Teraz k... my!
Poprzednia komusza władza miała brzydki zwyczaj obsadzania intratnych stanowisk swoimi wypróbowanymi towarzyszami.
Społeczeństwu się to nie podobało, dlatego do władzy dopuściło tych, którzy ten naganny proceder głośno krytykowali, czyli polityków AWS. Niestety nie słuchano krzyku rozsądku, który wyrwał się z gardła Kaczora z wąsami. Grubo przed wyborami Kaczor z wąsami (ten ważniejszy) powiedział, że w AWS jest zbieranina, która do władzy idzie pod hasłem "teraz k.. my". Kolejni kumple kumpli z AWS obejmują stołki w administracji, radach nadzorczych i zarządach spółek. Rodzinki obsadzają swoimi wszystkie ważniejsze stanowiska. Skoro ministrami mogli zostać mechanik samochodowy i majster z Huty Katowice, to znaczy, że liczy się wyłącznie "chęć szczera". Afera goni aferę, ale wszystko to jest dopuszczalne ponieważ robi to nowa, słuszna władza, którą chroni etos. Nomenklaturowe układy i nepotyzm kwitną jak pryszcze na młodzieńczej, niedomytej twarzy. Tomasz Tywonek, za trud tłumaczenia pokrętnej polityki rządu ludowi, został członkiem Rady Nadzorczej Telekomunikacji. Wiadomo, że Telekomunikacja o majątku nielichym (szacowana wartość rynkowa od 15 do 20 mld USD), ma być prywatyzowana. Będąc w Radzie Nadzorczej prywatyzowanej TP S.A. nachłepcze się Tywonek krwi jak pchła na tłustym i leniwym psie. Każdy solidaruch by tak chciał, ale tylko Tywonek miał stosowne kompetencje do objęcia tej funkcji. Umiał posługiwać się telefonem, co jak na zasoby kadrowe "Solidarności" okazało się atutem nie do odparcia. Poza tym Tywonek poszedł do TP S.A. chłeptać nie na własny rachunek ale na rachunek kryształowego premiera, jako jego zaufany pistoleros. Nie gorzej trafił inny zaufany AWS - owskiego VIP Genek Polmański. Genek, jako pierwszy garderobiany Mańka Krzaklewskiego dostał w nagrodę za wierną służbę stołek w Radzie Nadzorczej Rafinerii Gdańsk. Także ten rodzynek przeznaczony przez majstra elektryki Wąsacza zapewni dostatnie życie dla klanu Polmańskich i ich protektora - ojca chrzestnego rodu Mańka Krzaklewskiego. Pomniejsi solidarnościowi bonzowie dostali oczywiście mniej intratne posady. ,,Znany" solidarnościowy działacz z Huty Katowice - Mirosław Wróbel został prezesem Huty. Inny solidarnościowiec, szczególnie zasłużony dla pognębienia polskiego górnictwa, Andrzej Lipko - trafił do Rady Nadzorczej Rudzkiej Spółki Węglowej. Pilnuje tam tego, czego nie skończył w latach kiedy był ministrem - dobijania polskiego górnictwa i zamykania kopalń. Najweselej jednak, choć na niskim szczeblu, karuzela kadrowa kręci się w Nadwiślańskiej Spółce Węglowej, gdzie wysłużony towarzysz PZPR - owskiej nomenklatury Henryk Stabla kupuje sobie przychylność nowej władzy awansując wszystkich jej pupilków. Widocznie bieganie z kwiatami do siedziby Zarządu Regionu przyniosło oczekiwany skutek, bo były zaufany człowiek komuchów obecnie znajduje w swoim rodowodzie wiele solidarnościowych akcentów. Pomaga mu w tym sute obdarzanie stołkami solidarnościowej nomenklatury. Na kopalniach NSW jest regułą, że stołki dyrektorskie przypadają przewodniczącym partii władzy "Solidarność", a najbliższym współpracownikiem starego komucha Henia Stabli jest solidarnościowy jastrząb Krzysztof Młodzik, który zaraz po awansie dostał świra i ogłosił, że w polskim górnictwie jest wszystkiego za dużo "i ludzi, i kopalń, i węgla". Cóż, podobno władza upaja. W sposób szczególnie szybki musi to dotyczyć słabych na umyśle.