Górników się zagazuje (cz I)
Idea utworzenia Euroazjatyckiego Mostu Lądowego integrującego te dwa kontynenty jest nam Polakom szczególnie bliska.
Nie na darmo przez wieki polska szlachta i magnaci ubierali się wzorując na modzie panującej w Isfahanie i Bachczysaraju. Formacje husarzy-skrzydlatych jeźdźców mają orientalny rodowód a ułan to słowo mongolskiego pochodzenia. Zażarcie w obronie Rzeczypospolitej walczyła litewska szlachta tatarskiego pochodzenia. Na handlu ze wschodem bogacił się Lwów, Kraków, Gdańsk, Praga i Norymberga
Tranzytowe położenie geograficzne i czterdziestomilionowy rynek zbytu to są dwa najpoważniejsze polskie atuty w ubieganiu się o członkostwo w Unii Europejskiej.
Pojęcie suwerenności energetycznej też nie jest wynalazkiem ostatniej doby. Jest fundamentem każdej w sposób zrównoważony rozwijającej się gospodarki i jednym z głównych elementów decydujących o jej sile i znaczeniu na geopolitycznej szachownicy globu. Każdy kraj stara się w optymalny sposób zbilansować własne potrzeby energetyczne wykorzystując w tym celu lokalne surowce oraz dostępne mu źródła taniej energii. My zaś jak na razie niestety nie wiemy ile będziemy potrzebowali energii nie tylko w odleglejszym przedziale czasowym ale nawet pod koniec obecnej dekady.
Jednocześnie przez niektóre kręgi jest usilnie lansowana teza o konieczności zwiększenia udziału gazu w bilansie potrzeb energetycznych III RP. Miał to być rzekomo jeden z wymogów wejścia do Unii Europejskiej, przedmiot sugestii i nacisków Banku Światowego czy Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Tymczasem od trzydziestu lat na ziemiach polskich udział gazu w bilansie energetycznym oscyluje na poziomie około 11%.
Jest oczywistym, że wobec zaostrzających się uwarunkowań geopolitycznych oraz skromnych zasobów własnych tego surowca polską racją stanu jest: dywersyfikacja czyli zróżnicowanie kierunków dostaw i maksymalne ograniczenie importu gazu z Rosji. Nie wolno przechodzić do porządku dziennego nad stwierdzeniem wiceprezydenta tego kraju Aleksandra Ruckoja, że Polskę będzie można przywołać do porządku odcinając jej dostęp do ropy naftowej i gazu ziemnego oraz oświadczeniem szefa państwowego koncernu GAZPROM Rema Wiachirewa, że będą bici po mordach ci, którzy sprzeciwią się interesom tego koncernu w Polsce.
Groźba została zrealizowana, jak najbardziej dosłownie, na prowadzonej przez EUROPOLGAZ, spółkę GAZPROMU, budowie Gazociągu Tranzytowego, w trakcie licznych konfliktów z rolnikami członkami Stowarzyszenia ,,JESTEŚMY W EUROPIE" im. ks. Piotra Wawrzyniaka. Rolnicy domagali się, traktowania tak jak się traktuje w przypadku realizacji inwestycji liniowych właścicieli ziemi w krajach Unii Europejskiej.
Opór zdesperowanych rolników przełamywały siłą bandy zamaskowanych "ochroniarzy". Tam gdzie sobie nie mogły z chłopami poradzić jak np. we wsi Kamieńskie Wiktory i Tłuchowo, interweniowała policja. Do chłopów strzelano nie tylko gumowymi kulami. Były w tej sprawie interpelacje parlamentarne powszechnie szanowanego posła, byłego premiera Jana OLSZEWSKIEGO i J.ŁOPUSZAŃSKIEGO
Warto też odnotować, że Władimir Putin w związku z wydaleniem z Polski 9 szpiegów rosyjskich miał ostatnio oświadczyć że z powodu budowy Gazociągu Tranzytowego w pobliżu Katynia, zbudowanie tam polskiego cmentarza jest sprawą problematyczną.
Pierwszą nitkę Gazociągu Tranzytowego oddano do eksploatacji jesienią ub. Jej operatorem czyli jedynym dysponentem - wbrew wcześniejszym zapewnieniom, że będzie nim strona polska - stał się EUROPOLGAZ, w której Rosjanie mieli zawsze głos decydujący. Gazociągiem JAMAŁ-EUROPA ma być docelowo przetłaczane 64 miliardy m3 gazu wydobywanego na trenie syberyjskiej kolonii do krajów Europy Zachodniej.
Ta masa gazu jest wielokrotnie większa od łącznej wagi towarów, głównie kartofli i węgla jakie zamierzały Niemcy transportować "do" i "z" Prus Wschodnich też eksterytorialnym korytarzem. Nasi ojcowie na budowę korytarza przez terytorium II Rzeczypospolitej się jednak nie zgodzili. Wybuchła II Wojna Światowa. Wśród najbliższych sąsiadów, od których poziomu cywilizacyjnego dzieli nas jeszcze dużo, a mianowicie Niemiec i Szwecji, gaz w bilansie potrzeb energetycznych stanowi około 22 % i około ...2%.
Posiadając gęstość zaludnienia odpowiadającą średniej gęstości zaludnienia krajów OECD a zasoby paliw energetycznych w pierwszej mierze węgla na poziomie blisko 4 razy przekraczającym średnią OECD znajdujemy się w sytuacji wyjątkowo uprzywilejowanej. Koszt 1 GJ (Gigadżula) energii wyprodukowanej np. z węgla brunatnego z kopalni Bełchatów niedawno wynosił 0.90 USD/GJ, a za taką samą ilość energii uzyskaną ze spalenia gazu importowanego z Rosji, należało zapłacić 4 razy więcej.
W ostatecznym rozrachunku "ciągnionych" kosztów wynikających z konieczności ochrony naturalnego środowiska, cena energii uzyskiwanej z węgla brunatnego jest przeszło dwukrotnie niższa, niż z gazu, a dla węgla kamiennego kilkadziesiąt procent niższa.
Gaz ziemny zawsze będzie jednak w Polsce odgrywał znacząca rolę jako surowiec dla przemysłu chemicznego, oraz w dość ograniczanym zakresie dla zaspokajania potrzeb komunalnych. Może mieć on zastosowanie również w energetyce, ale w tym przypadku racjonalne jest stosowanie bloków energetycznych gazowo-parowych, oraz stosowania gazu wyłącznie do zaspokajania tzw. szczytowych zapotrzebowań dobowych szczególnie w zimę.
Na przełomie lat 1992/93 zostały złamane trendy charakteryzujące gospodarkę PRL. Dotyczyło to szczególnie znaczącego spadku energochłonności przemysłu , zmniejszenia zużycia energii elektrycznej, które tylko na przestrzeni dziesięciolecia 1985-95 spadło, aż o 30% oraz zmniejszenia zapotrzebowania na gaz ziemny ze strony przemysłów chemicznego i nawozów sztucznych. Nastąpiło również znaczące ograniczenie środków budżetowych na dofinansowanie działalności Społecznych Komitetów Gazyfikacji, co spowodowało drastyczny spadek tempa przyrostu sieci rozdzielczych.
Pewną rolę odegrał też zakaz instalowania urządzeń gazowych w budynkach wielopiętrowych i zubożenie znaczącej części ludności wsi - potencjalnych użytkowników gazu dla potrzeb komunalnych. Wszystkie te zjawiska czyniły dość trudnymi prognozowanie zużycia gazu w odleglejszej perspektywie czasowej.
Wymagało to również znacznej wiedzy i doświadczenia. Niestety zamiast nasilić i rozszerzyć zakres badań analitycznych i prognostyczno - rozwojowych oraz w miarę dokładne określić zapotrzebowanie na drogi importowany surowiec energetyczny, poważniejsze badania analityczne w tym zakresie jeszcze przed 1995 r. zostały wstrzymane!!!
Była to decyzja niewielkiej grupy osób, których późniejsze kariery polityczne, biznesowe i finansowa prosperity związane była w taki czy inny sposób z działalnością GAZPROMU. Tego samego, którego jeden z byłych szefów zanim został premierem Rosji zdołał zgromadzić "oszczędności" na poziomie 5 miliardów USD. Pisała o tym prasa całego świata.
Z perspektywy dalszego rozwoju wydarzeń, można stwierdzić, że wstrzymanie badań prognostycznych dotyczących zapotrzebowania na energie i zużycia gazu w III RP było początkiem realizacji opracowanego jeszcze w latach istnienia ZSRR scenariusza. Chodziło o stworzenie dogodnej sytuacji dla podpisania wieloletniego kontraktu na sprzedaż ogromnej ilości niepotrzebnego dla naszej gospodarki rosyjskiego gazu. Rzecznicy interesów GAZPROMU już na początku minionej dekady spowodowali wrzawę prasową, z której wynikało, że już wkrótce zużycie gazu w Polsce może wzrosnąć nawet do 45 miliardów m3 rocznie, a więc prawie dokładnie 4 razy więcej niż wówczas wynosiło. Było to jawną niedorzecznością. Fakt, że taka ilość gazu mogłaby zastąpić wydobycie 60 milionów ton węgla, zamknięcie około 30 kopalń oraz bezrobocie i ludzkie tragedie wielu dziesiątków tysięcy górniczych rodzin niektórych polityków wręcz zachęciło do popierania podobnego rozwiązania, ponieważ kolejne ekipy rządowe obawiały się siły i determinacji górników.
GAZPROM przeszedł ostatnio w Rosji oficjalnie pod kuratelę kompleksu wojskowo-przemysłowego i jest uważany za jedno z głównych narzędzi służących do odbudowy jej imperialno-mocarstwowej pozycji. Miliardy dolarów uzyskiwane za eksport gazu przeznaczane są też głównie na pokrycie kosztów ludobójczych operacji wojskowych w Czeczenii. Interesy tego koncernu w Polsce to:
- maksymalne zwiększenie sprzedaży gazu i uzyskanie zań odpowiednio wysokich cen
- ograniczenie kosztów budowy gazociągów więc i odszkodowań dla obywateli RP
- zredukowanie do minimum opłat tranzytowych
- umożliwienie zastosowania gazowego szantażu wobec Ukrainy, czemu służy ominięcie tego kraju przez nową gazową magistralę przesyłową JAMAL-EUROPA
- zasilenie w energię największej na świecie bazy wojskowej w Kalingradzie
- uzależnienie energetyki państw Europy Środkowo-Wschodniej od dostaw gazu
- dysponowanie kablem światłowodowym ułożonym wzdłuż Gazociągu Tranzytowego
- umożliwienie producentom rur i urządzeń z firm kontrolowanych przez Włoską Partię Komunistyczną ich niezwykle korzystnej sprzedaży. Np. rury o średnicy 1420 mm. zamiast produkować je w Polsce np. w Hucie FERRUM zakupiono w rurowni ILVA we Włoszech mimo, że były droższe i gorszej jakości niż produkcji MANNESMANNA.
Zupełnie szczególną rolę w rozdymaniu zapotrzebowania na rosyjski gaz odegrali eksperci z zagranicznych firm konsultingowych, pracujący - jak się później okazywało zarówno dla GAZPROMU jak i dla PGNiG - Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. W tym ostatnim dyrektor odpowiedzialny za pion rozwoju gazownictwa Janusz TOKARZEWSKI, miał obowiązek dyktowany elementarną etyką zawodową, poinformowania rządowych decydentów o faktycznym stanie rzeczy. Tak się nie stało.
Nie od rzeczy będzie nadmienić, że w latach PRL nomenklaturowe kierownictwo rozdętego parokrotnie nad miarę potrzeb państwowego molocha jakim było PGNiG cieszyło się szczególnym zaufaniem radzieckich towarzyszy. Gaz był surowcem strategicznym. Znaczną część różnego rodzaju stanowisk związanych z tzw. "przydziałami" gazu dla potrzeb ogrzewania domków jednorodzinnych czy niedużych szklarni zajmowali w nim siedzący na zasłużonych synekurach współpracownicy SB. Łapówki brali wysokie.
Dokończenie
w następnym numerze