Sytuacja polskiego hutnictwa żelaza i stali w kontekście europejskim i światowym (cz II)
Polska eksportuje 30% swej produkcji hutniczej, z czego 1/3, czyli około 10% przypada na kraje UE. Eksport jest, również i ze względu na politykę kursu walutowego, nisko opłacalny -,,na granicy opłacalności".
Od 3 lat eksport przestał rosnąć, a huty w coraz większym stopniu tracą także rynek wewnętrzny. Już niedługo mogą zostać wyparte przez konkurentów z Zachodu.
Bardzo ważkim aspektem, pomijanym w wypowiedziach publicznych, jest wpływ polityki prywatyzacyjnej na możliwość zbytu polskiego hutnictwa. Sprzedaż zachodnim koncernom dużych przedsiębiorstw finalnej produkcji o dominującym zużyciu wyrobów stalowych, daje efekt w postaci rezygnacji z wyrobów polskich, na rzecz importowanych wyrobów stalowych. To bowiem finalni producenci decydują ostatecznie o wielkości i strukturze konsumpcji wyrobów stalowych. Hutnictwo jest przemysłem wyjściowym, produkującym półprodukty surowcowe i zależnym od dalszej ich przeróbki przemysłowej. Stąd też szereg państw prowadzi politykę wspomagania hutnictwa, nawet przy zerowej czy lekko ujemnej rentowności, wiedząc, że odzyska swe wsparcie na produktach finalnych z użyciem wyrobów stalowych. Jeszcze inną politykę prowadzą koncerny azjatyckie, które tworzą zamknięte organizacyjnie cykle od hut stali po stocznie czy fabryki samochodów, konsumując w pełni produkcję swoich hut. Taką strategię przyjął też np. wicepremier rządu II RP Eugeniusz Kwiatkowski, projektując COP i Hutę ,,Stalowa Wola", z której wyrobów hutniczych wytwarzano i wytwarza się np. produkcję zbrojeniową. Dlatego w fakcie sprzedaży głównych odbiorców produktów stalowych, zwłaszcza blach, takich jak przemysły motoryzacyjny czy stoczniowy, należy się liczyć z rezygnacją przez nowych właścicieli powiązanych kooperacyjne, czy finansowo z unijnymi czy światowymi koncernami stalowymi, że z racji tych powiązań będą one kupować wyroby stalowe głównie w krajach UE. Sprzedaż FSM i FSO koncernom ,,Fiat" i ,,Daewoo" spowodowało, że zrezygnowały one z kupowania blach w polskich hutach. Jeśli dojdzie do sprzedaży również przemysłu stoczniowego i innych konsumentów wyrobów stalowych w ręce unijnych koncernów i firm, będzie to oznaczać dalsze kurczenie się rynku wewnętrznego polskiego hutnictwa.
Sytuacja finansowa hut jest mocno zróżnicowana, niemniej całe hutnictwo w 1997 roku przyniosło, według nieoficjalnych i niepotwierdzonych danych stratę brutto minus 58 mln zł, a netto minus 110 mln zł, co nie jest jakimś katastrofalnym wynikiem. Biorąc pod uwagę politykę finansową państwa i kredytową banku centralnego można wręcz mówić, że nie jest to zła sytuacja wyjściowa.
Od początku 1991 roku grupa konsultingowa zwana ,,Konsorcjum Kanadyjskim" opracowała na zlecenie rządu RP ,,Studium restrukturyzacji hutnictwa polskiego".
Studium zakładało docelową wielkość produkcji na poziomie 9,8-11,7 mln ton na rok. Poziom produkcji stali specjalnych, który jest wskaźnikiem nowoczesności, miał spaść do wielkości 1,2-1,5 % całkowitej produkcji docelowej stali, czyli wynosić 135 tys. ton rocznie. Tymczasem w 1992 roku taka produkcja powinna już wynosić 2,2 mln, jeśliby polskie hutnictwo osiągnęło poziom unijny. To jedno założenie oznacza de facto przyjęcie koncepcji destrukturyzacji jakościowej. Redukowałoby to bowiem konkurencyjność polskiego hutnictwa do poziomu trzecioświatowego producenta niskojakościowych stali. A więc i stali niskoopłacalnej w produkcji. W konsekwencji w sposób strukturalny redukowałoby to jakikolwiek wysoce opłacalny eksport na unijne rynki. Natomiast wymuszałoby to wysoce kosztowny import z UE.
Równie znamienne było zalecenie co do ilości i jakości eksportu oraz importu wyrobów hutniczych. Polski eksport tych wyrobów miał być sprowadzony wyłącznie do okazjonalnego, co eliminowałoby Polskę jako eksportera. Na dodatek ten okazjonalny eksport miał mieć niekorzystną strukturę. Szczególnie korzystny eksport wyrobów płaskich nie mógłby wzrastać, gdyż nie zakładano wzrostu produkcji i tak bardzo niskiej tych wyrobów. Równocześnie zakładano silny wzrost importu wyrobów stalowych w wysokości 1,1 mln ton rocznie w 2000 roku, a przy tym wyrobów szczególnie drogich.
Realizacja tego Studium prowadziłaby do przekształcenia polskiego hutnictwa wyłącznie w rezerwowy potencjał hutnictwa UE. Hutnictwo Polski stałoby się rezerwowym dodatkiem do wielkich koncernów unijnych uruchamianych w wypadku silnych wahań światowej koniunktury na stal i wyroby stalowe. Byłby to równocześnie rezerwowy potencjał niskoprzetworzonej stali, co uniemożliwiłoby wysokoopłacalny eksport i wymuszało import szczególnie drogich asortymentów stalowych. Studium było więc faktyczną realizacją interesów koncernów stalowych ówczesnej EWG.
Dodajmy, że w Studium zakładano, iż restrukturyzacja doprowadzi do likwidacji 80 tys. miejsc pracy oraz wymagać będzie nakładów w wysokości 4.450 mln USD.
Faktyczną jednak inicjatywę w procesach modernizacji polskiego hutnictwa przejął menedżmet państwowego hutnictwa. Doszło do rzadkiego zjawiska samoorganizacji rozproszonych hut w Izbie Hutniczo- przemysłowej zrzeszającej 16 hut i 2 centrale handlowe. Od 1992 do 1998 roku trwał swoisty oddolny proces modernizacji i restrukturyzacji hutnictwa, wykorzystujący sprzyjającą koniunkturę na rynkach wyrobów stalowych i bierność strony rządowej. Od 1992 roku obniżono moce wytwórcze stali o około 30% ale moce wytwórcze wyrobów walcowanych tylko o 7%. Zatrudnienie spadło ze 147 tys. osób do 80 tys. Uruchomiono 12 linii ciągłego odlewania stali, a udział stali tak wytwarzanej wzrósł do 58%. Zdolności produkcyjne ustabilizowały się na poziomie 13 mln ton rocznie. Huty wydały w tym czasie na restrukturyzację 1,5 mld USD, ale tylko 200 mln dolarów to były gwarantowane przez rząd kredyty. Reszta to były środki własne i kredyty komercyjne, co jest niespotykane w krajach Unii.
Polskie hutnictwo stoi w obliczu drugiego etapu modernizacji, który jest trudniejszy i finansowo, i technologicznie, i politycznie w stosunku do żądań UE. Ten drugi etap to budowa lub rozbudowa wydziałów produkcji finalnej, nade wszystko wyrobów płaskich. Potrzeby inwestycyjne są szacowane w ciągu najbliższych 2-3 lat na 2,2-5 mld USD. Tymczasem polskie banki odmówiły dalszego udziału w kredytowaniu hutnictwa. Jest to wynik ogólnej polityki rządu i NBP, forsujących politykę pieniężno -kredytową blokowania kredytów inwestycyjnych, wysokich stóp procentowych i niewielkiego stopnia gwarancji rządowych dla własnej gospodarki. Banki polskie, mimo tzw: ,,nadpłynności", czyli nadmiaru możliwego do udzielania kredytu nie kwapią się z kredytowaniem hutnictwa, między innymi z powodu braku gwarancji rządowych dla własnej gospodarki. Z tego też powodu Izba Hutniczo -Przemysłowa wystąpiła w tym roku z propozycją utworzenia funduszu inwestycyjno-gwarancyjnego dla hutnictwa, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji w zakresie kredytowania inwestycji hutniczych. Ta sytuacja wyraźnie świadczy o braku polityki przemysłowej kolejnego już rządu i lekceważeniu strategicznych interesów własnej gospodarki. Dla przykładu, wspólne przedsięwzięcie Huty Katowice i luksemburskiej firmy Sidma nie doszło do skutku, właśnie z tego powodu, że rząd polski nie dał swoich gwarancji, co jest regułą przy tego typu dużych inwestycjach w przemyśle stalowym w krajach UE.
Decydujące znaczenie dla przyszłości polskiego hutnictwa jest to co stanie się z Hutą Katowice i Hutą Sendzimira, które łącznie posiadają 60% zdolności produkcyjnych stali w Polsce.
[Dokończenie w następnym numerze]
Wojciech Błasiak Stowarzyszenie Polskiej Myśli Strategicznej w Katowicach.