Wodzisławia Śląskiego - podobny wzrost, równie bujne wąsy (co najmniej dwukrotnie zgolili mu je po pijaku jego związkowi koledzy), podobnie jak Żyrek z trudem posługuje się polszczyzną, a przede wszystkim ma równie lekką rękę do wydawania pieniędzy.

Zachodzi więc podejrzenie, że takich osobników w górniczej "Solidarności" się klonuje.

- Dyzma to mógłby u Stasiaka robić na noc - mówi jeden z byłych pracowników "Markop-u", spółki należącej do zakładowej "Solidarności".

Spółka "Markop" powstała w lipcu 1993 r. Przejęła ona zakłady ślusarskie, w których dokonywane były naprawy maszyn i urządzeń górniczych. "Solidarność" przejęła majątek kopalni za grosze. Górnicy z "Marcela" mówią, że przetarg na zakup majątku to była jedna wielka lipa.

Nie udało nam się do końca rozwikłać struktury własnościowej "Markop-u", gdyż na początku 1994 roku "Solidarność" odsprzedała część udziałów Rybnickiej Spółce Węglowej, która de facto utrzymywała "Markop", dając jej zlecenia. Kilka miesięcy później "Solidarność" odsprzedała resztę udziałów osobie prywatnej, jaką był... Grzegorz Stasiak, po czym "Solidarność" (czyli przewodniczący Stasiak) odkupuje od Stasiaka sprzedane wcześniej udziały w "Markopie". Kto na tym interesie zarobił, proszę sobie odpowiedzieć samemu.

Faktem jest, że od początku spółką zarządzał w sposób autorytarny przewodniczący Stasiak, kasując za to niezły szmal.

- On w tej spółce tak naprawdę nic nie robił, kto inny wykonywał czarną robotę za Stasiaka, choć na dobrą sprawę nikt nie musiał się martwić o zlecenia. Inne firmy wokół padały, a "Markop" miał się dobrze, bo kopalnia w pierwszej kolejności dokonywała przelewów na konto "Markopu" - mówi nasz rozmówca.

Bynajmniej uprzywilejowana pozycja "Markopu" nie przekładała się na zarobki jej pracowników, którzy dostawali za swoją pracę nędzne 700-800 zł.

Musiało wszak wystarczyć na wystawne życie prezesa Stasiaka, który prawie dzień w dzień biesiadował na koszt "Markopu".

- Był taki czas, że to on rządził tą kopalnią. Poobsadzał swoimi ludźmi wiele stanowisk, dlatego nikt mu w kopalni nie podskoczył. Gdzie nie wszedł tam pił. Bynajmniej nie stawiano mu z sympatii, ale z obawy o utratę stanowiska. Jak wszedł do hali produkcyjnej to ludzie chowali się po kątach, by nie widzieć, jak zatacza się pijany - mówi jeden z pracowników.

Po zakończeniu urzędowania w kopalni Stasiak ruszał służbowym samochodem na miasto, gdzie niejednokrotnie imprezował do rana.

- Jego ulubionym lokalem była restauracja "Widok", w której odbywały się również "posiedzenia firmowe Markopu". Stasiak i jego koledzy bawili się wówczas przy suto zakrapianych stołach - mówi nasz rozmówca. - On sam potrafił w ciągu jednego wieczora przehulać kilka tysięcy złotych. Jeśli kasy zabrakło, kierowca jeździł w środku nocy do kasjerki "Markopu" po następne pieniądze.

Fanaberią Stasiaka były i pewnie nadal są szafy grające. Potrafił w jeden wieczór "przegrać" nawet 1,5 tys. zł. Kierowca jeździł i rozmieniał po okolicy pieniądze, by Stasiak miał co wrzucać do szafy. Nieważne, że w reklamówce znajdowało się kilka tysięcy złotych. Rzucał monety do szafy grającej, aż do ich wyczerpania.

Stasiak tak bardzo kochał lokale, że wydzierżawił, znanym tylko sobie sposobem, restaurację "Arkady", w centrum Wodzisławia Śląskiego. Korzystał przy tym z pomocy jednego z urzędników wodzisławskiego magistratu, Andrzeja Wyczynka, którego następnie uczynił swoim zastępcą w "Markopie". Oczywiście nie pytał przy tym nikogo o zgodę, wszak w radzie nadzorczej spółki zasiadali jego związkowi koledzy.

Trudno nam dociec, w jaki sposób imprezowe życie przewodniczącego Stasiaka wpływało na jego rodzinę (żonaty, dwójka dzieci), tym bardziej, że był widywany w towarzystwie dam lekkich obyczajów.

Jedyną rekompensatą jest luksus, którym otoczył swoich bliskich. Rodzina Stasiaków wkrótce zamieszka na kilkuhektarowej posiadłości. Tuż obok willi Stasiaka znajduje się aż pięć stawów rybnych, bo przewodniczący "Solidarności" jest z zamiłowania wędkarzem.

Niestety, z uwagi na kiepską kondycję górnictwa i przeobrażenia w tejże branży, "Markop" już ledwo zipie, stąd też prace wykończeniowe przy stasiakowej rezydencji przeciągają się nieco. To, czego jednak Stasiak się dorobił, mogłoby mu pozazdrościć wielu kolegów ze związku.

Przewodniczący Stasiak zwykł często powtarzać, że wokół jest pełno złodziei i hochsztaplerów. W świetle przedstawionych faktów brzmi to nieco groteskowo, ale Stasiak pewnie jest lepiej od nas zorientowany w sytuacji wewnętrznej górniczej "Solidarności". Nie wątpimy w to, że mógłby nam wskazać większych geszefciarzy w gronie swoich kolegów.

Jan Czarski

Ponadto w numerze


Murcki płacą

Przewodniczący na bani

Tragedia w Mysłowicach

Poszkodowani w drodze do pracy kontra ZUS

Droga do luksusu

Dostaną pieniądze

Odprawa emerytalna - c.d.

Żądamy spotkania

Drugi w kolejce

Gdzie się podział Henio N. ?
Cała gazeta w formacie pdf.

Bezpłatna gazeta informacyjna Komisji Krajowej
Wolnego Związku Zawodowego ,,Sierpień 80" - Konfederacja.
Adres redakcji: 40-009 Katowice, ul Warszawska 19, tel (0-32) 253-70-99, fax (0-32) 206-84-30

up
Polecamy strony: Trybuna Robotnicza, Polska Partia Pracy, KPiORP
(c) 2000-2001 Biuro KK WZZ Sierpień 80. All Rights Reserved!