W Korei strajkuje ponad ćwierć miliona ludzi. Do strajku przystąpili robotnicy największych zakładów (tzw. czeboli) takich jak Hyundai Motor i Daewoo.
Strajk ma charakter ostrzegawczy i ma trwać trzy dni. Jeśli nie przyniesie efektu 10 czerwca dojdzie do strajku generalnego. Głównym powodem strajku jest protest przeciwko, narzuconej Korei przez MFW, niezwykle restrykcyjnej dla gospodarki i społeczeństwa kuracji. Strajkujący, żądają renegocjacji listu intencyjnego podpisanego pomiędzy MFW i rządem koreańskim. Koreańczycy słusznie uznają, że podporządkowanie się żądaniom MFW doprowadzi do zapaści gospodarczej, bezrobocia i zwiększania ubóstwa, a wszystkie te poświęcenia mogą i tak nie uratować Korei przed kolejnym kryzysem. Kryzysem wywołanym na rynkach finansowych przez światowych spekulantów. Obecnie MFW naciska na przyjęcie przez Koreę nowej, drastyczniejszej wersji kuracji, grożąc wstrzymaniem kolejnej transzy kredytów w wysokości 1,9 mld USD. Już teraz w Korei bezrobocie wzrasta w galopującym tempie, osiągając najwyższy pułap od 12 lat (prawie 9 %). Jest to i tak obraz fałszywy, ponieważ w Korei za bezrobotnego nie uznaje się tego, kto przepracuje tygodniowo choćby jedną godzinę. Na początku czerwca ma być ogłoszona lista przedsiębiorstw skazanych na bankructwo, którym władze, dostosowując się do żądań MFW, odmawiają jakiejkolwiek pomocy. Opór Koreańczyków przeciwko dyktatowi MFW narasta.
Tymczasem trzymany krótko za twarz rząd Koreański, zagrożony tym, że MFW odmówi przelania kolejnej transzy pieniędzy, nie ma zamiaru ustępować. Zagroził strajkującym nie tylko tym, że nie zapłaci za strajk, ale wysyła przeciwko robotnikom policję do tłumienia protestów. Znając panujące tam zwyczaje nie skończy się na strzelaniu gumowymi kulami. W ruch pójdą koktajle mołotowa, a MFW uzyska dobry pretekst do odmówienia dalszej pomocy lub narzucenia Korei jeszcze bardziej drastycznych warunków. Tymczasem azjatycka grypa, o której pisaliśmy w poprzednich numerach (np. K.Z. nr 11 z 13 maja br. - ,,Globalna wioska i wesele słoni") wywoływana przez światowy kapitał spekulacyjny, zbliża się do granic Polski. Obecnie za cel wzięła sobie rubla, gdzie w ciągu tygodnia rząd zmuszony został do podwyżki stóp procentowych, najpierw z 30 do 50 %, a później do 150%. Car Jelcyn w najbliższych dniach ma jechać do Kohla. Rzuci się do jego nóg i poprosi o jakieś drobne 10 miliardów USD pożyczki. W zamian za to da Niemcom kawałek i tak za dużej Rosji. Nie uratuje to i tak gospodarki Rosji, ponieważ całe jej obecne rezerwy dewizowe wynoszą zaledwie 14 mld USD i topnieją w astronomicznym tempie. Tymczasem szacuje się, że dzisiejsze zaangażowanie kapitału spekulacyjnego w Rosji wynosi około 20 mld dolarów. Jeżeli zapadnie decyzja o wycofani się spekulantów z rynku rosyjskiego oznacza to całkowity krach. Sytuacji nie polepszy fakt, że obecnie modne w Rosji będzie to, co Balcerowicz zgotował na początku lat 90-tych. Wystarczy przewieźć do Rosji tira dolarów, można również wykorzystać do tego bardziej pomiestne Tupolewy. Zamienić na miejscu dolary na ruble, po roku wykonać operację odwrotną i mieć z tego od 150 do 200% czystego zysku. W Polsce nazywało się to aferą ART ,,B".
Czy i kiedy spadnie na Polskę wie jeden Balcerowicz - najlepsza niemiecka inwestycja w Polsce i zausznik światowej finansjery.