Kurier Związkowy
Numer 100  2000-03-28
KZ
TYGODNIK SPOŁECZNY KOMISJI KRAJOWEJ WZZ SIERPNIEŃ 80
Kohl(ący) szmal i mistrzowie bungy jumping'u

Helmut Kohl stracił stanowisko i partyjny prestiż po oskarżeniach o finansowanie CDU z tajnych kont.

Nic mu nie pomogła deklaracja, że zapożyczy się, aby spłacić kary nałożone na CDU za przekręty z tajnymi kontami. Nie pomogło mu również oświadczenie, że z tajnych kont finansowano w latach 80 -tych solidarnościową opozycję.

Chociaż Kohl potwierdził, że za pośrednictwem niemieckiego wywiadu, z tajnych kont finansowano solidarnościową opozycję w Polsce, nie uchroniło to CDU i jego samego przed skandalem. Nie mogło, bo żaden z "polskich przyjaciół" Kanclerza, nie chce się przyznać, że brał niemieckie pieniądze. Według informacji podawanych przez niemieckie media była to całkiem spora sumka. Mówi się o tym, że za pośrednictwem niemieckiego wywiadu, do Polski w latach 80-tych, trafiło około 14 mln DM.

Zaprzeczamy

- potwierdzamy

Gdzie te pieniądze trafiły nie wie nikt. Początkowo adresaci tej pomocy, ustami Jacka Merkla wyparli się przyjmowania jakichkolwiek pieniędzy. Później bardzo cicho przyznali, że jakieś pieniądze jednak do polski trafiały. Kto je otrzymywał i na co je przeznaczono nie wiadomo. Jest to objęte klauzulą absolutnej tajności. Jak to możliwe, że kanclerz Niemiec, jeden z przywódców tzw. wolnego świata, publicznie obwieszcza fakt finansowania w Polsce działalności podziemnej "Solidarności" i nikt nic na ten temat nie wie. Kilkanaście milionów marek to spora suma i nie jest możliwe, aby niezauważona rozpłynęła się w kraju nad Wisłą. Tym bardziej, że grono osób, które mogło być zaangażowane w przyjmowanie tej kasy, jest dość nieliczne. Paru ludzi w Gdańsku, kilka osób w Warszawie, jedna, góra dwie na Śląsku. Jak w takim wąskim gronie mogła zagubić się dość duża suma DM. Zagubiły się nie tylko pieniądze ale i pamięć o nich. Skoro Kohl wie, że dawał, a w Polsce nie ma śladów po tych pieniądzach, to może zginęły po drodze? Pomoc, jaka płynęła do Polski w latach 80 -tych była ogromna. Była również niezbędna. Nie chodzi o kilka marek lub funtów datków, które indywidualnie przekazywała patriotycznie myśląca Polonia. Chodzi o ogromne sumy, przekazywane przez instytucje, w tym zagraniczne centrale związkowe, które w tym celu angażowały tak jak w przypadku Niemiec, własne wywiady. Nikt nigdy nie przyznał się do odbierania tych pieniędzy. Nikt nigdy z nich się nie rozliczył. Próby, które podejmowane były na przełomie lat 80 i 90, na przykład na zjazdach NSZZ "Solidarność", kończyły się fiaskiem.

Gdzie ta kasa

Taką bezskuteczną próbę rozliczenia pomocy zachodu podjęto na zjeździe krajowym w Gdańsku. Podobne próby na początku lat 90 -tych podjęli również niektórzy delegaci Śląsko Dąbrowskiej "Solidarności". Utrącono je w zarodku. Rozliczono zaledwie resztki z tych kwot. Stanowi to zaledwie wierzchołek góry szmalu, który szerokim strumieniem płynął do Polski i nigdy nie został rozliczony. Dotarliśmy do dokumentów z roku 1990, które stanowią rozliczenie zaledwie cząstki zagranicznej pomocy. Kwoty te są nieznaczne, ale rzucają pewne nikłe światło na tą sprawę. W sierpniu 1990 roku Ryszard Kuszłeyko, jeden z bliskich współpracowników Jerzego Buzka, dokonał rozliczenia części z tych środków (patrz dokument obok). Jak twierdzi Marian Krzaklewski, Jerzy Buzek był wówczas szefem tajnego RKW, ukrywającym się przed SB -ecją pod pseudonimem ,,Karol". Nie wiadomo, jakie jest stanowisko "Karola" wobec rewelacji ujawnionych przez Helmuta Kohla.

Niemiecki ślad

Wiemy natomiast, że Jerzy Karol Buzek, był częstym gościem w Niemczech, w latach 80 -tych. Jeździł tam bez przeszkód, lecząc swoją córkę w tamtejszej klinice. SB dość łatwo godziła się na te eskapady "legendarnego" przywódcy podziemnej "Solidarności". Dziwnym zbiegiem okoliczności właśnie akta paszportowe Jerzego Buzka z tamtego okresu, noszą ślady późniejszych ingerencji. Wskazuje na to poseł Tomasz Karwowski w swoim wystąpieniu do Sądu Lustracyjnego. Fakt częstych wyjazdów "Karola" potwierdzają współpracownicy Buzka z tego okresu działalności. Rozliczenie z roku 1990 dotyczy sumy kilku tysięcy dolarów. Jednak i tych niewielkich - w stosunku do sum, o jakich pisze niemiecka prasa w związku z oświadczeniem Kohl'a - kwot, nie zdołano do końca rozliczyć. Nie wiadomo na przykład, na co przeznaczono sumę 2000 USD, które na początku lat 90 -tych przekazano prywatnym osobom. Zabezpieczeniem tej kwoty miał być weksel, ujęty w rozliczeniu. Powiedziano nam, że te 2000 USD pożyczono trójce prywatnych osób, na "rozkręcenie biznesu".

Czy i kiedy pieniądze te zwrócono nie wiadomo. Jeśli tak było, potwierdzałoby to krążące powszechnie opinie, że nie zawsze środki te wykorzystywane były zgodnie z wolą darczyńców, a źródła niektórych dzisiejszych fortun szukać można w nigdy nie rozliczonych pieniądzach, przekazanych na podziemną działalność "Solidarności", o których wspomina w swoim oświadczeniu miedzy innymi, były Kanclerz Niemiec Helmut Kohl. Szmal z zachodu płynął nie tylko w czasach "podziemnej" "Solidarności".

Nowe czasy-

stare zwyczaje

Kasa szła również za czasów Kempskiego. Jak się dowiadujemy, za czasów poprzednich przewodniczących Zarządu Regionu (Pietrzyk, Kolosa) skrupulatnie rozliczano tzw. delegacje zagraniczne. Za czasów Kempskiego nie! Kempski bardzo chętnie wyjeżdżał na zagraniczne delegacje. Zwyczaj zagranicznych wojaży zachował do dziś. W czasach kiedy był przewodniczącym Zarządu Regionu Śląsko Dąbrowskiej "Solidarności" jeździł dużo i chętnie. Co najmniej po jednym z takich związkowych wyjazdów, zapomniał rozliczyć pieniędzy, które otrzymał od jednej z zagranicznych central związkowych.

Korony znikające

w norweskiej mgle

Obecni z nim w delegacji przedstawiciele "Solidarności" pamiętają, że Kempski otrzymał kwotę około 70 tysięcy koron norweskich. Nie pamiętają natomiast, aby Marek Kempski pieniądze te rozliczył lub wpłacił do kasy związku. Nie miał takiego zwyczaju. Organizacją wojaży Kempskiego zajmowało się Biuro Zagraniczne przy Zarządzie Regionu. Szefową tego Biura była współpracownica Marka Kempskiego, która towarzyszyła Kempskiemu w tych wyjazdach. Komisja Rewizyjna "Solidarności" sprawą rozliczenia Biura Zagranicznego nigdy się nie zajęła, choć wielokrotnie mówiono na ten temat podejrzewając, że także tam sięgają pewne wątki afery finansowej wykrytej w Zarządzie Regionu, w czasach kiedy Kempski był przewodniczącym związku. Dziś była szefowa, towarzyszka zagranicznych wojaży Marka Kempskiego, w "Solidarności" już nie pracuje. Marek Kempski nie mógł się z nią rozstać i zabrał ją ze sobą przenosząc się do Urzędu Wojewódzkiego.

AWS - czyli

Asekuracja Wzajemna Solidaruchów

Przy Marku Kempskim nadal zajmuje się ona zagranicznymi kontaktami wojewody, organizując zagraniczne wycieczki Marka Kempskiego, tym razem już w roli wojewody. 70 tysięcy koron, które w listopadzie 1994 roku Marek Kempski otrzymał od jednej z norweskich central związkowych, to kropla w morzu. Kempski ma zwyczaj dbać o swoich wspólników. Robiąca mu dobrze szefowa Biura Zagranicznego NSZZ "Solidarność", awansowała na podobną funkcję, ale już w Urzędzie Wojewódzkim. Pod czekami na kwotę 1,4 mld złotych, którą zdefraudowano w Zarządzie Regionu NSZZ "Solidarność" podpisywał się Marek Kempski, Piotr Rojewski i Eberhard Pampuch. Sprawa 1,4 mld zł. ukradzionych pieniędzy jest w sądzie. Kempski jest wojewodą, Rojewski z rekomendacji Kempskiego pełni funkcję szefa katowickiego Ruchu, dbając o to, aby źle o Marku nie pisano, Pampuchowi przypadła rola ,,kozła ofiarnego" i głównego oskarżonego w aferze. Dziś wojewoda Kempski obnosi się w aureoli tępiciela korupcji wśród urzędników państwowych.

Najciemniej

pod latarnią

Uruchomił specjalny telefon, pod który można zgłaszać podejrzane afery z udziałem dostojników państwowych. Te działania Kempskiego można określić mianem "burzy w szklance wody". Być może chodzi o stworzenie zasłony dymnej, wokół spraw ujawnienia których, Kempski panicznie się boi. Afera z kradzieżą pieniędzy w Zarządzie Regionu - zamieszany Marek Kempski. Nie rozliczone fundusze w ramach Biura Zagranicznego, nie rozliczone pieniądze zagranicznych delegacji, korony norweskie brane do rączki, po których zaginął wszelki ślad po przekroczeniu granicy, awanse dla swoich współpracowników, którzy w różny sposób w sprawy te byli zaangażowani - to dobra rekomendacja na stanowisko Ministra Spraw Wewnętrznych w rządzie Jerzego Buzka. Tym lepsza, że dla ukrycia roli Marka Kempskiego we wszystkich tych działaniach, obecnie sprawowana funkcja wojewody, może nie wystarczyć. A łaska Mariana Krzaklewskiego, który o Marku Kempskim nie jedno wie, na pstrym koniu jeździ.

Zwyczaje hien

centkowanych

Przekonał się o tym inny bliski współpracownik, wicepremier i szef kampanii wyborczej AWS -u Janusz Tomaszewski, który tak długo był "cacy" jak długo był użyteczny. Kiedy użytecznym być przestał, pluton egzekucyjny AWS -u wykonał na nim polityczną egzekucję. Nikt nie ma wątpliwości, że Marian Krzaklewski o przeszłości Tomaszewskiego wiedział. Nikt też nie ma wątpliwości, że to on dał sygnał do tego aktu politycznego kanibalizmu. Tomaszewski po wniosku Rzecznika Interesu Publicznego, który zarzuca mu, że był ubeckim kapusiem o pseudonimie "Bogdan", objęty został w AWS -ie anatemą. Jego dotychczasowi towarzysze partyjni traktują go jak trędowatego. Ci którzy jeszcze wczoraj gotowi byli się pokrajać za dopuszczenie przed wszechmocne oblicze wicepremiera, dzisiaj najbardziej gorliwiej go opluwają. Solidarność hien. Kempski wywodzi się z tej samej menażerii.

Uciec do przodu

jak najdalej

Chce być użyteczny i przydatny Krzaklewskiemu. Dlatego bez zmrużenia okiem gotowy jest pałować protestujących rolników i polewać ich wodą na mrozie. Dlatego głośno deklarował gotowość spałowania swoich byłych kolegów, zalegających na torach kolejowych. Dlatego jako pierwszy wzywa do tworzenia komitetów poparcia kandydatury Mariana Krzaklewskiego na prezydenta. Kempski stosuje starą zasadę, ciągłej ucieczki przed swoją przeszłością - coraz szybciej - ciągle do przodu. Tą samą zasadę, ucieczki do przodu przed swoją przeszłością stosował Eichmann, który po II wojnie światowej zawędrował aż do Argentyny. Ponieważ przestał uciekać, znalazł go izraelski wywiad i w pokazowym procesie, za popełnione nazistowskie zbrodnie "wyhuśtał". Sprawa kilku tysięcy koron w dodatku norweskich, może być jednak dla Marka Kempskiego przeszkodą, na której się ostatecznie potknie.

Mistrzowie

bungy - jumpingu

Spadanie z hukiem z piedestału to jedyna rzecz, która AWS -owskiej nomenklaturze spod znaku TKM, wychodzi naprawdę dobrze. Solidaruchy z AWS opracowały swój własny, autorski sposób uprawiania popularnej dyscypliny zwanej "bangy - jumping". W wydaniu solidaruchów wygląda podobnie, tyle że bez liny.

Bogusław Ziętek

Ponadto w numerze


Petycja do likwidatorów

Górników się zagazuje (cz I)

GOTOWI DO STRAJKU

Kohl(ący) szmal i mistrzowie bungy jumping'u

Płacowe kpiny w NSW S.A.

11 kwietnia -Dzień Walki z Bezrobociem

Kongres PSL

U progu Apokalipsy(cz.IV)

Łuszcz na śmietniku
Cała gazeta w formacie pdf.

Bezpłatna gazeta informacyjna Komisji Krajowej
Wolnego Związku Zawodowego ,,Sierpień 80" - Konfederacja.
Nakład: 50 tysięcy egzemplarzy
Adres redakcji: 40-009 Katowice, ul Warszawska 19, tel (0-32) 253-70-99, fax (0-32) 206-84-30

up
Polecamy strony: Trybuna Robotnicza, Polska Partia Pracy, KPiORP
(c) 2000-2001 Biuro KK WZZ Sierpień 80. All Rights Reserved!