W Polsce sprzedano już prawie wszystko. Także większość z hut. Pozostały jedynie dwa kolosy: Huta Katowice i Huta im. T. Sendzimira.
Obie Huty zostały odpowiednio doinwestowane, a nawet przeinwestowane na koszt załóg i podatnika polskiego co czyni je smakowitym kąskiem. Ponieważ nikt nie ma zamiaru płacić za całą hutę, podzielono je na cząsteczki. Zagraniczny inwestor, aby przejąć cała hutę będzie mógł kupić tylko jej serce. W Hucie Sendzimira jest to stali (wraz z siłownią i zakładem mechanicznym). W Hucie Katowice przejęta ma być tzw. gorąca nitka lub linia stali. W ten sposób zagraniczny inwestor za ułamek wartości stanie się właścicielem 60-ciu procent zdolności produkcyjnych polskiego hutnictwa. Mówi się o tym, że inwestor ten już dawno został wybrany, a obecnie do rozstrzygnięcia tego próbuje się dorobić jedynie ideologię. Zorientowani twierdzą, że jeszcze zanim zebrano oferty już było wiadomo, kto wygra wyścig o przejęcie polskiego hutnictwa. Mówi się nawet, że stawka od takiego pewnego strzału wynosi 15 % wartości kontraktu. Kto potrafi wróżyć z fusów i zna przyszłość, można by spytać Ministra Skarbu Emila Wąsacza dla którego prywatyzacja Hut Sendzimira i Katowice może być interesem życia. Taki skok va banque na kasę, a potem dolce vita. Wróble ćwierkają, że wybrańcem, który od samego początku miał glejt na kapitałowe wejście w polskie hutnictwo jest firma Voest Alpine Stahl. Ten austriacki potentat w produkcji stali załatwił sobie podobno wyłączność na polski rynek. Rządowi nie przeszkadza to, że Voest Alpine jest firmą działającą w tej samej branży, że jest konkurentem polskich hut, że dusi się od nadprodukcji i gorączkowo poszukuje rynków zbytu dla własnych stalowni. Wąsaczowi nie przeszkadza też to, że najlepszy interes jaki mogą zrobić Austriacy, to kupić polski rynek. Kupując huty, które na nim dominują i likwidując ich produkcję Austriacy załatwiają sobie zbyt na własne wyroby i zatrudnienie dla własnych załóg. Podobno osobiste delegowanie przez Wąsacza swojego zaufanego człowieka, który miał do wypełnienia misję dopilnowania tego, aby Huta Katowice i Huta Sendzimira dostały się we właściwe łapy kosztować ma Majstra z Huty dymisję. Nie jest ważne jednak ile to ma kosztować, tylko co można na tym zarobić. Nie do końca natomiast wiadomo, czy ta delegacja dla zaufanego to nagroda za wierną służbę, czy kara za robienie interesów na własną łapę. Ludzie z Miedzi coś tam pokręcili, skoro znowu muszą tak ciężko harować na chlebek wypełniając mało wdzięczne zadanie. Firmie Voest Alpine Stahl nieszczerze gratulujemy, gdyż jak wkrótce się dowiemy, to ona ma połknąć polskie hutnictwo. Nieszczerze, bo liczymy na to, że szlak trafi ten rząd i polskie huty zostaną w polskich rękach. Sprawdzi się przysłowie "kto szybko daje ten dwa razy daje".