W Fiat Auto Poland miał niedawno miejsce groźny wypadek.
Na hali produkcyjnej, gdzie karoserie transportowane są pod sufitem zerwał się łańcuch i kilka z nich z wysokości kilkudziesięciu metrów - rozbijając wszystkie zabezpieczenia - poleciało w kierunku pracujących na dole ludzi. Niemal cudem jest, że nikomu nic się nie stało. Wszyscy zdążyli uciec.
Fiat podjął działania, aby wyjaśnić przyczyny wypadku. Zamówił odpowiednie ekspertyzy, ściągnął nawet projektantów linii. Nie zatroszczył się jednak o bezpieczeństwo pracowników. Zostali oni poinformowani, że feralny łańcuch może być wymieniony dopiero podczas następnego postoju remontowego, czyli pod koniec lipca. Do tego czasu wszyscy pracownicy na hali dostali instrukcję, że w przypadku usłyszenia huku zrywającego się łańcucha nad głowami mają czym prędzej uciekać. Dodatkowo kilku pracowników rozstawiono przy każdym kole zębatym i powierzono im obowiązek obserwowania, czy na łańcuchu znowu nie pojawią się defekty.
Nic dodać, nic ująć - włoskie podejście do sprawy.