Jakże chętnie atakuje się przedsiębiorstwa państwowe za notowanie strat.
Strata na działalności finansowej to główny argument dla wielu neoliberałów na to, by domagać się ogłoszenia likwidacji, upadłości przedsiębiorstwa. Ze szczególną lubością atakuje się duże przedsiębiorstwa państwowe, takie jak wielkie huty, np. Hutę Katowice, spółki węglowe, domagając się ich likwidacji, co ma ponoć służyć interesowi gospodarczemu kraju. Ci sami zaciekli wrogowie przedsiębiorstw państwowych wykazujących straty pomijają całkowicie te, które są prywatnymi przedsiębiorstwami obcymi. Tygodnik Polityka z dnia 6 czerwca, nr 23 w swoim rankingu 500 przedsiębiorstw podaje najbardziej deficytowe przedsiębiorstwa minionego roku. Wśród nich znajdują się Aral Polska sp. z o.o. (strata 54 249 000 zł) British Pertoleum Poland sp. z o.o. (strata 41 621 000), Real (39 843 000) Pepsi Cola General Bottlers (37 324 000), Huta Lucchini (21 921 000) oraz Coca Cola Poland sp. z o.o. Radzymin (9 290 000).
Co prawda największe straty osiągnęły według tego rankingu firmy państwowe, ale nie bez znaczenia jest fakt, że równie wielkie straty odnoszą firmy prywatne, którym na pierwszy rzut oka nie powinno się przecież opłacać utrzymywanie nierentownych przedsiębiorstw czy filii w jakimś tam kraju. Światowi potentaci w rodzaju PepsiCo, Coca Cola czy British Petroelum chyba wariatami nie są i skoro deficytowe spółki w Polsce utrzymują, to nasuwa się wniosek, że albo deficytowość jest pozorna (celowo sprokurowana), albo też mają interes w wykazywaniu strat. Wiele firm unikając płacenia podatków wykazuje straty, co jest praktyką stosowaną w świecie powszechnie. Jednym ze sposobów legalnego wykazywania strat jest rozdęcie programów inwestycyjnych, których celem wcale nie musi być w przyszłości uzyskanie przez firmę zysku, lecz na przykład przygotowanie sobie podłoża do stworzenia nowej firmy, która bazując na deficytowych inwestycjach swojej poprzedniczki przejmie na siebie rolę rzeczywistego funkcjonowania na rynku. W szczególności taka polityka dotyczy na przykład tych firm, na które celowo się przenosi straty wielu innych posiadanych przez danego właściciela podmiotów. Powyższa praktyka jest znana byle księgowemu i właściwie dziwi fakt, że bardzo wielu opisujących to zjawisko dziennikarzy w swoim rozumowaniu pomija ten argument. W bardzo wielu przypadkach pracownicy fiskusa kontrolując przedsiębiorstwa koncentrują się nad wykazaniem, że część pozycji księgowych została umieszczona przez zeznającego nieprawidłowo.
Zjawisko czynienia z lokalnej firmy krajowej głęboko deficytowej, po to by rentowną okazała się firma poza granicami Polski (w kraju o korzystniejszym systemie opodatkowania) jest powszechnym zjawiskiem występującym w całym świecie. Dla ułatwienia zrozumienia zjawiska posłużmy się hipotetycznym przykładem. Duży koncern samochodowy produkuje w Polsce samochody (niekoniecznie dokonując ich montowania w kraju, lecz nawet przy maksymalnie możliwym udziale kooperującego przemysłu rodzimego). Produkt finalny - samochód jest sprzedawany ze stratą dealerowi, który nie koniecznie musi być własnością producenta. Dealer, aby na określonych warunkach mógł odbierać produkcję samochodów, musi określoną przez producenta wielkość sprzedawać na określony przez producenta rynek. Rynkiem tym na przykład mogą być Niemcy, gdzie produkt sprzedaje się rewelacyjnie. Zysku wypracowanego na tamtejszym rynku w ogóle nie obejmuje polski system podatkowy. Dodatkowo pomysłowy producent może zażądać, lub nawet wymóc na rządzie polskim zwolnienia, które wobec wyniku finansowego są mu konieczne do dalszego funkcjonowania. Jak to z kolei robić, to już zupełnie odrębna historia!
Wiele firm produkujących nie tylko przecież samochody, posługuje się tą techniką, nazywając ją ,,transferem zysków". Ten transfer zysków, w przeciwieństwie do wyprowadzania ich w formie gotówki, jest dla zagranicznego właściciela polskiej firmy wysoce korzystny.
Wielkie światowe koncerny opracowały metodę ,,kiwania" lokalnych rządów w realizowaniu polityki swobodnego przepływu zysków. Kraje podlegające ekonomicznej eksploatacji przez międzynarodowe koncerny życzą sobie, aby zyski powstające z produkcji na ich terenie były w maksymalnym stopniu inwestowane, lub pozostawały bez przekraczania granic.
Inną formą patologii jest pozyskiwanie przez obcych ,,inwestorów" tubylczego menegmnetu, który na przykład za równowartość kilku obiadów w Mariocie i szansę załapania się do pracy u przyszłego zagranicznego inwestora odpowiednio dokładnie zrujnuje własne przedsiębiorstwo, na przykład poprzez rozdęty program inwestycyjny, którego celem jest przygotowanie przedsiębiorstwa do łyknięcia przez zagranicznego inwestora. W bardzo wielu polskich przedsiębiorstwach przed ich prywatyzacją prowadzi się rozległe inwestycje, modernizacje i automatyzacje, których celem jest przygotowanie firmy do jej pożarcia. Przypomina to trochę pracę w kuchni, gdzie kucharz z nieapetycznego kawałka mięsa przyrządza smakowitą potrawę, której przeznaczeniem jest zaspokojenie gustu wygłodniałego klienta. Klientem dla polskich przedsiębiorstw, za sprawą polityki rządu, jest oczywiście obcy inwestor, najchętniej będący kimś z czołówki światowych potentatów finansowo -ekonomicznych. Przykładów takiej postawy aż nadto. By daleko nie szukać jednym z nich jest np. KWK ,,Morcinek" w JSW S.A., która pomimo deficytu prowadziła szaleńczą politykę inwestycyjną w wyniku której, kosztem wieluset milionów nowych złotych, dokończono budowę III Szybu materiałowo-skipowego. Rodzi się pytanie: po co kopalni, którą zdaniem Zarządu JSW S.A. trzeba sprzedać lub zlikwidować, potrzebne są takie inwestycje, jeszcze bardziej pogarszające wynik ekonomiczny całej spółki. W przypadku Morcinka sprawa jest o tyle oczywista, że znany jest obcy inwestor.
Jastrzębska Spółka Węglowa S.A. według rankingu 500 tygodnika Polityka odnotowała stratę brutto 132 723 000 zł. i znalazła się ona jako ósma w rankingu najbardziej deficytowych przedsiębiorstw w kraju. Spółka, z której wywodzi się obecny Sekretarz Stanu w Ministerstwie Gospodarki w 1997 roku, a więc za jego prezesury, poniosła kolosalne straty i uruchamiała na przykład program dokończenia wcześniej cytowanej budowy szybu. To, że Szlązak jest gorącym agitatorem filozofii promowania Zarządów spółek węglowych, które sprzedadzą kopalnie obcemu, może wyjaśnić także fakt, że to właśnie on inwestował w III Szyb, jakże w przyszłości użyteczny Czechom. Wszystko będzie w porządku, bo straty poniesie Skarb Państwa i JSW S.A. Pogratulować Panu Ministrowi pomysłowości!
Z analizy powyższej ,,500"-tki wynika również inna zdumiewająca refleksja. Dlaczego niektóre przedsiębiorstwa tam się nie znalazły? Znajduje się tam górnictwo, a nie ma wśród nich elektrowni. 1997 rok był więc kolejnym rokiem, w którym przerzucano deficytowość całej gospodarki na górnictwo, poprzez świadome zaniżanie cen energii elektrycznej, ale nie w miejscu jej wytwarzania czy przesyłu, lecz w miejscu produkowania jej nośnika, czyli w kopalniach. Nadal więc triumfuje Balcerowiczowska zasada - górnictwo będzie kotwicą antyinflacyjną, na której wisieć będą długi i koszty transformacji ustrojowej. Zyski mogą powstawać dopiero na poziomie elektrowni i wyżej w przedsiębiorstwach przesyłowych energii elektrycznej. Chłopcem do bicia ma zostać górnictwo. Jak widać zasada transferu zysków sprawdza się również w tym przypadku.