Rządem namalowanego przez Krzaklewskiego premiera Buzka wstrząsa kolejna afera.
Po donoszeniu wzajemnie na siebie kolegów ministrów o "grabkopodatność" i ubecką przeszłość przyszła kolej na donoszenie na siebie do Brukseli. Ponieważ poprzednie afery nie znalazły swego wyjaśnienia także w tym przypadku trudno na to liczyć. Sprawa wzbudza wściekłość polityków koalicji AWS - UW, ponieważ jeden z ministrów okazał się sprytniejszy od pozostałych i jako pierwszy zadzwonił do swoich mocodawców w Brukseli gratulując im upokorzenia Polski. Wiernopoddańcze hołdy z jakimi ministrowie jeździli do urzędników w Brukseli okazują się niewystarczające. Dlatego ktoś z rządu ( mówi się o Balcerze lub Geremku) szybko zadzwonił do Brukseli dziękując za to, że "dano nam policzek, który potrząśnie polskim rządem". Nigdy nie podejrzewaliśmy, że rząd malowanego premiera broni interesów Polski w Brukseli. Wprost przeciwnie, sądzimy, że jeśli Brukselę coś irytuje i powoduje niezadowolenie jej urzędników z postawy ministrów polskiego rządu, to wynika to nie z braku służalczości tych ostatnich lecz z nieporadności i niesprawności w wykonywaniu żądań Unii. W tych okolicznościach każda okazja aby dać nam klapsa jest doskonałym pretekstem do kolejnych bardziej agresywnych żądań kierowanych przez Unię pod adresem polskiego rządu. A wiadomo, pies bity chętniej się łasi do okładającego go pana. W tych warunkach zawołanie "AWS Brukselski pies" nabiera nowego znaczenia. Najlepsza Niemiecka inwestycja w Polsce, czyli Balcer, znowu ugrał swoje. Skompromitował polityków AWS - u, wyrwał fotel spod tyłka Czarneckiego i odebrał mu kasę. Nabił sobie również dodatkowych punktów w Brukseli wykazując refleks i wyjątkowo tam lubiane lizusostwo i kalanie własnego gniazda. Ponieważ lizusostwo wobec obcych daje gwarancję sprawowania w Polsce władzy namiestniczej, Naród ma szansę jeszcze długo jęczeć w uścisku szczęk Balcera.